Ekspert o "bezsensowych" dodatkowych emeryturach. Rozdawnictwo to zły pomysł na czas szalejącej inflacji?

14. emeryturę ma otrzymać około 9 mln obywateli. Świadczenie ma być wypłacone w sierpniu. - Rząd robi absolutnie wszystko, żebyśmy mieli bardzo wysoką inflację - komentowała w TOK FM ekonomistka dr Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek.
Zobacz wideo

Na tegoroczną wypłatę 13. i 14. emerytury rząd przeznaczy około 25 mld złotych. Wypłaty pierwszego świadczenia ruszyły w kwietniu, na drugie osoby uprawnione będą musiały poczekać do sierpnia. 

Zdaniem analityka rynków finansowych Piotra Kuczyńskiego zarówno 13., jak i 14. emerytura są "bezsensowne". - Rujnują, a przynajmniej podważają cały system emerytalny, wszystkie te zasady, które zostały ustalone w 1999 roku i według mnie to nie jest właściwa droga. (...) Jestem przeciwny takiej metodzie wyrównywania poziomów - podkreślił gość Magazynu EKG, zaznaczając, że sam jest uprawniony do otrzymania dodatkowych świadczeń.

"Rząd robi absolutnie wszystko, żebyśmy mieli bardzo wysoką inflację"

Z kolei dr Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek z Wydziału Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu Warszawskiego skupiła się na obecnej sytuacji finansów publicznych. Dane wykonania budżetu państwa po pierwszym kwartale 2022 roku wskazują bowiem, że wpływy z podatku VAT - czego można się było spodziewać - są niższe niż powinny być w tym okresie. - To oczywiście jest wynik tego, że rzad obniżył VAT do poziomu zero na żywność, a na surowce energetyczne do stawek obniżonych 8-procentowych, więc te wpływy są mniejsze - przypomniała. 

Dodała także, że prawdopodobnie obowiązywanie niższych stawek VAT zostanie przedłużone do końca roku, a więc wpływy z tego podatku będą zdecydowanie niższe od zaplanowanych. - A jednocześnie czynimy większe wydatki - podkreśliła, odnosząc się do zaplanowanej wypłaty 14. emerytury. To jednak nie wszystko. Od 1 lipca bowiem stawka podatku PIT spadnie z 17 proc. na 12 proc. - zatem budżet państwa czekają też mniejsze wpływy z tego tytułu. - Rząd robi absolutnie wszystko, żebyśmy mieli bardzo wysoką inflację - oceniła ekonomistka. Według danych Głównego Urzędu Statystycznego za kwiecień 2022 roku inflacja w Polsce wyniosła 12,4 proc.

Dodała, że ogromną część z wypłaconych emerytom pieniędzy i tak "zje" właśnie inflacja. - Tym bardziej, że emeryckie gospodarstwa domowe, to są gospodarstwa raczej o niskich dochodach rozporządzalnych, a więc zapewne ta inflacja uderza w nie znacznie silniej. Rząd z jednej strony daje, a z drugiej strony, poprzez swoje działania w ramach polityki fiskalnej, zabiera - zaznaczyła. 

"Nie na bieżące wydatki, tylko na oszczędności"

W ocenie szefa Polskiego Funduszu Rozwoju Pawła Borysa, to "czego potrzebujemy, by zmierzyć się inflacją, to zachęcenie Polaków do ograniczenia wydatków konsumpcyjnych. I oszczędzania". Temu, jak wskazywał w rozmowie z Tomaszem Settą, mają służyć wyższe oprocentowanie lokat i obligacje Skarbu Państwa oprocentowane powyżej 5 proc.

- Jeżeli mamy dodatkowe dochody, jest 14. emerytura, to warto te osoby zachęcić, żeby trochę tych pieniędzy nie przeznaczyli na bieżące wydatki. Tylko na oszczędności - radził też.

Przygotowanie gruntu do wyborów

Gościni Magazynu EKG, politolożka dr Małgorzata Bonikowska, zwróciła uwagę, że PiS przygotowuje już "grunt do wyborów". - Niewątpliwie od września rozpocznie się kampania - oceniła, dodając, że dodatkowe emerytury należy "niestety widzieć w kontekście zapewniania sobie popularności" przez rząd. - Bo rzeczywiście  emeryci - a więc ten twardy elektorat koalicji Zjednoczonej Prawicy - nie myślą globalnie, myślą przede wszystkim kategoriami swoich wpływów - tłumaczyła. 

Jej zdaniem - w ramach przygotowań do wyborów - podgrzewana będzie atmosfera zagrożenia w związku z wojną w Ukrainie. - Że trzeba się mobilizować, że to nie czas na zmiany i tak dalej. Dodatkowo pieniądze zawsze się przydadzą, aby sprzyjać władzy w sytuacji, kiedy mamy bardzo wysoką inflację. Bo niewątpliwie problemem dla rządu i Zjednoczonej Prawicy jest i będzie wzrost cen - zauważyła ekspertka. 

Jak mówiła, trudno jej sobie wyobrazić, aby rząd poradził sobie z inflacją w sposób radykalny. - A wzrost cen, jak wiadomo z historii, jest z reguły powodem nie tylko dużych turbulencji, ale wręcz rewolucji.  Ludzie nie będą zadowoleni - podsumowała Bonikowska.

DOSTĘP PREMIUM