''Dzieci skrzywdzono podwójnie'' [KOMENTARZ WS. REPORTAŻU]

- Po tych 5 latach dzieci są emocjonalnie skrzywdzone. Najpierw musiały się izolować od rówieśników, a teraz brutalnie rozłączono je z tymi, których kochają - mówił w TOK FM Mirosław Kaczmarek, wieloletni dyrektor w Biurze Rzecznika Praw Dziecka. - Łazienka to nie wszystko. Dlaczego nikt nie zapytał dzieci o zdanie? - komentowała Joanna Luberadzka z Koalicji na rzecz Rodzinnej Opieki Zastępczej.

- W całej tej sprawie nie było momentu, w którym kilka służb usiadłoby razem i zastanowiło się nad tym, co dla dzieci będzie najlepsze - mówił w Poranku Radia TOK FM Kaczmarek. - Zabrakło chociażby mediatora, który pomógłby rozmawiać stronom nie mającym do siebie zaufania - dodał komentując sprawę rodziny z jednej z lubelskich wsi.

Chodzi o sprawę pani Teresy, która przez pięć lat ukrywała wnuczki . Krzyś nie chodził do szkoły, bo babcia bała się, że zabiorą go do domu dziecka wprost z lekcji. Tak się stało ze starszym chłopcem Wojtkiem. Pani Teresa była rodziną zastępczą dla synów swojej ubezwłasnowolnionej córki. W 2006 roku sąd wydał decyzję o rozwiązaniu rodziny zastępczej dla Wojtka i Krzysia. Powód? Babci zbyt często nie ma w domu. Tłumaczyła, że musi zarabiać pieniądze. Dzieci przebywają teraz w domu dziecka.

- Trudno znaleźć odpowiednie słowa do tej sytuacji, ale czy obowiązek szkolny jest wart emocjonalnego okaleczenia dzieci? - pytał prowadzący Poranek, Łukasz Grass. - To trudno rozstrzygnąć. Uważam, że dalszy nielegalny pobyt z babcią też byłby szkodliwy. Takie życie w ciągłym lęku emocjonalnym, strach przed każdym obcym - odpowiedział Kaczmarek - To była toksyczna, zaborcza miłość. A dzieci na pewnym etapie rozwoju potrzebują kontaktów z kimś więcej niż rodzina. Teraz trzeba odbudować zaburzone przez izolację kontakty. To jest zło konieczne, ta decyzja sądu była jedną z możliwych po 5 latach nielegalnego przetrzymywania - zaznaczył.

"Należy zrobić wszystko, żeby utrzymać kontakty dzieci z rodziną"

Jak dowiedziała się reporterka TOK FM, dom dziecka wystąpił do sądu o zakaz kontaktu z babcią. - To bardzo groźne. Taki zakaz daje się w szczególnych sytuacjach, kiedy kontakt z opiekunem zagraża zdrowiu i życiu dziecka. W tej sytuacji takiego zagrożenia nie widzę - mówił. - Jest obawa, że babcia będzie chciała "porwać" dzieci, ale rolą kuratora, psychologa czy mediatora jest do tego nie dopuścić. Należy zrobić wszystko, żeby nie zrywać kontaktu dzieci z babcią i rodzicami. Dzieci mają pełną świadomość swoich opiekunów i tego nie da się administracyjną decyzją wytrzeć z ich życiorysu.

Nikt nie pyta o ojca

W ciągu pięciu lat w domu pojawiła się także trzecie dziecko - Kasia. Tymczasem, jak zauważył Kaczmarek nikt nie zwraca uwagi na osobę ojca. - Prokurator powinien zastanowić się nad rolą domniemanego ojca. Może się okazać, ze jest on całkiem odpowiedzialnym człowiekiem, który jest w stanie wziąć na siebie wychowanie dzieci. Tak jakby "firmować" ich dalszy pobyt w domu - mówił.

Czemu nikt nie zapyta dzieci?

-W takich historiach uderza mnie to, że nikt nie pyta o zdanie dzieci - mówiła w Komentarzach Radia TOK FM Joanna Luberadzka z Koalicji na rzecz Rodzinnej Opieki Zastępczej. - Nie bada się ich więzi z rodziną. Kiedy jest silna więź, to być może jest im wystarczająco dobrze, nawet jak nie ma łazienki.

Według Luberadzkiej, samo umieszczenie dziecka w instytucji opiekuńczej jest przemocą. - W samej placówce także dochodzi do przemocy i wydaje się, że nie można tego uniknąć - mówiła. - Zabranie dziecka do placówki ma być formą wsparcia rodziny biologicznej, a nie karą. Dla samych dzieci to jest zawsze kara. Nie rozumieją sytuacji i często czują się często, szczególnie kiedy dzieje się to nagle i są zabierane prosto ze szkoły.

Ekspertka uważa, że od lat nie było premiera ani ministra pracy i polityki społecznej, który traktowałby problem na tyle poważnie, żeby się z nim zmierzyć. - W tej chwili za system opieki nad dzieckiem i rodziną odpowiadają różne departamenty w ministerstwie, a nawet różne ministerstwa. Brakuje silnej ręki, kogoś kto byłby zdeterminowany i zrobiłby z tym porządek. To nie jest łatwe, ale konieczne - podkreśliła. - Obecnego ministra zupełnie nie znam. Ma jakiś mandat zaufania, jest młodym człowiekiem. Całkiem niedawno był dzieckiem, wiec łatwo sobie przypomni, co oznacza rodzina dla dziecka. Powinien spróbować - zakończyła Luberadzka.

DOSTĘP PREMIUM