Ministerstwo cyfryzacji na papierze? "Boni sobie poradzi" vs "kolejna wydmuszka Tuska"

Michał Boni, nowy minister cyfryzacji, na razie nie ma stałego adresu, a podlegli mu urzędnicy pracują w różnych miejscach. Zdaniem opozycji to dowód na to, że ministerstwo, które powstało po podzieleniu kompetencji MSWiA, to wydmuszka.

Bez stałej siedziby i niejako rozproszone, przynajmniej przez najbliższy rok. Zupełnie nowe Ministerstwo Cyfryzacji i Administracji, według słów jego szefa, Michała Boniego wymaga jeszcze wielu przygotowań i pracy. Ale będzie działać. Tyle tylko, że na razie nie wiadomo gdzie. - Ono jest w tej chwili w różnych miejscach i myślę, że nadal będzie w różnych miejscach - mówi szef resortu Michał Boni. - Docelowo będziemy myśleli, żeby trochę bardziej wszystko scalić i przygotować takie miejsce kluczowe dla tego resortu.

Paweł Olszewski z Platformy Obywatelskiej, nie ma wątpliwości, że mimo wszystko będzie ono działało sprawnie. - Michał Boni jest osobą niezwykle kompetentną i sprawną. A zakres działania jego, jako konstytucyjnego ministra, jest wielopłaszczyznowy.

Także dla koalicjanta to "rozproszenie" nie jest żadnym problemem. - Jeżeli służba cywilna dobrze działa, no to ma służyć każdemu ministrowi, ma służyć polskiemu państwu - tłumaczy Stanisław Żelichowski z Polskiego Stronnictwa Ludowego - W związku z tym, czy minister jest tu czy tam, to jest nieistotne. Przecież on nie jest skarbowym w PGR - u, który ma chodzić z pałą i gonić urzędników do pracy - mówi.

Zdaniem posła PSL, jeśli resort jest dobrze zorganizowany. Na pewno jest tam służba cywilna, która nakłada obowiązki, a inni je wykonują. - Natomiast jeżeli resort jest źle zorganizowany, to czy minister jest czy nie i tak urzędnicy będą się obijali - mówi.

Propagandowa wydmuszka w zawieszeniu

Inaczej - jak zawsze - sprawę widzi opozycja. Zdaniem przewodniczącego klubu parlamentarnego PiS Mariusz Błaszczaka, sam resort był typową zagrywką propagandową. - Premier Donald Tusk przyzwyczaił nas do tego, że wiele mówi, obiecuje, a potem tego nie wypełnia - mówi. - Ale to jest też dowód na to, że cały pomysł z ministerstwem cyfryzacji to wydmuszka. Po prostu chodziło o to, żeby coś ładnie wyglądało, ładnie brzmiało i na tym się skończy.

- Premier miał chyba problem z Michałem Bonim - mówi natomiast Dariusz Joński z SLD - To faktycznie jest specjalista i Donald Tusk musiał zaproponować mu funkcję, żeby nie odszedł z rządu. I tak znalazł mu takie wirtualne stanowisko dotyczące takiego ministerstwa, które jest na razie w zawieszeniu - tłumaczy.

Boni sterem i okrętem? To się nie może udać

Jak przyznaje ministerstwo zostało powołane bez jasnej organizacji i jasnego celu. I pomimo dużych możliwości Michała Boniego, będzie miał on poważny problem. - Bo skoro nie ma organizacji pracy, a minister jest niejako sterem i okrętem, ciężko będzie mu zarządzać takim ministerstwem. Czyli takie kolejne stanowisko do niczego - kwituje.

Zdaniem Jońskiego, w tym wypadku premier popełnił chyba błąd. - Wielu mówi, że Michał Boni będzie podpowiadał nowemu ministrowi pracy, bo na tym najlepiej się zna. A ministerstwo dostał , żeby po prostu z tylnego siedzenia pomagać. Więc będzie miał co robić - mówi.

Ministerstwo Cyfryzacji i Administracji skupi się przede wszystkim na działaniach administracji - i to zarówno tej rządowej, jak i terenowej. W udziale przypadły mu także: informatyzacja, łączność, wyznania religijne oraz mniejszości narodowe i etniczne.

DOSTĘP PREMIUM