Żakowski: Lepper nie był "burakiem". Lis: miał talent polityczny

- Trzeba mu oddać, że był talentem politycznym i inteligentnym człowiekiem - mówił w Poranku Radia TOK FM Tomasz Lis. Wtórował mu Jacek Żakowski: - Lepper nie był, jak to się mówi, takim "burakiem", jakiego rolę grał w polskiej polityce.

Publicyści rozmawiali w Radiu TOK FM o spuściźnie po Samoobronie. - To był człowiek, który wyglądał w sposób budzący dużo mniejszy szacunek, niż na to zasługiwał. Wiele razy miałem refleksję, gdy rozmawiałem z Lepperem o jego udziale w rządzie Kaczyńskich, jak trafna była jego analiza. Tymczasem grał w polskiej polityce rolę buraka - mówił Jacek Żakowski.

"Zamienił się w ścigane zwierzę"

- Otrzeźwiła go bolesna świadomość, że się zamienił w ściganą zwierzynę - powiedział Tomasz Wołek. - Andrzeja Leppera metodycznie i z premedytacją zaszczuła ekipa Kaczyńskiego i Ziobry. Wiemy, że Kaczyński, gdy tylko zrobił go premierem, jednocześnie uruchomił działania służb specjalnych i skazał Leppera na polityczne wykończenie. Niechybnie spotkałoby to też Romana Giertycha, gdyby w porę nie zdał sobie z tego sprawy - mówił Wołek, przypominając czasy rządów PiS. Lepper został wicepremierem w maju 2006 r. W lipcu 2007 został odwołany ze stanowiska w związku ze śledztwem CBA w związku z aferą gruntową.

- Kiedy słyszę zawodzenia Czarneckiego i innych ludzi PiS-u, mam uczucie już nie tylko absmaku, ale obrzydzenia. Ci, którzy przyłożyli rękę do czyjejś śmierci politycznej, powinni bardziej ważyć słowa, gdy dochodzi do tragedii - mówił Wołek.

Czarnecki: Andrzej Lepper był postacią nietuzinkową

Co zostało po Samoobronie?

Według Łukasza Lipińskiego z "Gazety Wyborczej" ugrupowanie Leppera stało się "szczepionką na pewną odmianę populizmu w Polsce" po tym, jak Samoobrona "straciła niewinność". Jednak - zaznaczył dziennikarz- styl populistyczny przeniknął głęboko do innych partii. - To, jak dziś wygląda debata publiczna w Polsce, jest "zasługą" Andrzeja Leppera i jego zaplecza - stwierdził Lipiński.

Zgodził się z nim Tomasz Wołek, wskazując na niedobre obyczaje, jakie pojawiły się w polskim życiu publicznym. - Palenie opon? Najpierw to robił Lepper, ale potem "Solidarność" pana Guzikiewicza. Blokada mównicy sejmowej? Powtórzył to Jarosław Kaczyński ze swoimi ludźmi - mówił publicysta.

Kolejne przykłady dodał Żakowski: - Te obietnice bez pokrycia, rzucanie hasłami, które wprowadził Lepper, stały się normą głównego nurtu politycznego. Ta "Nicea albo śmierć"... - Te insynuacyjne pytania i rzucane ot tak oskarżenia - wtrącił Lis.

Populizm palonych opon i populizm sztucznej mgły. Który lepszy?

Wołek przypomniał głosy, jakie pojawiły się po politycznym upadku Andrzeja Leppera, że "Kaczyński zrobił rzecz pożyteczną, bo połknął przystawki". - Ale te przystawki zatruły organizm połykającego. Spora część elektoratu Samoobrony przeszła do PiS-u i stała się jego mentalnym zapleczem.

Lis zaoponował: - Nie, po prostu Jarosław Kaczyński okazał się o niebo większym populistą i cynikiem. A jego populizm okazał się nie tylko socjalny, ale też narodowo-katolicko-smoleński. O wiele groźniejszy - ocenił naczelnych tygodnika "Wprost".

- Czyli zamieniliśmy populizm podpalanych opon i rozsypywanego zboża na populizm fikcji o sztucznej mgle i innych bajek - konkludował Żakowski. Ale Tomasz Lis zwrócił uwagę: - Lepper palący opony i miotający obelgi z trybuny sejmowej nie miał wiele wspólnego z premierem Lepperem, który jechał do Brukseli, rozsądnie negocjował, głupstw nie robił.

Pogrzeb Andrzeja Leppera. Salwy honorowe i tysiące żałobników [ZDJĘCIA]>>

DOSTĘP PREMIUM