Aresztowani, postrzeleni... Pomyłki policji potwierdzone, ale bez kar dla policjantów

Wkraczają nie do tego mieszkania, do którego powinni, zatrzymują niewłaściwą osobę. Pomyłki policji. Ponoć są rzadkością, ale się zdarzają. Komenda Główna twierdzi, że nie prowadzi dokładnych statystyk w tym zakresie. Tymczasem - jak ustaliliśmy - nawet jeśli pomyłkę potwierdzi sąd, nie oznacza to wcale winy samych policjantów.

Nadkomisarz Piotr Bieniak z zespołu prasowego Komendy Głównej Policji przyznaje, że nie ma statystyk dotyczących pomyłek policji. "Są to zdarzenia niezwykle rzadkie biorąc pod uwagę fakt, że każdego roku policjanci podejmują ponad pół miliona interwencji i uczestniczą w tysiącach realizacji związanych z zatrzymywaniem przestępców" - napisał nam w mailu.

Magda i jej rodzeństwo: "zatrzymanie bezzasadne", ale "policjanci nie przekroczyli uprawnień"

Pani Magda pięć lat temu była studentką, jej siostra i brat mieli zdawać maturę. Z samego rana do ich domu w małej miejscowości na Lubelszczyźnie wkroczyła policja. Chodziło o kradzież traktorów. Szukali ich ojca, na którego działce stały ciągniki (działkę wynajmował innemu mężczyźnie). Ojca w domu nie było, ale policjanci zatrzymali rodzeństwo. - To był szok. Tych policjantów było tak dużo, w czarnych ubraniach, w kominiarkach, o szóstej rano - opowiada wciąż pełna emocji kobieta.

Rodzeństwo zapewniało, że z żadną kradzieżą nie mają nic wspólnego, że to jakaś wielka pomyłka. Prosili, by dano im spokój. - Ale oni cały czas sugerowali, żebyśmy zaczęli coś mówić - dodaje pani Magda. Być może rodzeństwo krzyczało, próbowało się wyrywać, to prawda, ale jak zachować się w tak zaskakującej sytuacji? Cała trójka ostatecznie, na oczach innych ludzi, została zakuta w kajdanki i - jak mówi - "zawleczona" do radiowozu: - Potraktowano nas jak przestępców.

Każde trafiło do innej celi. - Białe ściany, podłoga, łóżko w kącie i tyle. A ja byłam młodą osobą, pełną życia, bardzo dobrze się uczyłam i takie zdarzenie - mówi pani Magda. Jej rodzeństwo w związku z tymi wydarzeniami nie zdało matury. Wszyscy musieli korzystać z pomocy psychologa. - Do dziś mam sny, że ktoś puka do drzwi, że może tam policja stoi za drzwiami, że zaraz te drzwi się przewrócą i zostaniemy skuci. To zostaje w człowieku na bardzo długo - mówi nasza rozmówczyni.

Antyterroryści mylą adresy. "Bywa"

W ubiegłym roku sąd przyznał odszkodowanie dwóm mieszkankom Łodzi (17-latce i jej matce) za ich przeżycia związane z pomyłką antyterrorystów. Tu też była szósta rano. Usłyszały huk. Zobaczyły policjantów w hełmach, kamizelkach, z bronią. Dopiero później okazało się, że omyłkowo weszli do ich domu, mieli wejść pod numer "6c", a nie - pod "6". Szukali groźnego przestępcy.

Sprawę pomyłki badała prokuratura, ale nie dopatrzyła się przestępstwa i przekroczenia uprawnień przez policjantów. Dlatego postępowanie umorzono. To nie zamknęło jednak kobietom drogi do ubiegania się o odszkodowanie. Wygrały w sumie 9 tys. złotych.

Jak ustaliliśmy, podobna historia miała miejsce we wrześniu w Krakowie. Tam też policyjni komandosi weszli pod zły adres. Anna Zbroja z małopolskiej policji poinformowała TOK FM, że policjanci mieli wytyczne z innej jednostki i na jej zlecenie działali. Policja nie ujawnia, kto wydał takie, a nie inne polecenie. - Sprawa ta została rozwiązana polubownie - informuje Zbroja.

Co to oznacza? Że policja dogadała się z poszkodowanymi i wypłaci im odszkodowanie, ale nie chce zdradzić, w jakiej wysokości.

Także pod Poznaniem, w wakacje, policjanci weszli nie do tego mieszkania, do którego mieli wejść. Ścigali przestępcę, wiedzieli, że może mieć broń. "Zapukali" pod niewłaściwy adres. Gdy wychodzili, zamiast słowa "przepraszam", powiedzieli: "Tak bywa".

Więcej o pomyłce poznańskich policjantów - czytaj >>>

Policja podkreśla, że pomyłki są rzadkie, ale zawsze szczegółowo badane. W Lublinie nie było w ostatnim czasie takich przypadków - tak twierdzi rzecznik Komendy Wojewódzkiej Janusz Wójtowicz. - Praktycznie powinno się pomyłki wykluczać , ale nawet gdyby zdarzyło się coś takiego, że np. wyłamujemy drzwi, bo trzeba wchodzić bardzo szybko, zawsze naprawiamy powstałe szkody. I przyznajemy się do winy - dodaje.

"Zniszczyć człowieka jest bardzo łatwo"

Prokuratura oskarżyła panią Magdę spod Lublina, jej brata i siostrę o to, że w czasie akcji młodzi ludzie utrudniali pracę policjantom. Że nie chcieli wpuścić policji do traktorów. - Ale przecież te ciągniki stały na działce, nie było żadnego problemu, żeby do nich wejść - mówi pani Magda.

Sąd Okręgowy w Lublinie najpierw stwierdził, że zatrzymanie całej trójki było bezzasadne. Potem, w kolejnym wyroku, przyznał im za to po 5 tysięcy złotych odszkodowania.

Młodzi ludzie chcieli też ukarania policjantów. - Prokuratura - nie patrząc ani na świadków, ani na zeznania, ani na prawomocny wyrok - napisała jednak, że policjanci nie przekroczyli swoich uprawnień - mówi pani Magda.

Kobieta razem z rodzeństwem pisała też do komendanta wojewódzkiego policji z prośbą o interwencję. Ale i on nie dopatrzył się winy funkcjonariuszy. "Uniewinnienie (tu padają dane całej trójki) nie oznacza jednocześnie winy funkcjonariuszy za przekroczenie uprawnień w myśl. art. 231 par. 1 kk. Są to dwie oddzielne kwestie, które błędnie łączą skarżący" - napisał szef lubelskiego garnizonu.

- Oskarżyć człowieka i zniszczyć jego dobre imię jest bardzo łatwo. Ale później odwrócić całą sprawę to już trauma na całe życie - mówi pani Magdalena.

Były nawet strzały

- Każdemu może się zdarzyć pomyłka - usłyszałam od jednego z policjantów. Historie z pomyłkami były, są i prawdopodobnie będą. Choćby jedna z najgłośniejszych. Strzelanina w Poznaniu, gdzie przypadkowo zginął 19-letni chłopak, a jego rówieśnik został ciężko ranny.

Policjanci niedawno zostali uniewinnieni. Sąd Apelacyjny we wrześniu utrzymał w mocy wyrok uniewinniający dla czterech funkcjonariuszy, oskarżonych o udział w strzelaninie w 2004 roku podczas zatrzymywania samochodu. Sąd stwierdził, że prowadzone w tej sprawie przez lata postępowanie nie wykazało, by można było policjantów skazać.

- Na pewno ta sytuacja wykazała, że prawdopodobnie nie jesteśmy przygotowani na tego typu zdarzenia. Trzeba minimalizować pomyłki policjantów zatrzymujących przestępców - mówił sędzia uzasadniając wyrok.

Kiedy policja winna, a kiedy nie?

Jak mówi nam radca prawny Paulina Lipińska, sprawa odszkodowania za bezzasadne zatrzymanie i kwestia odpowiedzialności policjantów to dwie zupełnie różne, sprawy. - Bardzo często jest tak, że na etapie, kiedy dochodzi do zatrzymania, materiał dowodowy przemawia za zatrzymaniem. I dopiero gdzieś potem, na dalszym etapie okazuje się, że jednak osoba zatrzymana jest niewinna. I to zatrzymanie uznaje się wtedy za niewątpliwie niesłuszne - mówi Lipińska. Jak wyjaśnia, nawet jeżeli na początku wszystko przemawiało za zatrzymaniem, ale ostatecznie okazało się, że dana osoba jest niewinna, Skarb Państwa musi ponieść odpowiedzialność odszkodowawczą.

W kwestii odpowiedzialności samych policjantów, sprawa jest bardziej skomplikowana. W komendach obowiązują procedury dyscyplinarne; poszczególne sprawy są wyjaśniane. O przekroczeniu uprawnień mówi art. 231 Kodeksu Karnego. Ale udowodnić to nie jest łatwo. - Musimy wykazać, że taki funkcjonariusz publiczny chciał przekroczyć swoje uprawnienia, miał świadomość, że je przekracza i godził się na to - mówi prawniczka. Przyznaje, że w pewnych szczególnych sytuacjach kodeks przewiduje odpowiedzialność za nieumyślne przekroczenie uprawnień. - Ale to już musi chodzić o znaczną szkodę - dodaje.

Trauma na całe życie

Nadkomisarz Piotr Bieniak z KGP podkreśla, że przypadki wszelkich nieprawidłowości w pracy policjantów są szczegółowo badane przez komórki kontrolne po to, by do podobnych sytuacji nie dochodziło ponownie.

Co na to psycholodzy? Zatrzymanie niewinnego człowieka, wkroczenie do jego domu w kominiarkach na głowie i z bronią w ręku może się bez wątpienia odbić na jego psychice. - Na pewno wiąże się to z brakiem zrozumienia dla tego, co się dzieje. A każda sytuacja, której nie rozumiemy, rodzi lęk i niepewność - mówi psycholog dr Małgorzata Sitarczyk z Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie.

Jej zdaniem, poczucie braku bezpieczeństwa we własnym domu, obawa przed sytuacjami nowymi, zaskakującymi, może wiązać się z problemami emocjonalnymi takiej osoby. I to nie przez kilka dni czy tygodni, ale znacznie dłużej - przyznaje dr Sitarczyk. Jak długo? To zależy od osobowości i psychiki danego człowieka.

Niewdzięczne zawody. Śliczna strażniczka miejska: Za komplementy nie ma taryfy ulgowej [WIDEO] >>

DOSTĘP PREMIUM