"Małe kłamstwo smoleńskie". Radosław Sikorski tłumaczy, dlaczego Kaczyński uważa go za zdrajcę

- Co prawda, nie ma dowodów na zamach, ale Tusk z Sikorskim i tak są zdrajcami dyplomatycznymi - tłumaczył w TOK FM były szef MSZ Radosław Sikorski (PO).

Radosław Sikorski procesuje się z Jarosławem Kaczyńskim. Były szef MSZ złożył pozew przeciwko prezesowi PiS, ponieważ ten stwierdził, że to właśnie były minister  wycofał notę dyplomatyczną w sprawie uznania miejsca katastrofy smoleńskiej za teren eksterytorialny. Według Kaczyńskiego to zdrada dyplomatyczna. Radosław Sikorski uznał z kolei, że przewodniczący PiS tym samym naruszył jego dobra osobiste. Dzisiaj, 18 czerwca, odbędzie się w tej sprawie rozprawa. 

"Małe kłamstwo smoleńskie"

- Mam nadzieję, że Jarosław Kaczyński uszanuje sąd i będzie na tyle zdrów, by się dzisiaj stawić na rozprawie. Być może to ostatnia rozprawa, w sprawie, którą uważam za małe kłamstwo smoleńskie - mówił w Poranku Radia TOK FM Radosław Sikorski.

Prowadząca, Dominika Wielowieyska, dopytywała, na czym miały one polegać.

- Zamach wiemy na czym polegał. Nie potrafią go udowodnić, więc teraz to mniejsze kłamstwo smoleńskie. Co prawda, nie ma dowodów na zamach, ale Tusk z Sikorskim i tak są zdrajcami dyplomatycznymi - wyjaśniał były szef MSZ.

Radosław Sikorski dodał również, że prezes PiS "trochę nietypowo dla siebie" konkretnie zaznaczył, na czym rzekoma zdrada miała polegać.

- Że niby była nota o ustanowieniu terenu eksterytorialnego, którą ja kazałem wycofać.

- Jak było naprawdę? - dopytywała prowadząca.

- Jest z tymi stwierdzeniami parę problemów. Po pierwsze nie ma czegoś takiego jak eksterytorialność miejsc wypadków. Po drugie nie było takiej noty. Po trzecie nie kazałem wycofywać żadnych not. Po czwarte pewien dyplomata już powiedział w wywiadzie prasowym, że niczego takiego nie było. Po piąte PiS składał już interpelację poselską w tej sprawie i już było mu to dokładnie wytłumaczone - mówił Sikorski.

- To kwalifikowało się więc na sprawę kryminalną, bo prezes PiS mówił coś, o czym wiedział, albo powinien wiedzieć, że jest nieprawdą. Ale zobaczymy, na ile jeszcze sądy są niezależne w Polsce - podsumował były szef MSZ.

Spotkanie z Timmermansem. Czy są szanse na zmiany?

- Oby doszło do porozumienia, ale to wymagałoby wycofania się ze zmian, które likwidują trójpodział władzy - tak z kolei były marszałek Sejmu Radosław Sikorski skomentował spotkanie premiera Mateusza Morawieckiego z wiceszefem Komisji Europejskiej, Fransem Timmermansem.

Głównym tematem rozmowy polityków będzie nowa ustawa o Sądzie Najwyższym, która trzeciego lipca przymusi do odejścia na emeryturę nawet 40 proc. sędziów Sądu Najwyższego. Ustawę krytykuje nie tylko Komisja Europejska, ale także m.in. Komisja Wenecka i Rada Europy.

- Polskie władze nie tak agresywnie, jak kiedyś, ale nadal twierdzą, że to Komisja Europejska ma problem, a nie one - mówił Radosław Sikorski. - Bruksela nie może na nic zarzucić, nie przyśle tutaj czołgów. Ale mówi: Niezależne instytucje mówią, że te ustawy, które uchwaliliście i te nominacje łamiące Konstytucję, naruszyły porządek prawny. A nasza rodzina polega na tym, że sobie ufamy. Sąd w jednym kraju unijnym uznaje wyroki sądów innych krajów unijnych, bo uważane są za równie niezależne - ocenił.

- Polskie władze nie tak agresywnie, jak kiedyś, ale nadal twierdzą, że to Komisja Europejska ma problem, a nie one - mówił Radosław Sikorski.

Czytaj też: Tomasz Wołek: Morawiecki nie ustąpi Komisji Europejskiej. Walczy o schedę po Kaczyńskim?

DOSTĘP PREMIUM