Obrońcy praw zwierząt na końskim jarmarku. "Idą te ku... Robią zdjęcia. Nie bij, nie bij"

Dziesiątki obrońców praw zwierząt przyjechały na doroczny koński jarmark w Skaryszewie pod Radomiem. Z aparatami i kamerami pilnowali tego, co dzieje się na targowisku, bo wcześniej wielokrotnie dochodziło tam do znęcania się nad zwierzętami. Obrońcy zorganizowali też na miejscu manifestację przeciwko sprzedawaniu koni do rzeźni.
Zobacz wideo

Skaryszewski Jarmark Koński "Wstępy" to - jak deklarują organizatorzy - największa tego typu impreza w Polsce i Europie. Ruszyła w poniedziałek jeszcze przed wschodem słońca, jednak pierwsze samochody z końmi zaczęły się pojawiać już dzień wcześniej. Wtedy też do Skaryszewa przyjechali obrońcy praw zwierząt.

Od lat w środowisku organizacji prozwierzęcych skaryszewski targ owiany jest złą sławą. W poprzednich latach wielokrotnie dochodziło tam do maltretowania koni. Niejednokrotnie pijani sprzedawcy bili i kopali zwierzęta, okładali je batami i kijami. Czasami dlatego, że nie chciały np. wejść do przyczepy albo stać spokojnie, a czasami - dla zabawy. Dodatkowo konie często musiały godzinami stłoczone stać bez jedzenia i picia zamknięte w przyczepach i samochodach.

Wg obrońców zwierząt dla części handlarzy są one warte tylko tyle, co pochodzące z nich mięso. Obok koni pociągowych czy przeznaczonych dla gospodarstw agroturystycznych wiele zwierząt sprzedaje się bowiem do rzeźni. Co roku włoskie ubojnie specjalnie na ten jarmark wysyłają do Polski ogromne tiry, które wyjeżdżają załadowane końmi. Jak wielokrotnie alarmowali obrońcy praw zwierząt, na Półwysep Apeniński stłoczone zwierzęta po kilkudziesięciogodzinnej podróży docierały odwodnione i skrajnie wycieńczone.

Działacze prozwierzęcy twierdzą, że w tym roku na jarmarku było trochę lepiej niż w latach ubiegłych. - Nie było tego, co kiedyś było normą, czyli masowego bicia, nagminnego używania bata, maltretowania tylko po to, żeby się popisać - relacjonuje Monika Bukowska z Fundacji Viva!

Działaczka: Widziałam podcinanie zwierzęciu nóg batem, by popisać się przed kolegami

Zdaniem obrońców zwierząt handlarze starali się hamować właśnie ze względu na ich obecność. - Z daleka się ostrzegali: "Idą te ku... Robią zdjęcia. Nie bij, nie bij" - opowiada Scarlett Szyłogalis z Fundacji "Tara - Schronisko dla koni". W czasie pobytu na jarmarku działacze byli obrzucani wyzwiskami, opluwani i kopani.

Jak podkreślają, sytuacja wciąż jest jednak daleka od ideału. - Incydenty, niestety, się zdarzały. Widziałam dźganie konia nożem, żeby wszedł na rampę. Podcinanie zwierzęciu nóg batem, żeby pokazać kolegom, jak się nad nim panuje - wylicza Bukowska.

Działacze organizacji ochrony praw zwierząt duże zastrzeżenia mieli do funkcjonowania w czasie targów inspekcji weterynaryjnej. Według nich obecni na jarmarku weterynarze rozpoczęli pracę zbyt późno. - W nocy znaleźliśmy konia, który miał bardzo dużą ranę na zadzie. Dzwoniliśmy do kilku weterynarzy, ale żaden nie przyjechał. Na miejscu był namiot inspekcji weterynaryjnej, ale okazało się, że będzie czynny dopiero od 8.00 rano. Czyli najwyraźniej zwierzęta w nocy nie miały prawa być ranne - relacjonuje Szyłogalis.

Zdaniem obrońców część zwierząt wciąż była przywożona w tragicznych warunkach. - Przyjeżdżały konie na otwartych przyczepach z sizalowymi torbami na głowach. Inne były stłoczone jak w konserwie, nie miały jak się ruszyć i musiały stać z pochyloną głową, bo sufit był za niski. W czasie kontroli nikt na to nie reagował - opowiada Iwona Kozińska z Tary.

Jak mówili wolontariusze, kontrolerzy tylko wyrywkowo sprawdzali dokumenty zwierząt - i zwykle tylko to, czy liczba papierów zgadza się z liczbą koni w przyczepie na samochodzie.

Demonstrują w obronie koni? "Oszołomy", "nieroby"

Większość organizacji prozwierzęcych, które pojawiły się w Skaryszewie, jest przeciwna idei przeznaczania koni na mięso. W czasie Jarmarku zorganizowali manifestację przeciwko sprzedaży tych zwierząt do rzeźni. W odpowiedzi zostali obrzuceni obelgami i wyzwiskami. "Oszołomy", "nieroby", "debile" to najłagodniejsze określenia, jakie padały.

- Czym konie różnią się od krów czy świń? Na czym mamy zarabiać? Komu mamy sprzedawać konie, jak nikt poza rzeźnią nie chce ich kupić? Ludzi zacznijcie bronić, a nie piesków i koni - krzyczeli handlarze. W stronę manifestujących poleciało też kilka kamieni. W ramach protestu przeciwko ubojowi koni Fundacja "Tara" wykupiła 10 źrebaków, które mogły trafić do rzeźni.

Władze Skaryszewa zapewniają, że organizatorzy robią wszystko, by handel końmi odbywał się w jak najlepszych warunkach. Według nich kontrola weterynaryjna została nawet w tym roku wzmocniona. Burmistrz Skaryszewa zauważył w rozmowie z Polską Agencją Prasową, że sprzedaż koni na rzeź nie przynosi miastu chluby, jednak - jak zastrzegł - organizatorzy jarmarku nie mają prawnej możliwości zablokowania tego rodzaju transakcji.

Podczas targów przedstawiciele organizacji praw zwierząt zbierali podpisy pod petycją w sprawie zmiany Ustawy o ochronie zwierząt. Chcą wprowadzenia do niej zapisu, że "koń jest zwierzęciem towarzyszącym człowiekowi", co będzie się wiązać z zakazem hodowli koni na rzeź i ich wywozem z Polski.

Auschwitz - te same miejsca dawniej i dziś [GALERIA]>>

DOSTĘP PREMIUM