Socjolog przed 11 listopada: Polacy nauczyli się destrukcji

11 listopada ulicami Warszawy przejdą trzy główne marsze: Prezydencki, Niepodległości - organizowany przez skrajną prawicę - oraz defilada antyfaszystowska Porozumienia 11 Listopada. - Polacy nie potrafią świętować, niedobrze, jak demonstracja wolności przekształca się w anarchię - ocenia prof. Jolanta Kopka, socjolog ze Społecznej Akademii Nauk w Łodzi.

Anna Sapieha, TOK FM: Na ulicach Warszawy spotka się kilka potężnych grup.

Prof. Jolanta Kopka, socjolog: Ciekawym eksperymentem jest propozycja marszu prezydenckiego, w którym mają być uhonorowani różni przedstawiciele historii reprezentujący różne orientacje polityczne. Za to przede wszystkim Porozumienie 11 Listopada i Marsz Niepodległości są nastawione nie tyle na świętowanie, co pokazanie swojej siły. Takie święta, nie tylko w Polsce, mają przede wszystkim pokazać jedność obywateli. To też, jak widać, okazja do demonstrowania swoich potrzeb i niezgody na politykę rządu. Polacy nie nauczyli się współpracować. Niedobrze, jak demonstracja wolności różnych opcji politycznych, kulturowych, obyczajowych przekształca się w anarchię. A mam wrażenie, że pewna granica zostaje zakłócona. Co prawda zachowania anarchistyczne są też pewną formą zaistnienia w życiu politycznym kraju, ale jeśli one zaczynają narzucać sposób komunikacji w kraju, to jest źle.

I z tym mamy do czynienia teraz?

- Sposób obchodzenia święta 11 Listopada pokazuje stan świadomości Polaków. Pokazuje, że jest ona rozbita. Wydarzenia z tamtego roku [w wyniku zamieszek na ulicach Warszawy do szpitala trafiło 30 osób - przyp. red.], "religia smoleńska", angażowanie się Kościoła w życie polityczne, sam fakt, że w Marszu Niepodległości bierze udział biskup Antoni Dydycz, obok pana Jana Kobylańskiego związanego z Radiem Maryja, niepotrzebnie wplątuje Kościół, który mam wrażenie ostatnio próbuje racjonalnie, ale tylko nieco, zdystansować się od polityki prowadzonej przez opozycję. Pokazujemy, że na świadomość Polaków składa się wiele negatywnych postaw negujących sens wielu działań legalnie wybranego rządu. Żądania biskupa Dydycza, że należy rozwiązać parlament na przykład, to sytuacja destrukcyjna. W takich manifestacjach nie bierze udziału statystyczny Polak, ale w tłumie ujawniają się, w przerysowany sposób, elementy, które odzwierciedlają to, co dzieje się w społeczeństwie. Socjolog może prowadzić wnikliwą obserwację.

I jaką postawi diagnozę?

- Powiedziałabym jedno - nie będzie lepiej. Przez cały rok nastroje podsycane były przez opozycję. Próby zdyskredytowania obecnej władzy posuwają się. W tłumie na ulicach może dojść do jeszcze większych ekscesów. Media w różnym stopniu zapominają o tym, że mają ogromną siłę wpływu na swojego odbiorcę. Tworzenie newsów tylko po to, żeby zaistnieć, owocuje też wzmożoną pobudliwością odbiorców, może też się obrócić, tak jak w tamtym roku, przeciwko różnym mediom. Podpalano wozy tych, których definiowano, słusznie lub nie, jako zwolenników opcji rządzących. Wszystko to pokazuje, że musimy być niespokojni, nie umiemy wspólnie świętować. Polacy nauczyli się destrukcji. Co prawda ona pozwoliła nam zdekonstruować system komunistyczny, ale teraz musimy się uczyć konstruowania, a tego absolutnie nie umiemy. Opozycja musi uczyć się demokratycznych sposobów. Próba zdobycia władzy nie przy urnie, a na ulicy dyskredytuje polityka. To wszystko pokazuje niedojrzałość pewnych grup społecznych, politycznych i zagubienie Kościoła.

Skąd w nas tyle nienawiści?

- Nienawiść wiąże się z poczuciem zagrożenia. Może być ona sztucznie wywoływana przez siły polityczne. Zwiększające się bezrobocie na przykład; opozycja przerysowuje to zagrożenie, premier mówi, że już się zaczął kryzys, rykoszetem się to obróciło, spadł poziom poczucia bezpieczeństwa Polaków. Ludzie stają się podatni na manipulacje propagandowe. Za słowami "kryzys", "załamanie" idą emocje. Zwykli ludzie nie badają indeksów i wskaźników, oni słuchają tego, co im się mówi. A potem bywa, że wychodzą na ulice. Pytanie, czy odpowiednie służby zapanują nad tym, co się będzie działo 11 listopada. Przygotowały się one ponoć lepiej niż w zeszłym roku, ale obawiam się, że to może być za mało.

DOSTĘP PREMIUM