Dyrektorka wprowadza PiS do szkoły. Co mogą zrobić rodzice? "Aktywnie walczyć o swoje prawa"

Nauczyciele napisali do prezydenta, że dyrektorka lubelskiej podstawówki promuje polityków PiS wśród dzieci. - Tak może być w innych szkołach, jeśli trafią tam dyrektorzy z nadania PiS - mówi pedagog.

Nauczyciele i pracownicy niepedagogiczni Szkoły Podstawowej nr 1 w Lublinie piszą listy do prezydenta i do radnych, że do szkoły wkradła się polityka. Chodzi im o zapraszanie przez dyrektorkę działaczy PiS.

Zarzutów pracowników wobec urzędującej od września 2017 r. nowej dyrektorki, Iwony Pańpuch, jest wiele, w tym polityczne. - Chodzi na przykład o promowanie polityków Prawa i Sprawiedliwości podczas uroczystości szkolnych, a pomijanie radnych z innych opcji, podczas gdy szkoła w ogóle powinna być wolna od polityki - mówi radny Michał Krawczyk z Komisji Oświaty lubelskiej Rady Miasta. Jak przyznaje, treść listów była dla niego zaskoczeniem.

Czytaj też: "Złe duchy przypalają im tyłek". Dotarliśmy do instrukcji walki z polityką równości w Gdańsku

Z naszych ustaleń wynika, że listów, które trafiły do ratusza jest kilka. Są anonimowe, choć jak mówi nam odpowiadający za oświatę wiceprezydent Mariusz Banach, do jego rąk trafił też list podpisany imiennie.

Specjalne względy dla działaczy PiS-u

"Agitacja polityczna na rzecz PiS odbywa się zwykle pod przykrywką uroczystości szkolnych lub patriotycznych. Jednym z wielu przykładów był Tydzień Edukacji Obywatelskiej" - czytamy. Według autorów listu, politycy prawicy byli podczas niego wyraźnie faworyzowani.

"Dla zachowania pozorów obiektywizmu politycznego na pierwsze spotkanie została zaproszona p. Beata Stepaniuk-Kuśmierza, radna miejska PO. Spotkanie odbyło się w godzinach porannych, w pośpiechu ściągnięto dwie klasy, frekwencja była relatywnie niska. W trakcie spotkania na sali umieszczony był plakat z napisem 'Młodzi demokraci'. Zaraz po wyjściu radnej pani dyrektor poleciła zdjęcie plakatu i użyła stwierdzenia, że 'tego nie będziemy tu promować'” - piszą nauczyciele.

Na kolejne spotkania - tym razem z wojewodą Przemysławem Czarnkiem i radnym Markiem Wojciechowskim z PiS - ściągnięto według autorów listów niemal wszystkich uczniów. „Woźne musiały stać na baczność na korytarzu. Nauczyciele również zostali spędzeni na salę. Musiała być frekwencja. Warto zaznaczyć, że Wojewoda spóźnił się kilkadziesiąt minut” - czytamy w jednym z listów.

Kilka dni później spotkanie z uczniami miał poseł PiS, Sylwester Tułajew, a na zakończenie Tygodnia Edukacji Obywatelskiej - "znowu dla zachowania pozorów" - jak piszą pedagodzy - "dyrektorka szkoły wraz z młodzieżą udała się do ratusza [w którym rządzi koalicja PO i Wspólnego Lublina - red.]. Uczniowie zostali wytypowani w ramach chaotycznej łapanki”.

Prezydent zarządził kontrolę i specjalną ankietę

Wiceprezydent Lublina Mariusz Banach podkreśla, że listy, które dostał, robią wrażenie. Zdecydował się nimi zająć mimo, że nie wszystkie są podpisane. - Zajmujemy się anonimami dlatego, że są niezwykle konkretne i trudno powiedzieć, że nic się nie stało, skoro w tym anonimowym piśmie pojawia się szereg nazwisk, a nawet numerów telefonów do nauczycieli. Dlatego zdecydowaliśmy się przeprowadzić w szkole kontrolę i specjalną ankietę - mówi wiceprezydent. Podkreśla też, że w kwestii wprowadzania polityki do szkoły - dowieść będzie to bardzo ciężko.

Radny Michał Krawczyk z PO, członek Komisji Rodziny był na posiedzeniu, kiedy radna PiS spytała o homoseksualistów

Dyrektor w ogóle nie chce o sprawie rozmawiać, nauczyciele się boją

Dyrektor Iwona Pańpuch nie zgodziła się na rozmowę z dziennikarką TOK FM. Jak stwierdziła, o żadnym liście nie słyszała, zarzutów nie zna i nie będzie na ten temat rozmawiać.

Wysłaliśmy więc dziewięć szczegółowych pytań e-mailem. W odpowiedzi dyrektorka odpowiedziała jedynie, że w szkole prowadzona jest kontrola, "która obejmuje także kwestie poruszane [...] w  wiadomości e-mail". "Wystąpiłam także do Pana Prezydenta z prośbą o udostępnienie mi rzekomych pism, które znajdują się w Ratuszu” - pisze dyrektorka. Na żadne z naszych konkretnych pytań nie odpowiedziała.

Udało nam się za to porozmawiać z kilkoma pracownikami szkoły. Boją się mówić pod nazwiskiem, zastrzegają anonimowość. Przyznają, że atmosfera w szkole jest fatalna. - Tak jak jest u nas, może być niebawem w innych szkołach, jeśli trafią tam dyrektorzy z nadania Prawa i Sprawiedliwości - mówi jeden z pracowników.

Jakie możliwości mają rodzice czy nauczyciele w podobnej sytuacji?

- Do Kuratorium Oświaty nawet nie ma co pisać, bo wiadomo, że pani kurator jest z nadania PiS - mówi nam jeden z rodziców. A zatem co zrobić? Zdaniem byłej wiceminister edukacji (prosi, by nie przedstawiać jej z nazwiska), która zajmowała się w MEN kwestiami formalno-prawnymi, rada jest jedna: rodzice muszą aktywnie walczyć o swoje prawa.

- Szkoła ma obowiązek realizować podstawę programową. Jeśli chce zorganizować coś dodatkowego, jakiekolwiek spotkanie, musi mieć na to zgodę rodziców: czarno na białym, że zgadzają się na to, by zamiast matematyki czy geografii ich dziecko uczestniczyło w spotkaniu z wojewodą czy z posłem z PiS. Mają prawo się temu sprzeciwić - radzi była wiceminister.

DOSTĘP PREMIUM