O słowach Dody: Nobilitujemy głupstwa rozmawiając o nich

- Wypowiedź o "naprutych winem autorach Biblii" mieści się w standardach kultury popularnej, gdzie jawny idiotyzm jest normą - mówił w TOK FM prof. Andrzej Zieniewicz, komentując wyrok na piosenkarkę, którą ukarano za "obrazę uczuć religijnych".

Dorota Rabczewska jest już prawomocnie skazana na 5 tys. zł grzywny za obrazę uczuć religijnych poprzez określenie autorów Biblii jako "naprutych winem i palących jakieś zioła". W poniedziałek Sąd Okręgowy w Warszawie utrzymał taki wyrok sądu I instancji.

Zobacz wideo

"Straszne głuptactwo"

Prof. Andrzej Zieniewicz, literaturoznawca z Uniwersytetu Warszawskiego, mówił w TOK FM: - Traktowanie wypowiedzi Dody jako obrazy uczuć religijnych jest dwuznaczne. Ta wypowiedź mieści się w standardach kultury popularnej, gdzie jawny idiotyzm jest normą. I pytanie, jak to zakwalifikować: jako dowód niedorozwoju czy rzeczywista obraza. To straszliwe głuptactwo. Powiedzenie "autorzy Biblii" świadczy o poziomie wiedzy na poziomie szkoły podstawowej - powiedział. Jak to skwitować? Najlepiej wzruszeniem ramion - powiedział gość Cezarego Łasiczki.

Zgodził się z nim prof. Paweł Łuków, bioetyk i filozof z Uniwersytetu Warszawskiego: - Nobilitujemy głupstwa, rozmawiając o nich. Zajmowanie się tym przez sąd to nobilitowanie głupiej wypowiedzi. Takie rzeczy puszcza się mimo uszu - stwierdził gość Łasiczki.

Bartoś: Doda ma prawo mówić, co uważa. Ma prawo mówić brednie

Winne złe prawo

Ojciec doktor Paweł Krupa, dyrektor Instytutu Tomistycznego, dodał: - Jesteśmy cały czas w niezręcznej sytuacji z powodu sformułowania zapisu prawnego, który mówi o uczuciach religijnych, które można obrazić lub nie. Należałoby się starać o zmianę zapisu i mówić raczej o ochronie symboli religijnych, wartościach i religii jako takiej. Ale prawodawstwo nie musi ustalać wszystkiego detalicznie.

Doda ma szczęście - sąd rodem ze średniowiecza mógł ją skazać na stos

Może bronić ludzi, nie idei?

- Zastanawiam się, czy idea ochrony religii czy światopoglądu jest dobrym pomysłem - powiedział prof. Paweł Łuków, bioetyk i filozof z UW. - One się powinny bronić ustami tych, którzy je wyznają. Idea obrony religii wydaje mi się archaiczna, podobnie jak przestępstwo polegające na obrazie tych uczuć. Dlaczego mielibyśmy bronić religii, brońmy ludzi przed tym, żeby byli obrażani - pytał.

Dr Krupa upierał się jednak, że chroniąc religię czy urzędy takie jak prezydenta czy królowej, chronimy imponderabilia. - Chcemy prawem przypomnieć, co szanujemy. To zwrócenie uwagi na to, że trzeba szanować pewne rzeczy w państwie czy na kontynencie - mówił zakonnik.

Prof. Zieniewicz zwrócił jednak uwagę, że religię chronimy i tak: przez szacunek, danie wyrazu hierarchii wartości. - Jeśli zaczniemy to tłumaczyć na literę prawa, to zacznie się uprzywilejowanie jakiejś grupy, a inne będą na przegranych pozycjach - dodał.

Wyrok sądu na Dodę, kpina z logiki podtrzymana! [BLOG]

Prywatne zdjęcia Fridy po raz pierwszy w Polsce >>

DOSTĘP PREMIUM