Piechociński o taśmach PSL: Należy to wyskrobać żyletką do spodu

- Materiał został nagrany bodajże w styczniu, a jest odpalony w lipcu. Jest pytanie: czy "Puls Biznesu" wcześniej przedłożył ten materiał prokuraturze? Bo sądzę, że nie tylko na obywatelach ciąży obowiązek informowania o patologiach i przestępstwach - komentował w TOK FM Janusz Piechociński. - Najważniejsze jest zweryfikowanie tego materiału. Jeżeli jest coś na rzeczy, należy to wyskrobać żyletką do spodu - podkreślał przy tym.

"Puls Biznesu" opublikował nagranie i zapis rozmowy byłego szefa Agencji Rynku Rolnego Władysława Łukasika i polityka PSL Władysława Serafina. Działacze mówią o traktowaniu państwowej firmy jako prywatnego folwarku, wyprowadzaniu z niej funduszy, układach towarzyskich w urzędach. O taśmach pisze też "Gazeta Wyborcza" .

Zobacz całą rozmowę działaczy PSL >>

Stołeczna prokuratura wszczęła z urzędu postępowanie sprawdzające ws. ujawnionego w mediach nagrania rozmowy bliskich ludowcom działaczy na temat możliwych nieprawidłowości w instytucjach związanych z resortem rolnictwa.

- Jaka była pana pierwsza reakcja? - pytał swojego gościa Paweł Sulik. - Tak jakbym dostał w głowę obuchem, bo liczyłem, że w poniedziałek będzie cała seria rozmów w mediach o bardzo udanych zjazdach wojewódzkich PSL pokazujących, jak zmienia się PSL, jak dorośleje - mówił w TOK FM Janusz Piechociński.

- Mamy smutny materiał dla polskiej polityki, nie tylko dla PSL. Oby polskie służby wyjaśniły to, czy te wywody, które są między oboma panami, są oparte na faktach, czy to jest problem rozgoryczonego prezesa, który nagle źle zaczął mówić o kierowanej przez siebie agencji - dodał poseł PSL.

Publikacja dopiero po 6 miesiącach: dlaczego?

Piechociński zwracał uwagę, że materiał został opublikowany z kilkumiesięcznym opóźnieniem. - Został nagrany bodajże w styczniu, a jest odpalony w lipcu. To jest pytanie, czy "Puls Biznesu" wcześniej przedłożył ten materiał prokuraturze. Bo sądzę, że nie tylko na obywatelach ciąży obowiązek informowania o patologiach i przestępstwach - mówił. - To znaczy, że ktoś czekał, żeby to ujawnić? - dopytywał Sulik.

- To jest pytanie, które kieruję do prokuratury, żeby ten wątek zweryfikowała. W polskiej polityce za dużo jest grania taśmami i nagraniami. Cóż to jest za zwyczaj, że zaprasza się kogoś i co? Przez przypadek leżała tam kamera? - pytał retorycznie Piechociński.

- Najważniejsze jest zweryfikowanie tego materiału. Jeżeli jest coś na rzeczy, należy to wyskrobać żyletką do spodu - podkreślił.

Dwie epoki w tył

- Proszę zwrócić uwagę, że ukazały się oświadczenia obu panów. W stosunku do zawartości ich rozmowy, bardzo przykrej, to jest cofnięcie się o dwie epoki. Dobrze by było, gdyby służby obu panów oddzielnie i razem przepytały na tę okoliczność - postulował Piechociński.

- Nie wiem, komu chodziło o skompromitowanie mnie lub mojego otoczenia - komentował sprawę nagrań jeden z jego bohaterów Władysław Serafin. Janusz Piechociński nie chciał wdać się w spekulacje, kto mógłby chcieć zaszkodzić Serafinowi.

Nowe życie za 250 euro - emigracja zarobkowa w obiektywie Reutera [ZDJĘCIA] >>

DOSTĘP PREMIUM