Kolej bez unijnych dotacji? "Darmowe pieniądze psują Polskę" [PUBLICYŚCI]

- To jest jeden wielki, gigantyczny skandal - oburzał się w TOK FM Michał Strąk, dyrektor Biblioteki m. st. Warszawy, komentując system uzyskiwania unijnych pieniędzy. To właśnie m.in. skomplikowanymi procedurami kolejarze tłumaczą nikłe wykorzystanie środków z Brukseli - PKP może nie dostać nawet 1,8 mld euro dotacji. - Darmowe pieniądze z Unii popsuły Polskę - uważa za to Andrzej Talaga z "Rz".

400 mln euro w najlepszym wypadku, a 1,8 mld euro w najgorszym - tyle unijnych pieniędzy straci PKP . Tak oszacowali eksperci Komisji Europejskiej - donosi dzisiejsza "Gazeta Wyborcza".

- Państwo ma psi obowiązek inwestować w kolej - zdecydowanie skomentowała Renata Kim z "Newsweeka". - Nie można zakładać, że każdego obywatela stać na auto, i inwestować tylko i wyłącznie w drogi. Obywatel ma prawo dotrzeć państwową komunikacją w dowolnie wybrane miejsce, tymczasem w zastraszającym tempie znikają połączenia autobusowe, zmniejsza się liczbę autobusów docierających do oddalonych wiosek - mówiła.

Zdaniem Kim opowieści władz kolei o skomplikowanych przepisach i formularzach "to nie jest tłumaczenie". - Jest! - oponował Michał Strąk, dyrektor Biblioteki Publicznej m. st. Warszawy. - Mam na co dzień do czynienia z tymi procedurami, bo moja biblioteka korzysta z pieniędzy unijnych. To jest jeden wielki, gigantyczny skandal - irytował się.

Zdaniem dr. Strąka problem niewykorzystanych pieniędzy nie wynika z nieudolności szefów firm, ale barier, które muszą pokonywać. - Pozwolenia na budowę, Ustawa o zamówieniach publicznych, bardzo skomplikowane formularze - wyliczał. Według niego w kwestii zamówień publicznych wytworzyła się patologia. - Ustawa zmusza przedsiębiorców do wybierania gorszych firm, niż chcieliby, działając w najlepszej wierze - uważa. - Doszliśmy do pewnej granicy wytrzymałości firm, które prowadzą działalność, bazując na środkach unijnych. Jest absolutna katastrofa - przekonywał Strąk.

"Pieniądze z Unii psują Polskę"

Andrzej Talaga z "Rzeczpospolitej" jest zdania, że skomplikowane procedury unijne mają swoje uzasadnienie. - We Włoszech do 50 proc. pomocy unijnej szło do prywatnych kieszeni, nawet do mafii. Stąd taka biurokratyzacja - tłumaczył dziennikarz. Jednocześnie jest przekonany, że unijne środki nie przynoszą wyłącznie dobrych efektów.

- Przyjmowanie takich pustych, niewypracowanych pieniędzy jest bardzo niebezpieczne i może zepsuć gospodarkę. Przykładem są kraje naftowe, które dostają pieniądze tylko dlatego, że jest coś nad ziemią. To popsuło społeczeństwo. Tak samo popsuły Polskę darmowe pieniądze Unii, takie "ot, macie" sobie 300 mld - ocenił Talaga.

Japoński "statek widmo" odnalazł się po drugiej stronie Pacyfiku >>

DOSTĘP PREMIUM