Były uchybienia ws. matki z Hipolitowa. Kuratorzy zawinili. Ale już nie pracują. Nie ma kogo ukarać

Dwaj kuratorzy, którzy zajmowali się rodziną kobiety z Hipolitowa, niewystarczająco wypełniali swoje obowiązki. Po tym, jak sprawa dzieciobójczyni wyszła na jaw, zlecono kontrolę. Wynika z niej m.in., że powstawały niepełne raporty opierające się tylko na zeznaniach krewnych - ustaliło radio TOK FM. Pracowników sądu nie można jednak ukarać. Bo już nie pracują.

Szereg drobnych uchybień sądu i kuratorów - to wyniki kontroli w sprawie tragedii z Hipolitowa, gdzie matka miała zamordować sześcioro swoich dzieci. Jak dowiedział się reporter TOK FM, efekty lustracji sądu w Łomży prowadzącego postępowania zna już minister sprawiedliwości Jarosław Gowin, ale nie ma podstaw do ukarania sędziów prowadzących sprawę Beaty Z.

Jak udało się ustalić TOK FM, dwaj kuratorzy, którzy mieli sprawować nadzór nad rodziną, już nie pełnią tych funkcji, ale zostali odwołani za zaniedbania w innych sprawach. Ostatni z nich stracił posadę w 2008 roku.

Sprawa kobiety z Hipolitowa wyszła na jaw ok. miesiąc temu. Prokuratura Okręgowa w Łomży zarzuciła Beacie Z., że między 1998 a 2012 rokiem zamordowała piątkę swoich dopiero co urodzonych dzieci. Ostatnie, dziewczynkę, w czerwcu tego roku. 41-letnia kobieta przyznała się do zarzucanych jej czynów, wskazała też miejsca ukrycia ciał dzieci. Czworo z nich śledczy znaleźli: dwoje na strychu i dwoje pod podłogą piwnicy pod stodołą. Ciała piątego, które miało zostać porzucone w stawie przeciwpożarowym w Hipolitowie, znaleźć się nie udało. Po wypompowaniu zbiornika śledczy zabezpieczyli jednak szereg śladów, które mogą mieć związek ze sprawą.

"Bieda i brak wiedzy. Wtedy dzieją się rzeczy straszne" [WYWIAD]

DOSTĘP PREMIUM