Studniówka Sejmu. "Konwent niedouczonych juniorów", "barwna maszynka do głosowania"; "nuda"

Najnudniejszy Sejm po '89 roku, konwent niedouczonych juniorów, barwna maszynka do głosowania - to tylko niektóre opinie politologów, opisujące dotychczasową działalność posłów najnowszej kadencji Sejmu. Za nami siedem posiedzeń (obecne jest ósmym) w trzy miesiące, czyli sto dni pracy posłów przy Wiejskiej.

"Hipokryzja", "Przechodzień może zastąpić 80 proc. posłów" - Sejm w ocenie nowych posów>>

Posłowie "po raz pierwszy", czyli nowy narybek przy Wiejskiej

460 wszystkich posłów, a wśród nich 137 tych kwalifikowanych jako "bez stażu". To oni trzy miesiące temu po raz pierwszy zasiedli w sejmowych ławach. - Ten nowy narybek odnalazł się podobnie jak nowy narybek na rynku pracy na umowach śmieciowych. To znaczy od czasu do czasu, jak zostanie poproszony, to coś powie, natomiast generalnie nawet jeśli miałby coś do powiedzenia, to boi się powiedzieć - uważa dr Rafał Chwedoruk.

- Dziś pracodawcy narzekają, że młodzi ludzie po studiach łyknęli trochę teorii, ale nie mają doświadczenia, natomiast w tym przypadku mam wrażenie, że jest jeszcze gorzej. Bo nie dość, że nie mają doświadczenia już nie tylko w pracy politycznej, to także nie mają za grosz teorii. A symbolem tego może być wypowiedź jednego z polityków na temat konwentu seniorów (chodzi o słynną wypowiedź Robert Biedronia) - twierdzi politolog. - Powiedziałbym, że wielu z tych posłów to jest konwent juniorów, niedouczonych juniorów - dodaje.

Zobacz wideo

Niektórzy odnajdują się lepiej, inni gorzej. - Powoli muszą się przyzwyczajać do tego sejmowego labiryntu. Muszą znaleźć swoją specjalizację, jeśli jeszcze jej nie mają. Ale generalnie są dość barwni, przez co mamy w tym Sejmie i wielość poglądów, i różnorodność postaci - tłumaczy politolog Bartłomiej Biskup.

W jego ocenie - na szczęście - nie było do tej pory ani żenujących pyskówek, ani też żenujących dyskusji z mównicy sejmowej. - To, co się przebijało w mediach, raczej oceniłbym jako ostrą wymianę zdań, czasami nawet bardzo ostrą, czasami z użyciem środków retorycznych, niektórzy - co już widać, są mistrzami celnej riposty ,niektórzy jeszcze sobie słabo radzą... Ale myślę, że to są takie pierwsze koty za płoty i te osobowości dopiero się tam kształtują, szczególnie właśnie tych nowych posłów - tłumaczy.

Co się zmieniło? Dominuje jedna partia

Co się zmieniło od ostatnich wyborów? - Dominacja największej partii w parlamencie jest wielka jak nigdy po 1989 roku. PO przy wszystkich swoich eklektycznych skłonnościach jest w istocie partią o sprecyzowanym podejściu do kwestii gospodarczych. Jest partią liberalną, więc w naturalny sposób ktoś, kto jest liberałem, przyjmuje perspektywę przedsiębiorcy - mówi politolog dr Rafał Chwedoruk.

I tak właśnie, zdaniem politologa, trochę zaczyna funkcjonować sama Platforma, a nawet cały Sejm. - Stopniowo przeistacza się on w przedsiębiorstwo, w którym wiadomo kto podejmuje kluczowe decyzje. Ale życie w takim przedsiębiorstwie nie jest zbyt cenne - uważa dr Chwedoruk i podaje przykład. Na zebraniu pracowników oczywiście można podnieść rękę i powiedzieć, że coś się nie podoba, natomiast wpływ tego, który mówi, że mu się coś nie podoba, jest niewielki.

Kiedyś to były emocje

- Sądzę, że to jest i będzie najnudniejszych z wszystkich Sejmów po 1989 roku, a jeśli coś się zacznie w nim dziać ciekawego, to tylko pod wpływem jakiegoś impulsu zewnętrznego. Chociażby sytuacja z ACTA jest tu być może pewną nauczka - mówi Chwedoruk.

W Sejmie poprzedniej kadencji - zdaniem politologa - było bardzo ciekawie na przykład z jednego powodu. - Weto Lecha Kaczyńskiego i niewiadome zachowanie Sojuszu Lewicy Demokratycznej ws. tego weta powodowało, że każde istotne głosowanie budziło napięcie zarówno wśród polityków, jak i wśród obserwatorów. W tej chwili Platforma Obywatelska mogłaby na dobrą sprawę nawet lekceważyć koalicjanta - mówi.

Pierwsze koty za płoty, ale to jeszcze za mało

- Okazja do świętowania jest zawsze - mówi z uśmiechem dr Bartłomiej Biskup. - Ale tak poważnie: na razie nie, bo sto dni to jest za mało, żeby coś zrobić. Możemy oczywiście powoli oceniać posłów, patrzeć na to, jak oni się sprawdzają w nowych rolach, jakie są perły, a jakie czarne kamienie w tym Sejmie, kto się do czego nadaje, ale to jest taka trochę rozgrzewka - mówi.

Jak tłumaczy politolog z Instytutu Nauk Politycznych UW, należy pamiętać, że w dzisiejszych czasach większość inicjatyw należy do rządu. - I tutaj Sejm bywa, niestety, coraz częściej maszynką do głosowania, chociaż - jak widać w tej kadencji - jest to dosyć barwna maszynka do głosowania. Dlaczego? Bo zdarzają się ciekawe dyskusje, ciekawe postacie, kontrowersyjne dialogi - wylicza. - Ale na razie ten Sejm prawie nic nie uchwalił. Było za mało czasu, a mówiąc "nic", myślę głównie o jakichś dużych projektach, czyli np. reformie emerytalnej, i wielu innych rzeczach.

Sto niewykorzystanych dni opozycji

Z drugiej strony parlament mógł więc stać się okazją, aby opozycja prowadziła aktywną debatę, również krytykującą rząd. - Ale tak też się nie stało - tłumaczy Annusewicz. - Szczerze mówiąc, liczyłem, że skoro mamy trzy, a licząc Solidarną Polskę - cztery, partie opozycyjne w Sejmie, to jest przestrzeń do tego, żeby aktywnie walczyć o głos wyborców. Żeby aktywnie pokazywać alternatywy wobec Platformy Obywatelskiej. Ale żadna z partii opozycyjnych tego nie robi. Dlatego raczej bym powiedział, że te sto dni to sto niewykorzystanych dni, bo można było zrobić więcej i od strony merytorycznej, i - mówiąc trochę półżartem - od strony happeningowej - uważa politolog.

Jego zdaniem sama PO zgodnie z praktyką z poprzedniej kadencji większy nacisk kładzie na pracę np. ustawodawczą w rządzie niż w samym Sejmie. I o ile zachowanie Platformy Obywatelskiej jakoś strasznie nie dziwi, to już postawa opozycji jasno wskazuje, że nie wykorzystuje ona w pełni potencjału Sejmu.

Sejm z krzyżem w tle [GALERIA ZDJĘĆ] >>

DOSTĘP PREMIUM