Udało się. Kobieta jednak ma szansę zostać TOPR-owcem. Przyjęli ją na staż

Po prawie 32 latach przerwy kobieta ma szansę zostać ratowniczką TOPR, Choć jeszcze w październiku władze Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego nie zaakceptowały kandydatury Eweliny Zwijacz-Kozicy i nie przyjęły jej na staż do organizacji (mimo pozytywnie zdanego egzaminu), pokrętnie i nie wprost tłumacząc, że kobieta nie poradzi sobie z tymi obowiązkami. Teraz po upływie miesiąca ponowne głosowanie nad jej kandydaturą okazało się dla niej korzystne.

Aby dostać się na staż, kandydatka na ratowniczkę TOPR musiała zdać m.in. egzamin kondycyjny, narciarski i z topografii. Teraz przed nią od półtora roku do trzech lat społecznej pracy w pogotowiu. Nowa stażystka TOPR-u weźmie również udział w pięciu wyprawach ratunkowych, zaliczając jednocześnie kolejne sprawdziany.

- Teraz jestem z siebie bardzo zadowolona - mówi Ewelina Zwijacz-Kozica. Zgłosiłam się na staż do TOPR, ponieważ chciałam wykorzystać swoje doświadczenie i umiejętności, aby po prostu pomagać ludziom w górach. Wiadomo, że w organizacji bardzo długo nie było żadnej kobiety, dlatego panowie muszą się ze mną oswoić, ale liczę, że nasza współpraca będzie się układała przyjemnie.

Ewelina Zwijacz-Kozica od kilku lat pracuje w administracji Tatrzańskiego Towarzystwa, jest także instruktorką narciarstwa i narciarstwa wysokogórskiego.

Jan Krzysztof, naczelnik TOPR nie kryje, że temat wywołał lawinę komentarzy także w samym środowisku ratowników. Ale ostateczna decyzja o przyjęciu jej na staż powinna uciąć wszelkie spekulacje o dyskryminacji kobiet w Pogotowiu: - Założeniem TOPR od ponad 100 lat jest takie, że każdy ma mieć szansę u nas zaprezentowania swojej przydatności do pracy w górach, bez względu na to, jaką ma płeć, w co wierzy czy skąd pochodzi.

- W każdym razie sprawa została pomyślnie rozwiązana - podsumowuje szef TOPR. Teraz wszystko zależy od zaangażowania, pracy i opinii, jaką wyrobi sobie w ciągu najbliższych dwóch latach stażu kandydackiego nowa adeptka ratownictwa.

Być może jednak, zmiana decyzji zarządu oznacza przełom. Nie było żadną tajemnicą, że środowisko było w tej sprawie rozbite. Jedni nie mieli nic przeciwko przyjmowaniu kobiet do TOPR, pozostali mówili o zamachu na tradycję.

Pojawiają się głównie opinie, że kobieta tej roli nie podoła. - To mit - odpowiada Jan Krzysztof. Wyszukiwać przeszkód można wiele. Noszenie, podnoszenie ciężarów to już jest absolutny margines w ratownictwie górskim, stosujemy różne rozwiązania które mają ułatwić pracę i nie zdarza się, żeby jeden ratownik kogokolwiek sam znosił z gór. U nas wymaga to pracy w zespole, a przede wszystkim bardzo dobrej współpracy.

W sumie, w ponad 100-letniej historii Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego tylko dziewięciu kobietom udało się zostać ratowniczkami górskimi. Pierwszą, która złożyła ślubowanie była Zofia Radwańska-Paryska. Do grona TOPR dołączyła w 1945 roku, trzy lata później została zresztą pierwszą kobietą-przewodnikiem tatrzańskim. W 1979 roku ratowniczą została Monika Rogozińska. Od tego czasu, czyli po upływie 32 lat, żadnej z pań nie udało się już dostać do TOPR.

DOSTĘP PREMIUM

DOSTĘP PREMIUM