Bratanie się "Solidarności" i ONR. Hartman: Czemu Wałęsa i Borusewicz nie reagują?

- Jak długo ludzie Sierpnia będą bezsilnie patrzeć na postępującą faszyzację Solidarności? Nie pozwólmy poniewierać imieniem "Solidarność"! - pyta prof. Jan Hartman, komentując wspieranie ONR przez związek zawodowy.

"Solidarność" w Lublinie wspiera Obóz Radykalno-Narodowy . ONR był jednym z organizatorów niedzielnego Marszu Niepodległości.

- Jak długo ludzie Sierpnia będą bezsilnie patrzeć na postępującą faszyzację Solidarności? Nie pozwólmy poniewierać imieniem "Solidarność"! - apelował na Twitterze Jan Hartman, filozof i etyk.

Jest się czego bać?

- To bardzo niebezpieczna tendencja i prognostyk. Obawiamy się, czy nie jest to próba skanalizowania niezadowolenia społecznego w kierunku przerzucenia niechęci z neokonserwatywnych i neoliberalnych elit rządzących na mniejszości. Nie zapominajmy, że tak rodził się nazizm - kiedy związki zawodowe i skrajna prawica zaczęły tworzyć wspólny front - pisał na swoim blogu na tokfm.pl Michał Simon, przewodniczący lubelskiego koła Partii Zieloni.

Gdzie jest Wałęsa?

Zdaniem prof. Hartmana Solidarność już dawno została zawłaszczona przed skrajną prawicę. To smutne. Ale nie można zostawić jej na pastwę awanturników, którzy bezkarnie niszczą jej wizerunek. Jak długo ludzie Sierpnia będą bezsilnie patrzeć na postępującą faszyzację Solidarności? Nie pozwólmy poniewierać imieniem "Solidarność"! - mówi prof. Jan Hartman.

Jan Hartman w rozmowie z TOK FM problem widzi szerzej. - Symbol "S" i jej znak nie mogą być traktowane jak łup polityczny. Środowisko Sierpnia nie było w stanie obronić tych symboli. Ideałów nie udało się utrwalić. Pamięć społeczna stała się przedmiotem skrajnej manipulacji i zawłaszczania - uważa Hartman.

- To, że skrajne organizacje bratają się z Solidarnością, to jeden z objawów tej kapitulacji etycznej. To zaniedbanie pamięci jest fatalne. Na radykalny dyskurs patrzę z niepokojem - ubolewa Hartman.

Zdaniem filozofa liderzy Solidarności nie powinni być na emeryturze. - Mają powiedzieć "hola, hola panowie?" - pytamy.

- Trzeba robić więcej - odpowiada Hartman. - Komorowski, Michnik, Borusewicz, Chojecki powinni stanąć razem i opowiedzieć, jak to było. Że walka o niepodległość nie była wcale taka prosta. Wcale nie było tak, że PRL to był obóz koncentracyjny, a bojownicy o wolność z krzyżem w ręku stanęli i przegnali bolszewicką hołotę - ironizuje Hartman.

Do roboty

- Liderzy opozycji powinni dziś wziąć odpowiedzialność za dyskurs publiczny. Wcale nie musi być infantylno-narodowo-katolicki - uważa filozof. - Wszyscy myślą, że tak musi być, że to najlepszy sposób na uniknięcie awantur. Czas na bazie autorytetu powiedzieć, jak było. Trzeba pielić ogródek. To psi obowiązek władzy i elit - dodaje.

Władza myśli: niech sobie gadają

Zdaniem Jana Hartmana rząd w sferze ideowej skapitulował. - Nie wystarczy, że czasem da ordery. Trzeba kompleksowych działań. Rząd musi mieć odwagę mówić o najnowszej historii. A łatwiej jest machnąć ręką i oddać pole tym, którzy najgłośniej żądają. Niech sobie gadają, my mamy stadiony i autostrady do pobudowania. Rząd jest leniwy i tchórzliwy na polu idei. I dotyczy to wszystkich ekip rządzących po 1989 r. - stwierdza prof. Hartman.

Kto zrobił więcej?

Hartman uważa, że współczesna młodzież nie wie, czym był Sierpień '80, kto brał w nim udział. - Młodzi nie chcą słyszeć o historii, bo słyszą bogoojczyźnianą propagandę. Że większe zasługi mają ks. Popiełuszko i Jan Paweł II niż Jacek Kuroń i Adam Michnik - mówi w rozmowie z TOK FM.

- Solidarność dla 20-latka nie znaczy tego samego, co dla 40-50-latka, który był uczestnikiem lub świadkiem tamtych wydarzeń. Czas na to, żeby powstała debata publiczna na temat pamięci opozycji. Trzeba powiedzieć młodym, co doprowadziło do karnawału Solidarności. Jest jeszcze szansa, by zachować pamięć historyczną. Ta organizacja była pluralistyczna, funkcjonowała mimo wewnętrznych napięć i odniosła zwycięstwo, mimo że były w niej i nurt endecki, i socjalistyczny, i konserwatywno-katolicki. Jej dorobek w pamięci Polaków jest niszczony przez krzykliwą, populistyczną organizację używającą retoryki narodowej - uważa prof. Hartman.

Racjonalna etyczność nie obroni się sama

- Cała sfera symboliczna została zawłaszczona. Zły pieniądz wypiera dobry. To, co emocjonalne, duma, pycha, gniew, to, co plemienne, zwycięża to, co racjonalne. Etyczność oparta na racjonalności jest słaba, nie obroni się sama. A przez to, że dyskurs ma charakter propagandowy, tworzy się społeczeństwo bezideowe - mówi w rozmowie z TOK FM prof. Hartman.

DOSTĘP PREMIUM