Min. Zalewska napisała specjalny list do rodziców ósmoklasistów. "Znowu te same manipulacje"

Szefowa MEN w liście uspokaja rodziców, że nie będzie problemów z rekrutacją na rok szkolny 2019/2020. - Zbyt dużo w nim ogólników - mówią TOK FM rodzice.

Chodzi o tak zwane skumulowane roczniki, gdy o miejsca w liceach jednocześnie będą walczyć absolwenci ostatnich klas gimnazjów i uczniowie kończący VIII klasę podstawówki. List do rodziców  jest dostępny na stronie Ministerstwa Edukacji Narodowej.

Szefowa MEN przekonuje w nim, że postępowania rekrutacyjne dla dwóch grup uczniów (absolwenci gimnazjów i absolwenci VIII klasy podstawówki) zostaną przeprowadzone oddzielnie, według odrębnych kryteriów rekrutacyjnych. „Jednocześnie podkreślam, że absolwenci szkół podstawowych i gimnazjów nie będą rywalizowali ze sobą o te same miejsca” - pisze minister Anna Zalewska.

Licea nie są z gumy

Dorota Łoboda, szefowa Fundacji „Rodzice mają głos”, a prywatnie mama siódmoklasistki mówi nam, że uczniowie rzeczywiście pójdą do różnych klas, ale licea się nie powiększą, bo... nie są z gumy.

Jeśli szkoła co roku tworzy pięć klas pierwszych, to w drodze wyjątku nie utworzy ich tym razem dziesięciu, bo nie będzie miała gdzie tych uczniów pomieścić.

Pani minister cały czas powtarza te same niedomówienia i te same manipulacje. Oczywiście, prawdą jest, że dzieci nie będą konkurować dokładnie o te same miejsca. Ale będą konkurować o miejsca dokładnie w tych samych szkołach

- mówi Dorota Łoboda. I dodaje, że miejsc może i wystarczy dla wszystkich, ale pytanie, gdzie konkretnie?  - Nas, jako rodziców, interesuje to, czy będzie wystarczająco dużo miejsc w tych szkołach, które wybiorą nasze dzieci, a nie to, ile miejsce w sumie będzie w całym systemie - tłumaczy.

Językowo? List jest „zimny”

Samą treść listu i użyty w nim język przeanalizował dla nas językoznawca, prof. Paweł Nowak z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego.

Pod względem językowym jest to list oficjalny, a z drugiej strony jest bardziej „do ludzi”. Zdania są krótsze, jest mało terminologii, są w nim sformułowania powszechnie zrozumiałe. Językowo jest to również tekst „zimny”. Nie widać podmiotu listu. Niby jest zwrócenie się do rodziców w pierwszym akapicie, ale później cały list jest taki, żeby osobistego kontaktu między MEN a rodzicami, zaniepokojonymi o los swoich dzieci, nie było widać

- tłumaczy prof. Nowak.

W ocenie naszego rozmówcy list jest też bardzo ogólnikowy. - Cała pierwsza strona jest w zasadzie o czymś, o czym wszyscy doskonale wiedzą i czego mają świadomość - tłumaczy prof. Nowak. Dodaje:

Brakuje jednak odpowiedzi na pytanie, które było najważniejsze dla rodziców, czyli jak będzie wyglądała sieć szkół i ile będzie w niej klas pierwszych

Zwraca też uwagę, że w liście unika się zobowiązań. - Są stwierdzenia w stylu „pragnę podkreślić”, ale nie ma takich słów jak „przyrzekam” czy „obiecuję”. Czyli ten list jest alibi do tego, że gdyby coś się nie udało, to przecież twierdziliśmy, że „pragniemy”, a nie mówiliśmy, że coś się „stanie” – mówi prof. Nowak.

Nas interesują konkrety

W ocenie Doroty Łobody, MEN i kuratoria rozpoczną teraz kampanie informacyjne, które będą mówiły o ofercie konkretnych szkół. - Tyle że to, że poznamy oferty szkół, nie rozwiązuje problemu, że w tych szkołach dla naszych dzieci będzie za mało miejsc - dodaje Dorota Łoboda.

- Ten list może uspokoił panią minister, ale na pewno nie rodziców. Papier przyjmie wszystko. A ja po nocach nie śpię i zastanawiam się, jak to będzie. Dzieci z tych dwóch roczników będą bardzo pokrzywdzone - mówi nam pani Ewa, mama obecnego siódmoklasisty.

Inni rodzice, również ci sympatyzujący z PiS-em, oceniają, że list jest dość ogólny.

- Odbieram ten list jako zapowiedź wyjścia naprzeciw rodzicom i dzieciom, ale on na pewno nie wyjaśnia sytuacji - mówi pan Radek, tata ucznia klasy VII. Przyznaje, że ma szereg obaw związanych z rekrutacją do liceów w przyszłym roku. – Dobrze, że pani minister zapewnia nas o swojej trosce o całą sytuację, ale jednak list jest bardzo ogólny, a nas interesują bardzo duże konkrety, jak to w praktyce się rozegra – dodaje nasz rozmówca.

- Nie wiem, jaki był cel tego listu. Chyba tylko taki, by nas zdenerwować. I nasze dzieci. Przecież to jest typowa propaganda. Nauczyciele też mieli w związku z reformą nie tracić pracy, a jak było? – pyta retorycznie pani Iwona, jedna z mam.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM