Niezabitowska w TOK FM: Z pamięcią młodych jest fatalnie. Łatwo nimi manipulować

- Nie uczymy naszej młodzieży o jednym z najważniejszych wydarzeń XX wieku, fundamencie naszej wolności - mówiła Małgorzata Niezabitowska w Popołudniu Radia TOK FM. - Jak więc ma powstać w Polsce ciągłość, poczucie dumy z tego, co się osiągnęła "Solidarność"? Potem nimi jest łatwo manipulować, potem można wmawiać różne głupoty, że dziś jest tak samo źle jak wtedy. A to nieprawda - dodała była rzeczniczka rządu Mazowieckiego.

- Z pamięcią młodych jest fatalnie - mówiła w TOK FM Małgorzata Niezabitowska, dziennikarka, była rzecznik rządu Tadeusza Mazowieckiego. Opowiadała, jak dwa lata temu "przeżyła szok, a rzadko jej się to zdarza". - Podczas festiwalu All About Freedom wystawiono moją sztukę, która napisałam 30 lat temu "Polskie lato, polska jesień". Pierwszy akt jest o strajku w stoczni, II o burzliwym rejestrowaniu Solidarności. Na widowni sama młodzież, po spektaklu - panel. Ja, dostojna seniorka, i sami młodzi i ktoś mówi: Super, dużo się dowiedzieliśmy. Ani ja, ani mój młodszy brat nie mieliśmy w szkole nic o Solidarności. Ja, jak to? A on, że było o rozdrobnieniu feudalnym za Bolesława Krzywoustego - mówił raper LUC. Opowiadała, że z kilkuset osób na sali zaledwie 6 osób słyszało o "Solidarności" na lekcji historii.

- Połowa młodych nie wie nic albo wie bardzo mało. Zaczęłam się tym interesować - mówiła Grzegorzowi Chlaście Niezabitowska. - W większości szkół, mimo że jest w programie, do lekcji o "Solidarności" nie dochodzi - ubolewa.

"Nie uczymy o fundamencie wolności"

- Nie uczymy naszej młodzieży o jednym z najważniejszych wydarzeń XX wieku, fundamencie naszej wolności - mówiła Niezabitowska w Popołudniu Radia TOK FM. - Jak więc ma powstać w Polsce ciągłość, poczucie dumy z tego, co się osiągnęło? "Solidarność" to była wspaniała rzecz, która doprowadziła do Okrągłego Stołu. Ludźmi, którzy nie mają wiedzy, jest łatwo manipulować. Można wmawiać różne głupoty, że dziś jest tak samo źle jak wtedy. A to nieprawda - mówiła w Popołudniu Radia TOK FM Małgorzata Niezabitowska.

Historia "Solidarności" jest jedna

Jesteśmy młodym ludziom winni przekazanie tej historii. Musimy dać wiedzę, potem mogą to sobie zinterpretować i wybrać - dodała Niezabitowska. - Ale sami nie umiemy ustalić kanonu - mówił Grzegorz Chlasta. - Historia "S" jest historią jedną - upierała się Niezabitowska. - To strajki sierpniowe, ruch 10 milionów ludzi - fenomen na skalę światową, wyspa wolności - wyliczała.

Grzegorz Chlasta poprosił ją o stworzenie planu lekcji historii o "Solidarności". - Trzeba wyjść od tego, jak wyglądała rzeczywistość w PRL. I to nie szarzyzna czy trudności życia są najważniejsze, ale kłamstwo - wszechobecne. Kłamstwo, że czarne jest białe i odwrotnie - zaczęła Małgorzata Niezabitowska. - "Solidarność" była wielkim wolnościowym i godnościowym zrywem robotników, a za nimi całego narodu. To było coś niewiarygodnego. W ciągu paru tygodni do związku przystąpiło 10 milionów ludzi. Opowiedziałabym o tym, co czuliśmy. O wartościach i o burzliwych wydarzeniach wielu miesięcy - napięciu, o tym, jak władza próbowała nas poróżnić zwalając na nas winę za coraz gorszą sytuację gospodarczą, za puste półki w sklepach. I cały czas mówiłabym o wielkim duchu wolnościowym - dodała.

13 grudnia, w dniu wprowadzenia stanu wojennego - zdaniem dziennikarski "wszelka nadzieja zostaje zabita". - Opowiedziałabym o podziemiu, o tym, że nie wszyscy się poddali. To bardzo ważne dla młodych, by zobaczyć dziadków czy rodziców w tamtej sytuacji. Wtedy mogliby zrozumieć, co to jest wolność, jak ona smakuje, jaka jest jej cena. Oni nie cenią wolności, bo jest dla nich oczywista - dodała.

Żałuję, że brak nam "solidarności pamięci"

Niezabitowska przypominała, że "S" "to nie był ruch zawodowy, a wolnościowy". - Ta dawna "Solidarność" przeszła w normalny związek zawodowy, który miewa swoje różne akcje, pali opony i tak ją widzi młode pokolenie - dodała w programie Grzegorza Chlasty.

- Żałuję, żeśmy się nie potrafili pięknie podzielić w demokracji. Zły, niepiękny, podział polega na tym,, że nie potrafiliśmy zachować i przechować wspólną pamięć. Nam brakuje "solidarności pamięci" - ubolewała.

DOSTĘP PREMIUM