Piszą donosy do skarbówki. Cel szczytny. Chcą walczyć z pseudohodowlami psów

Po wprowadzeniu w życie nowych przepisów dotyczących handlu zwierzętami szara strefa szybko przeniosła się do internetu, gdzie aż roi się od ogłoszeń typu: ?sprzedam smycz, pies gratis?. Na szczęście nie brakuje osób, które chcą z tym walczyć i mają świetny pomysł jak to robić.

Jak sprzedawcy obchodzą nowe prawo? Smycz za 650 zł. Piesek gratis>>

Zacznijmy od tego jak odróżnić hodowlę od pseudohodowli? Przede wszystkim profesjonalne hodowle zrzeszone są w Polskim Związku Kynologicznym, kupić w nich można psy z rodowodem.

Jak wyjaśnia Danuta Misztal, właścicielka jednej z zarejestrowanych hodowli w Zachodnipomorskiem, do rozrodu nie używa się pierwszego lepszego psa, czy pierwszej lepszej suki - to są skojarzenia par o odpowiednich rodowodach, odpowiedniej psychice i zdrowiu. W pseudohodowlach oprócz pomijania tych wszystkich zasad, często rozród odbywa się w skandalicznych warunkach.

Co mówi nowe prawo?

Art. 10a. 1. Zabrania się: 3) wprowadzania do obrotu psów i kotów poza miejscami ich chowu lub hodowli. 2. zabrania się rozmnażania psów i kotów w celach handlowych 6. zakaz o którym mowa w ust. 2, nie dotyczy hodowli zwierząt zarejestrowanych w ogólnokrajowych organizacjach społecznych, których statutowym celem jest działalność związana z hodowlą rasowych psów i kotów. Złamanie powyższych zakazów uznane jest przez ustawodawcę za wykroczenie za które grozi kara aresztu lub grzywny. Jeśli pseudohodowla odbywa się w skandalicznych warunkach można zastosować ostrzejsze kary za znęcanie się nad zwierzętami.

Na zaprzestanie hodowli było pół roku

Można było przypuszczać, że mimo zmiany przepisów właściciele pseudohodowli od razu ich nie zlikwidują, więc trzeba ich jakoś do tego "zachęcić".

W Szczecinie za ten problem wzięło się stowarzyszenie Nadzieja Amstafa. - Zamiast ogłoszeń "sprzedam maskotkę, pies gratis", można by było równie dobrze sprzedawać woreczki dodając gratis marihuanę czy kokainę. Z tym trzeba walczyć - denerwuje się Marta Żurawska ze stowarzyszenia.

Pseudohodowcom chodzi tylko i wyłącznie o pieniądze. - Ale miłośników zwierząt, którzy nie są obojętni, jest coraz więcej i powoli dobieramy im się do skóry - dodaje z satysfakcją Żurawska.

Jak działa stowarzyszenie? Jego członkowie wcielają się w rolę zainteresowanego kupnem zwierzęcia, potencjalnego klienta, gdy stają się wiarygodni wyciągają od sprzedawcy wszystkie szczegóły, cenę, adres, umawiają się na odbiór, całość rozmowy rejestrują, dokumentują także ogłoszenie w internecie, zebrany materiał dowodowy podrzucają skarbówce - i Urząd Skarbowy bardzo szybko zajmuje się takimi ludźmi, ściągami im skarbówkę na głowę a to oznacza spore kłopoty, także finansowe - kwituje Marta Żurawska. Stowarzyszenie liczy kilkanaście osób i ciągle się rozwija, na razie działa głównie na terenie zachodniopomorskiego, choć ma już na swoim koncie interwencje m.in. we Wrocławiu.

DOSTĘP PREMIUM