Ustawa-atrapa na cele kampanii? Na obradach nie było nawet SLD, wnioskodawcy

- Nie było nikogo z PiS-u, ponieważ PiS odmówił - mówi Ewa Tomaszewicz, dziennikarka, blogerka, działaczka LGBT STUDIO. Na wczorajszym, pierwszym posiedzeniu podkomisji pracującej nad ustawą o związkach partnerskich zabrakło też przedstawicieli PSL i SLD, które było wnioskodawcą.

Kto się tam pojawił? - Była trójka posłów PO, posłanka Agnieszka Kozłowska-Rajewicz, posłanka Janina Okrągły i poseł Norbert Raba, który jest przewodniczącym tej komisji. Pojawili się też przedstawiciele trzech ministerstw: Ministerstwa Zdrowia, Ministerstwa Pracy oraz Ministerstwa Sprawiedliwości. Była też strona społeczna, czyli przedstawiciele Grupy Inicjatywnej ds . związków partnerskich, dwoje prawników z Kampanii przeciw Homofobii oraz dwie osoby ze Stowarzyszenia Otwarte Forum, do których ja też się zaliczam - odpowiada w TOK FM Ewa Tomaszewicz.

Przedstawiciel wnioskodawcy, czyli SLD, nie pojawił się na spotkaniu, ponieważ, jak tłumaczył, było to spotkanie organizacyjne. - Jest to zupełnie niezrozumiałe. SLD wniosło tę ustawę, SLD powinno się tam pojawić. W tej komisji miała uczestniczyć Zdzisława Janowska, tak było na stronie rządu. Nie przyszła.

"To był tylko uśmiech w stronę wyborców"

Jak dziennikarka ocenia nieobecność SLD? - Ustawa o Związkach Partnerskich jest jedną ze sztandarowych ustaw. Ona i ukłony w stronę organizacji kobiecych, poruszanie kwestii praw reprodukcyjnych, to było takie mocne wejście w kampanię. Teraz to wygląda tak, jakby SLD przed wyborami zaczynało się wycofywać. Tak jakby stwierdzili: pouśmiechaliśmy się już do tych wyborców, to teraz może pouśmiechamy się do naszego tradycyjnego elektoratu - mówi Tomaszewicz. Pomimo nieobecności posłów lewicy, spotkanie było według niej owocne. - Jeśli wszystkie posiedzenia organizacyjne tak wyglądają, to powiedziałabym, że komisje nie tracą czasu - dodaje.

"W tym projekcie jest mnóstwo błędów"

Dziennikarka krytycznie ocenia projekt. - Jest to bardzo luźny projekt. Uważamy, że w Polsce lepiej by się sprawdziły rozwiązania, które są nam cywilizacyjnie bliższe. Łatwo by było umowę o związku zawrzeć, bardzo łatwo byłoby to rozwiązać. Przeprowadziliśmy dosyć duże badania ankietowe w internecie wśród osób zainteresowanych zawarciem takiego związku. Osób homoseksualnych i heteroseksualnych, w sumie około 4,5 tys. Zapytaliśmy ich, czego by chcieli. Z tego wynikło, że większość ludzi chciałoby takiego tworu małżeństwopodobnego - stwierdza Tomaszewicz.

Dziennikarka uważa, ze ustawa daje prawa spadkowe, podatkowe, ale nie nakłada żadnych obowiązków, co jest błędem. - Dla nas logiczne jest, że jeżeli państwo ma coś dać, to musi mieć też coś w zamian. Spodobało mi się to, co powiedziały posłanki PO, że tak naprawdę małżeństwo jest po to, żeby, jak nawet ustaną związki emocjonalne między partnerami, strona słabsza miała opiekę. To ma sens - dodaje.

Ewa Tomaszewicz zauważa też, ze projekt jest trudny do rozwiązania ze względów prawnych i niedopracowany. - Brak wokół niego koniecznych ekspertyz, na temat tego jakie skutki finansowe wywarłoby wprowadzenie tego typu ustawy, jakichkolwiek badań demograficznych. Jest mnóstwo błędów - mówi.

Taki stan projektu, wnioskuje Tomaszewicz, to skutek braku zaangażowania ze strony wnioskodawcy. - Jeżeli ta ustawa miała od początku być elementem kampanii wyborczej, to nikomu nie zależało tak naprawdę na tym, żeby ona była dobra - konkluduje.

Ma jednak nadzieję, że z tym projektem nie będzie tak, jak w przypadku innych przedwyborczych obietnic: - Jesteśmy nauczeni smutnym doświadczeniem, że wszystkie ustawy, które są tak straszne ważne przed wyborami, po wyborach przestają być ważne.

Nowy projekt

Ewa Tomaszewicz zapowiedziała, że wraz ze Stowarzyszeniem Otwarte Forum, przymierza się do stworzenia alternatywy, projektu obywatelskiego: - Taki projekt byłby mniej luźny, bardziej by wynikał z polskiej kultury i tradycji i bardziej by odpowiadał na to, czego osoby homoseksualne i heteroseksualne chciałyby od takiej ustawy. Dziennikarka nie ma jednak złudzeń: - My wiemy, że nie uda się nam zmienić konstytucji w najbliższych latach. Nie małżeństwa, a projekt zbliżony do małżeństw, jakieś różnice muszą być. Jedna z różnic, która mnie strasznie boli, ale która musi być, to jest kwestia adopcji dzieci.

Spoty, rapowanie... Komentuj z nami kampanię SLD - na Facebooku!

DOSTĘP PREMIUM