"W Jandzie drzemie jeszcze nieodkryty ocean". Nowy film Borcucha to opowieść o lęku politycznym

- To jest film o wolności i o lęku przed obcymi - Jacek Borcuch opowiedział Patrycji Wanat w TOK FM o swoim najnowszym filmie "Volterra". W głównej roli zobaczymy Krystynę Jandę.

Akcja filmu rozgrywa się we Włoszech, w Toskanii, niedaleko tytułowej Volterry. Krystyna Janda wciela się w postać polskiej poetki, od lat mieszkającej na emigracji. Podczas odbierania lokalnej nagrody bohaterka filmu mówi o dwa słowa za dużo. Jej wypowiedź wywołuje skandal.

Zdjęcia do filmu zakończyły się kilka tygodni temu. - To historia bardzo mocno zakorzeniona w tym, co dzisiaj dzieje się w Europie - powiedział w magazynie filmowym „Do zobaczenia” Jacek Borcuch. Osadzenie akcji we Włoszech sprawia, że film jest uniwersalny. Nie skupia się na Polsce i polskim strachu przed „innym”.

- Wydaje mi się, że jestem uwolniony od społeczno-teraźniejszych spraw; najbardziej w kinie interesują mnie uczucia, egzystencjalny kontekst naszego istnienia, czyli marzenia, cierpienie, ból, tęsknota, miłość - opisywał Borcuch. Lęk, o którym opowiada Borcuch, związany jest z kryzysem migracyjnym, z zamachami terrorystycznymi oraz z tym, jak ten niepokój o przyszłość jest wykorzystywany przez polityków.

- W pewnym momencie moja bohaterka mówi, że utrzymywanie ludzi w tym irracjonalnym lęku daje niezwykłe możliwości polityczne. Ludzie są w stanie bardzo dużo oddać, może nawet wolność, żeby się zamknąć, zakratować, żeby nikt się nie dostał do środka, nikt nie przeszedł, żeby nawet nasza myśl nie została zmącona najmniejszym lękiem - mówi Borcuch

"Nieodkryty ocean" w Krystynie Jandzie 

Pierwsze, co rzuca się w oczy, gdy oglądamy zdjęcia z planu to długie, rozwiane włosy Krystyny Jandy. - Zmieniliśmy lekko kształty, rysy, cięcia i okazało, że w Krystynie Jandzie drzemie jeszcze nieodkryty ocean - powiedział Jacek Borcuch i dodał, że aktorka jest niemal non stop obecna na ekranie, od pierwszej do ostatniej sceny.

Wokół niej zbudowany jest pejzaż innych postaci: jej córka, którą gra Kasia Smutniak, polska aktorka, która zrobiła oszałamiającą karierę we Włoszech. W rolę męża głównej bohaterki wciela się Antonio Catania, aktor znany z filmów Nanniego Morettiego.

Film w 70 proc. grany jest po włosku, poza tym po polsku i francusku. Włoski był wyzwaniem dla Krystyny Jandy, która musiała nauczyć się posługiwania tym językiem w miarę swobodnie. Aktorka miała przez cały czas osobistego konsultanta, który pomagał jej w tym trudnym zadaniu. Jej postać może jednak pozwolić sobie na błędy i słowiański akcent, bo jest Polką mieszkającą we Włoszech, a nie rodowitą Włoszką.

Jacek Borcuch podkreśla, że "Volterra" nie jest w żadnych stopniu inspirowana Wisławą Szymborską, mimo że opowiada historię polskiej poetki, noblistki. Głównej bohaterce jest bliżej do Oriany Fallaci, choć i tu nie można doszukiwać się jednoznacznych podobieństw.

Urok cywilizacji południa

Reżyser już drugi raz wyjeżdża na południe Europy w poszukiwaniu filmowych historii i plenerów. Akcja filmu „Nieulotne” rozgrywała się częściowo w Hiszpanii. Reżyser przyznał, że łatwo zauroczyć się cywilizacjami południa.

- Oni dużo pełniej korzystają z tej codziennej wolności. Dla ludzi wschodu to jest bardzo meczące, gdy jedziemy na południe Europy i w czasie sjesty wszystko jest zamknięte, miasta są opustoszałe, nie możemy nawet nic zjeść. Dla mnie sjesta to jest taki wyszarpany systemowi moment dla ludzi, gdy mogą zjeść obiad z rodziną, zdrzemnąć się. My się szarpiemy teraz o pracujące niedziele, tam wszystkie niedziele są niepracujące! Dla mnie jest to rodzaj wyższego kosztowania życia. Czy to jest dobry kierunek? Nie wiem. My jesteśmy ciągle „na dorobku”, chcemy coraz więcej zarabiać, ale nie zauważamy, że odbywa się to kosztem naszego życia, jedynego jakie mamy - ocenił Borcuch.

Dziwne miasto

Akcja filmu rozgrywa się niedaleko miasta Volterra. To jedno z najstarszych miast w Toskanii, jego historia ma ponad 3 000 lat i sięga cywilizacji etruskiej. To również bardzo „nietoskańskie” miasteczko: ciemne i przygnębiające. Jacek Borcuch powiedział, że słońce rzadko się tam wdziera, jedynie na rynek i to tylko w momencie,gdy świeci najwyżej, a wszystko przez wysoką zabudowę.

Główną atrakcją miasta jest ogromne muzeum tortur i jego aura promieniuje na wszystko dookoła. - Wszędzie są jego reklamy: przyjedź, zobaczysz te narzędzia.Wszyscy poczuliśmy tę dziwną atmosferę, każdy mówił: dziwna ta Volterra,  - opowiada Borcuch.

DOSTĘP PREMIUM