Tabletki nadziei

Tabletki na autyzm nie ma. To nieuleczalna choroba, ale rodzice dotkniętych nią dzieci chcą wierzyć, że znajdą lekarstwo. W desperacji sięgają po suplementy diety i różne ?magiczne? preparaty. Mogą nie pomóc, a wręcz zaszkodzić. - Ręce opadają. To szarlataństwo - mówi dr Tadeusz Pietras z Krajowego Towarzystwa Autyzmu

Jolanta Pluta, babcia 11-letniego Emila, od lat żyje na kredytach. Ma ciężko chorą córkę, męża i matkę, a do tego chorego na autyzm wnuka, którym się opiekuje. Choć wie, że autyzm jest nieuleczalny, próbuje wszystkiego, co mogłoby sprawić, że dziecko będzie sprawniej funkcjonowało. Oprócz tradycyjnej terapii w jednym z ośrodków sięgnęła po suplementy diety. Jest przekonana, że pomagają. Wydaje na nie ok. 500-600 zł miesięcznie. Gdy zabrakło jej funduszy, przerwała terapię.

- Była widoczna poprawa, Emil lepiej funkcjonował, miał lepszą koncentrację, nie miewał "odlotów", był spokojniejszy, bardziej kontaktowy - twierdzi babcia chłopca. - Bez wspomagania Emil ma napady agresji i paniki, choć być może jest to związane także z dojrzewaniem - zastrzega.

Biochemiczny atak w toksyny

Suplementy to różne preparaty, o których ich producenci piszą, że zwiększają poziom energii, poprawiają kondycję, wzmacniają system odpornościowy, oczyszczają ciało lub zmniejszają nadpobudliwość. Przy autyzmie stosowane są w dość niekonwencjonalnej terapii, która zakłada, że przemiany biochemiczne zachodzące w organizmie blokują toksyny, a to prowadzi do objawów psychicznych i fizycznych u autysty. Oczyszczenie organizmu z rtęci, ołowiu czy aluminium ma prowadzić do polepszenia kondycji psychicznej.

Leczeniem biomedycznym zajmuje się jeden z łódzkich ośrodków dla autystów, do którego trafił Emil. Kilka lat temu wziął udział w Projekcie Biomedycznym, który polega na diagnozowaniu i uzupełnianiu niedoborów aminokwasów i witamin oraz na usuwaniu toksyn z organizmu. Po serii podstawowych badań Emil dostał zalecenie suplementów.

Podpisała się pod nim dr Anna Rozetti-Szymańska, dyrektorka ośrodka. - Suplementy mają wpływ na układ nerwowy, odpornościowy dziecka, są przydatne przy ADHD i w zaburzeniach depresyjnych - twierdzi dyrektorka. Zaleca ona kupowanie suplementów we własnym zakresie albo za pośrednictwem jej ośrodka. "Nasza placówka będzie negocjowała rabaty w aptekach przy zakupie większej ilości preparatów" - czytamy w zaleceniu dla Emila.

"Ręce opadają. To szarlataństwo"

Wyniki badań, na których oparto zalecenie suplementów dla Emila, pokazaliśmy psychiatrze dr. Tadeuszowi Pietrasowi, członkowi Krajowego Towarzystwa Autyzmu, współautorowi książki pt. "Autyzm - epidemiologia, diagnoza, terapia.

- Ręce opadają, bo ta diagnoza nie ma żadnego związku z autyzmem. Jest to choroba, która rozwija się na skutek uszkodzonego mózgu dziecka w życiu płodowym. Mało tego, nie wiadomo, czy te preparaty nie szkodzą, nie mają one badań, które byłyby opublikowane w międzynarodowej bazie - podkreśla dr Pietras. - Teoria, że autyzm jest spowodowany zatruciem metalami ciężkimi, to jeden z mitów. Nie ma też żadnych suplementów ani żadnych substancji w pożywieniu, które uspokajają autystów, to kolejny mit - dodaje dr Pietras. - Autyzmu nie można wyleczyć, można go jedynie zaleczyć za pomocą terapii behawioralnej, logopedycznej czy sensorycznej - dodaje.

Ludzie są bezradni, szukają

Dr Pietras nie poleca stosowania suplementów diety, bo ich skuteczność nie jest potwierdzona. - Bezradność w leczeniu autyzmu powoduje, że ludzie sięgają po niekonwencjonalne metody, takie substancje dają nadzieję, bo obiecuje się kota w worku, ale w medycynie jest tak, że jeżeli nie ma na coś twardych dowodów, to nie jest to uznane za metodę skuteczną. - Z punktu widzenia medycyny opartej na faktach to szarlataństwo. Swojemu dziecku z pewnością bym tego nie zalecił - zaznacza.

"Swojemu dziecku bym tego nie dał"

- Trudno mi się odnieść do tego, czy wykazano ich skuteczność naukowo, czy nie - odpowiada dr Rozetti-Szymańska. - Uważam, że jeżeli znaczna część pacjentów reaguje na nie pozytywnie, ich funkcjonowanie się poprawia, to jest to warte zachodu, żeby z jednej strony badać, a z drugiej suplementować. - Nie sądzę, aby było to sprzedawanie nadziei, kiedy wiemy, że autyzm jest nieuleczalny - zaznacza dyrektorka ośrodka.

Za dużo witamin może zaszkodzić

Suplementy ostrożnie zaleca się w warszawskiej fundacji Synapsis. - To szansa na poprawę, ale gwarancji nie ma - mówi Maria Wroniszewska, która w fundacji prowadzi warsztaty dietetyczne dla rodziców. - Preparaty są ogólnie dostępne, rodzice tracą orientację, co pomaga dzieciom, a co nie, podają je w nadmiarze i organizm ich nie asymiluje.

- To jest dobry interes, bo suplementy z pozoru są nieszkodliwe - uważa dr Pietras. - Duże dawki witaminy C są szkodliwe tak samo jak witaminy B, żelaza czy innych mikroelementów - dodaje.

Huraoptymizm, a potem załamanie

Rodziny autystycznych dzieci godzą się na udział w różnych badaniach, bo mają nadzieję na jakiś przełom. Mama 6-letniego chłopcka zdecydowała się jednak zakończyć udział w projekcie biomedycznym, bo syn źle reagował na suplementy. - Czasami nam się wydaje, że już złapaliśmy Pana Boga za nogi i jesteśmy szczęśliwi, a potem ten huraoptymizm spada, bo następuje załamanie, które w autyzmie zdarza się często i okazuje się, że lekarstwa na autyzm jednego nie ma - mówi kobieta.

- Czasem ingerencja jest nietrafiona, a czasem efekt jest odwrotny, niż byśmy się spodziewali - przyznaje dr Rozetti-Szymańska. - Nie ma w Polsce jasnych i ścisłych procedur odnośnie leczenia biomedycznego, my się tego dopiero uczymy.

Mama Jasia przyznaje, że doświadczenie na temat suplementów wzajemnie przekazują sobie mamy autystów. Uzupełniają wiedzę zdobytą w internecie.

I nie przestają wierzyć. - Nawet jeżeli wiemy, że to nieuleczalna choroba, i tak szukamy na nią lekarstwa - przyznaje mama 6-latka. - Jeżeli ktoś mi powie, że pojawiła się jakaś nowa maść, która da mi cień nadziei, że może pomóc mojemu dziecku, to z pewnością po nią sięgnę.

DOSTĘP PREMIUM