Psychiatra o płk. Przybyle: "Osoby uznawane za silne bardziej narażone na załamanie nerwowe"

- Dochodzenie do decyzji o odebraniu sobie życia to tajemnicza rzecz - mówi prof. Łukasz Święcicki w rozmowie o próbie samobójczej płk. Mikołaja Przybyła i przestrzega przed spekulacjami w rodzaju: "czy on naprawdę chciał się zabić". Zaznacza, że osoby uznawane za "twarde" są bardziej narażone na załamanie i podkreśla: - Śmierć nigdy niczego nie wyjaśnia.

- U ludzi postrzeganych jako osobowości silne, twarde, istnieje nawet większe ryzyko załamania psychicznego, niż u osób słabszych - mówi prof. Łukasz Święcicki, ordynator Oddziału Chorób Afektywnych Instytutu Psychiatrii i Neurologii w Warszawie. Zaznacza jednak: - Lepiej nie analizować konkretnego przypadku zwłaszcza, kiedy się niewiele wie.

Pułkownik czy kelnerka - to podobni ludzie

Zdaniem lekarza, zwiększone ryzyko wynika m.in. z mniejszej elastyczności osób uznawanych za "twarde". - Od takich osób, z racji stanowiska, płci, wykonywanego zawodu, choćby bycia oficerem, oczekuje się, że będą nieustępliwe i nie poddające się załamaniom nerwowym. Tymczasem ludzie są do siebie bardzo podobni. Człowiek jest tak samo słaby będąc pułkownikiem, prokuratorem, jak i kelnerką - podkreśla psychiatra. - Taka jest natura ludzka. Im bardziej chce się ją oszukać, im bardziej chce się sprawić wrażenie, że jest się silniejszym, tym bardziej jest to niebezpieczne. Taki człowiek w mniejszym stopniu poszukuje pomocy, mniej się opiera na innych, próbuje wszystko załatwić sam - tłumaczy Święcicki.

Decyzja zapada

- Dochodzenie do decyzji o odebraniu sobie życia to bardzo tajemnicza rzecz - przyznaje lekarz. - Jako psychiatrzy często spotykamy się z osobami, które próbowały popełnić samobójstwo, ale wciąż bardzo niewiele na ten temat wiemy - dodaje. Według lekarza są zarówno osoby, które podejmują decyzję w sposób impulsywny, jak i te, dochodzące do decyzji w wyniku długiego procesu. - Zawęża im się pole manewru. Do jakiegoś momentu czują, że mogą jeszcze coś zrobić. Potem możliwości się kurczą, aż w końcu odebranie sobie życia wydaje się być jedynym rozwiązaniem - tłumaczy psychiatra. Taka osoba ma wrażenie, że sytuacja ją całkowicie przerasta, że nikt jej nie wysłucha, nie zrozumie. Psychiatra porównuje myślenie takich osób do traktowania sytuacji w kategorii równania. - Taki człowiek czuje się czynnikiem, który trzeba usunąć, aby równanie mogło zostać rozwiązane - mówi.

Śmierć wydaje się być jedyną drogą, ale to ułuda

W myślach takiej osoby pojawiają się określenia "muszę odciążyć swoich bliskich", "dopóki żyję, sytuacja się nie wyjaśni", itp. - Oczywiście następuje coraz większe zafałszowanie postrzegania świata. Bo, to trzeba wyraźnie powiedzieć, śmierć nigdy niczego nie wyjaśnia i nigdy nie jest dobrym rozwiązaniem - podkreśla lekarz. - Nie zdejmuje ciężaru z bliskich, a przeciwnie, dokłada go. Niestety, taka osoba zwykle tego nie widzi. Dla niej samobójstwo wydaje się być jedyną drogą - mówi prof. Święcicki.

Zdaniem lekarza, w przypadku pułkownika Przybyła, jego zachowanie prawdopodobnie było wynikiem długotrwale narastającej sytuacji. - Oczywiście, na ile można się zorientować z relacji medialnych - zaznacza.

A może próba zwrócenia uwagi?

Już kilka godzin po postrzeleniu się przez prokuratora Przybyła pojawiały się spekulacje, że pułkownik tylko chciał się okaleczyć , aby zwrócić uwagę na swoje słowa, nagłośnić sprawę.

- Unikałbym takich spekulacji. To bardzo niezręczne i niewłaściwe zastanawiać się, czy człowiek naprawdę chciał się zabić - odcina się psychiatra. - Jako psychiatrzy wielokrotnie spotykamy się z sytuacjami, kiedy czyjaś próba samobójcza jest traktowana przez otoczenie jako manipulacja. Często zdarza się, że taka osoba próbuje po raz drugi i niestety jej się udaje. To zawsze jest tragedia i w takich kategoriach należy o tym myśleć - podkreśla prof. Święcicki.

Dlaczego niemal na oczach dziennikarzy?

Dla żołnierza wybór broni palnej wydaje się dosyć oczywisty. A dlaczego na konferencji prasowej? - Może to było podyktowane myśleniem, że człowiek, odbierając sobie życie, płacąc tak wielką cenę, chciałby niejako "przy okazji" coś załatwić, popchnąć dalej jakaś sprawę. Jest taka kategoria samobójstw, jak samobójstwa altruistyczne - tłumaczy psychiatra. - Poświęcam się, ale niech przynajmniej tutaj coś zostanie załatwione. Jeśli zrobię to po cichu, nikt nic nie zauważy. Ale to wszystko urojenie, ułuda. Śmierć nigdy niczego nie załatwia. Samobójstwo nie jest sposobem rozwiązania jakichkolwiek problemów - mówi z naciskiem psychiatra.

Dobre imię cenniejsze niż życie? - To złudzenie

Czy zdenerwowanie pułkownika powinno wzbudzić podejrzenia? - Łatwo się mądrzyć po fakcie. Tymczasem widziałem w ostatnich latach konferencje bardzo różnych zdenerwowanych osób. I żaden z nich nie próbował popełnić samobójstwa - przypomina prof. Święcicki.

- Był taki minister w Japonii, który popełnił samobójstwo dosłownie na oczach dziennikarzy. Jak rozumiem, zrobił to dlatego, że uważał, że tego wymaga jego honor, a dobre imię jest cenniejsze niż życie. To się zawsze okazuje złudzeniem. Życie jednak jest najważniejsze - mówi. I apeluje: - Przy takich spektakularnych próbach samobójczych warto o tym głośno mówić: to zły przykład, nie tędy droga!

Na szczęście się nie udało

- Życzę prokuratorowi Przybyłowi dobrej psychoterapii, ale nic więcej nie powiem. To drażliwy temat i nie sądzę, żeby pułkownik i jego rodzina chętnie czytali takie komentarze - podkreśla prof. Święcicki

Prokurator wojskowy postrzelił się podczas konferencji prasowej >>

DOSTĘP PREMIUM