"Nie przesłuchali mnie, to podstawa". Prokurator i główny świadek ws. Ziobry zarzuca śledczym błędy

- Liczyłem na to, że warszawska prokuratura wezwie mnie na przesłuchanie, gdzie przedstawię w pełni swoje argumenty i gdzie będę mógł się posiłkować odpowiednimi dokumentami uwiarygadniającymi moją wersję. To jednak nie nastąpiło - tłumaczy w rozmowie z TOK FM Marek Wełna, krakowski prokurator i główny świadek ws. o naciski Zbigniewa Ziobry na pracę śledczych. Wełna wskazuje na błędy swoich kolegów z Warszawy, którzy umorzyli śledztwo, nie przesłuchując go.

- Według mnie nie dokonano podstawowej czynności w postępowaniu przygotowawczym, jaką jest przesłuchanie osoby, która ma wiedzę w tej sprawie - dodaje krakowski prokurator. - Taką wiedzę można później zweryfikować, sięgając po inne obiektywne dowody, które potwierdzą na pewno wiarygodność moich zeznać - zastrzega Wełna.

Śledczy z Warszawy nie dopatrzyli się jednak żadnych uchybień w działaniu Zbigniewa Ziobry, gdy pełnił funkcję ministra sprawiedliwości. Nie uwierzyli tym samym Wełnie, że Ziobro polecił mu zbierać haki na Leszka Millera, Aleksandra Kwaśniewskiego i innych polityków lewicy.

Renata Mazur, rzeczniczka prokuratury Warszawa-Praga, tłumaczy, że śledczym wystarczyła kompilacja zeznań Marka Wełny z innych przesłuchań. Na tej podstawie i na zeznaniach innych świadków oparli swoją decyzję o umorzeniu postępowania. - Niebagatelną przesłanką do takiego, a nie innego sposobu prowadzenia postępowania był fakt, że w momencie wpływu materiałów do naszej prokuratury czyn był już przedawniony - wyjaśnia Mazur.

Tyle że - zgodnie z przepisami Kodeksu karnego - szybkiemu przedawnieniu w sprawie nadużyć funkcjonariuszy publicznych ulegają m.in. te śledztwa, gdzie urzędnicy nie czerpali ze swoich czynów korzyści osobistych. - Gdyby faktycznie uwzględniono przesłankę, że ktoś dążył do wyeliminowania przeciwników politycznych, to wówczas mielibyśmy do czynienia z korzyścią osobistą. A to jest już inna kwalifikacja prawna, inny bieg przedawnienia i postępowanie mogłoby się spokojnie toczyć - utrzymuje Wełna.

- Prokurator dokonał pełnej analizy materiału, który zgromadził, i podjął decyzję o umorzeniu postępowania - zapewnia z kolei Mazur. - Dlatego prokurator wszczął to postępowanie i dlatego dokonywał tej analizy, aby właśnie stwierdzić, że nie mamy do czynienia z czynem, który nie uległ przedawnieniu. Ta analiza nie pozwoliła na przyjęcie takiej tezy - podkreśla Mazur.

Z zeznań Marka Wełny, którymi posłużyli się śledczy w Warszawie, wynika, że ministra Ziobrę nie interesowały wyniki śledztw paliwowych prowadzonych przez zespół, którym kierował, lecz informacje kompromitujące znanych polityków lewicy, m.in. Józefa Oleksego, Leszka Millera i Aleksandra Kwaśniewskiego. Twierdził też, że materiały, które przekazywał przełożonym, ukazywały się na łamach sprzyjających PiS gazet.

Wełna: Miałem przynosić prawicowym mediom materiały. W zębach

Sprawę zapoczątkowała publikacja "Gazety Wyborczej", która w listopadzie 2011 r. napisała, że Wełna zeznał w sądzie, iż za rządów PiS kazano mu szukać haków na przeciwników politycznych: Leszka Millera, Jolantę i Aleksandra Kwaśniewskich, Marię i Józefa Oleksych oraz Jacka Piechotę. Według Wełny, wydając te polecenia, ówcześni szef wydziału przestępczości zorganizowanej Prokuratury Krajowej Bogdan Święczkowski, minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro i prokurator krajowy Janusz Kaczmarek "mówili wprost, że takie są oczekiwania pana Jarosława Kaczyńskiego". Wełna miał też zeznać, że na polecenie Święczkowskiego musiał przynosić materiały ze śledztw dla dziennikarzy związanych z PiS. A gdy protestował, Święczkowski kazał mu, by je przyniósł "w zębach".

Warszawscy śledczy przyznali, że takie spotkania były. Tyle że nie doszukali się w ich przebiegu żadnych znamion przestępstwa.

W 2011 r. Święczkowski zaprzeczał słowom Wełny. Zapowiedział, że wytoczy mu proces i zawiadomi prokuraturę o jego przestępstwie fałszywych zeznań. SLD zapowiedział zaś wystąpienie do prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta o odtajnienie zeznań Wełny. Jeśli informacje Wełny by się potwierdziły, SLD chciało kierować pozwy przeciw politykom PiS, których prokurator wymienił w swych zeznaniach.

Sam Wełna podkreśla, że ma dowody na piśmie i dokumenty, są też świadkowie niektórych sytuacji. Umorzeniem śledztwa może zająć się teraz Prokuratura Apelacyjna w Warszawie.

Rutkowski skazany na 2,5 roku więzienia. Wyrok w sprawie mafii paliwowej >>

DOSTĘP PREMIUM