"PO może stracić dużo, a PSL - wszystko. To nie koniec takich gestów", "Wybory teraz to katastrofa dla PO" [KOMENTARZE]

- To po prostu podnoszenie stawki negocjacyjnej w rozmowach z PO. PO może w efekcie tej reformy stracić dużą część poparcia, ale ludowcy, którzy nie cieszą się tak wielką akceptacją obywateli, mogą stracić wszystko. To wyjaśnia przedłużanie się tych negocjacji i owe gesty - tak dr Rafał Chwedoruk ocenił w TOK FM fiasko rozmów PO-PSL ws. emerytur i nagłe opuszczenie przez Waldemara Pawlaka gmachu KPRM. Wg ekspertów do wcześniejszych wyborów raczej nie dojdzie. - Ale gdyby doszło, byłaby to katastrofa dla PO - uważa dr Jarosław Flis z UJ.

Wbrew wcześniejszym zapowiedziom nie doszło do konferencji Donalda Tuska i Waldemara Pawlaka, na której premier i wicepremier mieli ogłosić porozumienie ws. reformy emerytalnej. Pawlak w trakcie rozmów opuścił kancelarię premiera. Jak dowiedziało się TOK FM , PO nie zgodziła się na forsowane przez ludowców poprawki, zakładające m.in. nagradzanie kobiet wcześniejszą emeryturą za rodzenie dzieci.

Komentatorzy w sieci już wieszczą koniec koalicji , a rzecznik Ruchu Palikota już komentuje, czy Platforma może liczyć na przepchnięcie reformy głosami jego partii.

Eksperci uspokajają. - To perspektywa zmiany wręcz cywilizacyjnej, odrzucanej przez większość obywateli. Im więcej by się rozmawiało, bez względu na efekt finalny, tym lepiej dla życia publicznego w Polsce. Czasami podśmiewamy się z polityków i z ich napuszonej tajemniczości. W tym przypadku może powinniśmy docenić to, że rozmawiają i mają jakieś problemy - wyjaśniał w "Popołudniu" Radia TOK FM politolog z UW dr Rafał Chwedoruk.

To nie koniec takich gestów? "Będą jeszcze nieraz"

Skąd teraz takie problemy? - Pewnie nie wynikają one tylko z chęci PSL zachowania miejsca w koalicji. Pamiętajmy, że jeszcze kilka lat temu PSL i Platforma były na przeciwległych końcach sceny politycznej, zwłaszcza jeśli chodzi o tematykę społeczno-gospodarczą. A ona jest najważniejsza dla podziałów politycznych we współczesnym świecie. Dopóki mieliśmy do czynienia ze wzrostem gospodarczym i stabilnością, te różnice były w naturalny sposób kamuflowane. Reforma emerytalna przypomniała, że w latach 90. Waldemar Pawlak i Donald Tusk byli od siebie bardzo odlegli - mówił ekspert.

W jego ocenie cała sytuacja jest bardzo trudna zwłaszcza dla ludowców: chcą oni pozostać w koalicji, ale potrzebują zarówno ustępstw ze strony PO ws. reformy, jak i spektakularnych gestów, które przekonają wyborców PSL, by nie odchodzili do PiS.

- Nie dziwmy się, gdy jeszcze nieraz będziemy obserwować przy dyskusji o tej reformie spektakularne gesty ludowców - zarówno na użytek ich wyborców, jak i wyrażające ich autentyczne poglądy. To po prostu podnoszenie stawki negocjacyjnej w rozmowach z PO. PO może w efekcie tej reformy stracić dużą część poparcia, ale ludowcy, którzy nie cieszą się tak wielką akceptacją obywateli, mogą stracić wszystko. To wyjaśnia przedłużanie się tych negocjacji i owe gesty - powiedział politolog.

Chwedoruk: Koalicja przetrwa, PO pójdzie na ustępstwa

Co dalej? - Dla Platformy PSL nie jest koniecznym, ale potrzebnym członkiem koalicji. Z jednej przyczyny, bo koalicja z Ruchem Palikota, mimo bliskości towarzyskiej i poglądów, byłaby nie do przyjęcia dla dużej części wyborców PO. Poza tym izolowałaby PO na scenie politycznej, bo żadna inna partia nie traktowałaby jej wtedy poważnie. Sojusz z SLD też byłby ze względów historycznych dla Platformy bolesny, a SLD nie może poprzeć tej reformy, jeśli w ogóle chce przetrwać na scenie politycznej. Z kolei dla PSL ta koalicja to oczywiste profity i przetrwanie jako mała partia. Stąd obie strony rzeczywiście próbują wypracować rozwiązanie i kompromis, który zachowa magiczną liczbę 67 - uważa Chwedoruk.

Wg politologa Platforma w końcu pójdzie na ustępstwa wobec koalicjanta i będzie je wprowadzać stopniowo. Co konkretnie? - Różnego rodzaju ustawy dotyczące sytuacji kobiet. Myślę, że to jest najpewniejszy w krótkiej perspektywie czasowej finał dyskusji o reformie emerytalnej. Natomiast w dłuższej perspektywie może być to początek trwałej zmiany w sondażach.

- Targi zapewne w tym momencie dotyczą skali rekompensat dla kobiet za wychowywanie dzieci. I pewnie strony nie są już od siebie tak daleko, jak były jeszcze parę tygodni temu. Natomiast ta przedłużająca się dyskusja jest o tyle korzystna dla ludowców, że w ogóle nagłaśnia fakt istnienia partii Waldemara Pawlaka - podsumował politolog.

Santorski: Tu nikt nie jest winien

Psycholog biznesu dr Jacek Santorski mówił w "Popołudniu" Radia TOK FM, że - niezależnie od efektu - negocjacje między politykami są stratą energii, gdyby popatrzeć na działania państwa przez pryzmat działania firmy.

- Ile pary w gwizdek, ile takiej inteligencji, jak inteligencja pana Pawlaka, ile energii ludzkiej idzie na to, że trzeba jednych pozyskać względem drugich, znaleźć kompromisy, monitorować, jak to się przełoży na słupki... Jak ten nasz cywilizacyjny interes na tym cierpi. Ale tu nikt nie jest winien. Po prostu póki co poza dyktaturami nie wymyślono innego sposobu na gospodarowanie państwem - mówił Santorski.

Wg psychologa, politycy zachowują się tak i mówią takim językiem, by oddziaływać na swoich wyborców. - Mamy takich szefów w tej naszej spółce z nieograniczoną odpowiedzialnością, jaką jest Polska, na jakich zasługujemy. A ponieważ jesteśmy tacy naiwni i zagubieni, myślimy symbolicznie, to ci szefowie robią nam psychodramę - ocenił rozgrywkę między Tuskiem a Pawlakiem.

Flis: Wybory teraz byłyby dla PO katastrofą

Socjolog z Uniwersytetu Jagiellońskiego dr Jarosław Flis uważa z kolei, że to Platforma jest w gorszej sytuacji: nie ma alternatywy dla negocjacji z PSL, bo przyspieszone wybory byłyby dla niej katastrofą, a żadna partia opozycyjna nie poprze reformy: - Platforma nie ma żadnego rozwiązania alternatywnego. Żeby straszyć, trzeba mieć czym straszyć. PO niczym nie może postraszyć PSL, bo nikt nie jest w stanie dać jej więcej niż PSL. PO nie ma samodzielnej większości w Sejmie i nic nie wskazuje na to, żeby taka większość się pojawiła.

Flis twierdzi, że wbrew pozorom reformy nie poprze też Ruch Palikota: - Można liczyć na deklarację Palikota w sprawie poparcia dla tej reformy, ale poziom jego wiarygodności jako partnera jakichkolwiek ustaleń jest bardzo wątpliwy. W interesie Palikota jest osłabienie Platformy, więc powiedzenie "tak, poprzemy", a później postawienie warunku, który jest nie do przyjęcia, jest tu najbardziej prawdopodobnym scenariuszem. Podstawowym interesem partii opozycyjnych jest popsucie relacji między PO a PSL i trudno sądzić, żeby to sobie odpuściły, kiedy dostają to na tacy. Zawsze będą popierać takie rozwiązania, które wbiją klin między koalicję, ale tylko do momentu wbicia klina, później nie ma już po co.

- Dla PSL - dopóki nie przegnie i nie doprowadzi do takiego pobudzenia Platformy, że ta zerwie koalicję - takie przeciąganie sprawy jest korzystne. Oni nie chcą wydłużać wieku emerytalnego, więc przeciąganie negocjacji nie jest dla nich żadną stratą. Moim zdaniem będą negocjować do takiego momentu, w którym wszyscy już będą tego mieli dosyć, a wydaje mi się, że to jeszcze nie jest ten moment - uważa socjolog.

Manifestacja PiS w Warszawie. Kaczyński: "Naprawdę - dosyć tego!" >>

DOSTĘP PREMIUM