"Jak na obłęd IV RP to nie był taki zły prezydent" [PUBLICYŚCI]

- To, że szaleńcy i żałośni propagandyści malują obraz wielkiego prezydenta, jeszcze nie znaczy, że trzeba mu odmówić wszystkiego - powiedział w TOK FM Tomasz Lis. - Łatwo powiedzieć, że Kaczyński był złym prezydentem. Ale jak na obłęd IV RP to nie był taki bardzo zły - dodał Żakowski.

- Przy wszystkich swoich słabościach Lech Kaczyński jednak nadawał tej obłędnej polityce Jarosława, otoczonego przez Ziobrę, Wassermanna, Macierewicza, Kurskiego, pewne okiełznanie - ocenił w Poranku Radia TOK FM Jacek Żakowski. - Wydaje mi się wyjątkowo perfidnym nadużyciem wpisanie akurat jego w tę obłędną politykę, którą on właśnie tonował. To jest wyjątkowo ohydna manipulacja - uważa.

- Te próby okiełznania wynikając z humanitarnej wrażliwości Lecha. Bardzo podobała mi się historia opowiedziana w wywiadzie Bielana. Prezydent nie chciał wziąć ze sobą kota na konferencję na temat praw zwierząt, bo to byłby dla zwierzęcia zbyt duży stres. W ogóle by mi nie przyszło do głowy, żeby jakikolwiek polski polityk użył takiego argumentu, że on nie wykorzysta dziecka na przykład w kampanii wyborczej, bo to będzie dla niego za duży stres. Z tym kotem to ujmujące - mówił prowadzący Poranek.

- Na tle Jarosława Kaczyńskiego i Antoniego Macierewicza to każdy w miarę normalny, przeciętny człowiek wypada świetnie. Na bezrybiu i rak ryba - odpowiedział na to Jacek Rakowiecki.

Nie było smalenia cholewek do Rydzyka

Tomasz Lis zgodził się, że o ile o samej prezydenturze Lecha Kaczyńskiego ma krytyczne zdanie, o tyle pewnych zasług nie można mu odmówić. - Lech Kaczyński był za podpisaniem traktatu lizbońskiego. Jeśli to się ślimaczyło, to nie dlatego, że miał złą wolę, tylko dlatego, że politycznie i przede wszystkim emocjonalnie był zakładnikiem brata - mówił redaktor naczelny "Newsweeka". - Lech Kaczyński podkreślał w prywatnych rozmowach: "ja nigdy nie pojechałem do Rydzyka". Nie było smalenia cholewek do tej czarnosecinnej części prawicowego elektoratu - podkreślił.

- Mówi się o porażce Lecha Kaczyńskiego, jeśli chodzi o Ukrainę, ale jego polityka wobec tego państwa była dobra. To Ukraińcy dali ciała i akurat tak się złożyło, że stało się to w czasach, kiedy Lech Kaczyński był prezydentem. Były też przyzwoite, bardzo rozsądne gesty, jeśli chodzi o stosunki polsko-żydowskie - wyliczał Lis.

Naczelny "Newsweeka" polecał także przeczytanie wystąpienia, które Lech Kaczyński miał wygłosić 10 kwietnia w Katyniu. - To nie było wystąpienie antyrosyjskie. Parę tygodni później Lech Kaczyński miał jechać do Moskwy na uroczystości zakończenia wojny, co więcej, miał zabrać generała Jaruzelskiego. To nie było jednowymiarowe - przypominał.

Kradziona biografia

- No właśnie. Nagle ta jego biografia antyrydzykowa jest kradziona. Nie chcę powiedzieć, że to jest mój ukochany prezydent, nic podobnego. Ale jednak nieporównanie lepszy od środowiska, które go obrosło - podkreślił Żakowski.

Jacek Rakowiecki zgodził się z Żakowskim, że biografia zmarłego prezydenta jest wykorzystywana do bieżących celów. - Ale to nie zmienia istoty sprawy. Zgadzam się, że odróżniał się korzystnie w niektórych poglądach. Niemniej był to zły, słaby prezydent, również pod tym względem, że nie potrafił dostatecznie mocno się przeciwstawić. Dlatego tak łatwo jest dziś manipulować jego spuścizną - uważa publicysta.

- Łatwo powiedzieć, że Kaczyński był złym prezydentem. Ale jak na obłęd IV RP to nie był taki bardzo zły prezydent - zaznaczył Żakowski. - To, że szaleńcy, agitatorzy, marni i żałośni propagandyści malują obraz wielkiego prezydenta, to jeszcze nie znaczy, że trzeba mu odmówić wszystkiego, co warto mu przyznać - dodał Lis.

Posłuchaj całej audycji:

Biczowanie, ukrzyżowanie, krwawe obchody Wielkiego Tygodnia [ZDJĘCIA] >>

DOSTĘP PREMIUM