Peszek u Żakowskiego: Wspólnoty mi nie brakuje, a tym bardziej religijnej

- Nie brakuje pani wspólnoty religijnej? - pytał Jacek Żakowski. - Panie Jacku, ja mam awersję do wszelkich zbiorczych istnień. Wspólnoty mi nie brakuje, a tym bardziej religijnej - mówiła na to Maria Peszek. - Czyli nie założy pani kościoła ateistów? Stała się pani autorytetem - dopytywał Żakowski. - Trudno. Żadnej partii nie założę. Żadnego ruchów nie poprowadzę - deklaruje Peszek.

Najnowsza płyta Marii Peszek pt. "Jezus Maria Peszek" została uznana za rodzaj ateistycznego manifestu. W utworze "Pan nie jest moim pasterzem" artystka wyśpiewuje m.in.:

Pan nie jest moim pasterzem

 

A niczego mi nie brak

 

Pozwalam sobie i leżę

 

Jak zwierzę

 

I chociaż idę ciemną doliną

 

Zła się nie ulęknę

 

I nie klęknę

Pan nie prowadzi mnie

 

Sama prowadzę się

 

Jak chcę, gdzie chcę

 

W "Poranku Radia TOK FM" rozmowa wyjątkowo niepolityczna. Na święta Bożego Narodzenia z "wyzwoloną ateistką" rozmawia Jacek Żakowski:

Jacek Żakowski: Jak się przeżywa święta z takim poczuciem, że "Pan nie prowadzi mnie"?

Maria Peszek: O coś innego w tych świętach chodziło i chodzi nadal.

Nie o wiarę?

Nie... w naszym domu jest na bakier z tym. Spotykamy się, żeby ze sobą pobyć, co się nam rzadko zdarza, bo mieszkamy w różnych miastach.

Zawsze z panią tak było? Nie miała pani tych religijnych emocji przed świętami? Tego zawieszenia wzroku na żłóbku?

Zdarza mi się uronić łzę, kiedy się pierwsza gwiazdka pojawia. Ale to jest taka łza wynikająca bardziej ze wzruszenia przyrodą, tego, że kolejny rok mija. To nie miało nic wspólnego z takim duchowym przeżyciem związanym z religią.

Ale oczywiście nie było tak zawsze. Kiedy byłam bardzo małą dziewczynką, byłam bardzo religijną osobą. Taką religijnością trochę pogańską, polegającą na uwielbieniu takich powtarzanych czynności, jak np. chodzenie do pustego pięknego, mrocznego kościoła w Krakowie. Miałam taki swój ukochany krucyfiks, przed którym uwielbiałam klęczeć aż do bólu kolan i powtarzać litanię do Krwi Jezusa.

Teraz po latach, wiem, że nie miało to wiele wspólnego z taką prawdziwą wiarą. Uwodziła mnie taka samotność i też bezpieczeństwo, które płynęło z tej powtarzalności.

Kiedy to się skończyło?

Jak się zaczęłam zakochiwać w płci przeciwnej.

Inaczej zaczęła pani przeżywać święta?

Ta różnica była bardzo wyraźna. Święta były upiornym momentem przerwy w widywaniu kogoś, kogo się kocha. To była podstawowa różnica. To znowu niestety, muszę pana zmartwić, nie za wiele ma wspólnego z religią.

Czułem, że to co pani śpiewa jest jakimś wyzwoleniem dla polskich ateistów. Spodziewałem się, że druga strona będzie reagowała agresywnie. Ale jednak nie.

Właśnie nie. I to jest fantastyczne i zaskakujące. W sumie, ze strony Kościoła spotkały mnie wyrazy uznania. "Tygodnik Powszechny" wysłał do mnie księdza na rozmowę. Mogłam się spodziewać bardzo różnych rzeczy, ale to było bardzo ciekawe i budujące doświadczenie.

To był ksiądz, który wierzy?

Mocno. I bardzo chciał, żebym ja uwierzyła. To była intensywna rozmowa. Przekazano mi przez księdza, że "Tygodnik Powszechny" jest zachwycony tą płytą, że to jest jakiś pomost między ateistami a Kościołem.

Nie brakuje pani wspólnoty, religijnej, kościelnej, jako źródła bezpieczeństwa, tożsamości, spokoju?

Panie Jacku, słowo wspólnota jest najbardziej znienawidzonym przeze mnie wyrazem. Ja mam awersję do wszelkich zbiorczych istnień. To jest dla mnie głęboko podejrzane.

Wspólnoty mi nie brakuje, a tym bardziej religijnej. Bo tak naprawdę człowiek jest sam i ta konstatacja jest fantastyczna.

Raczej przerażająca. Przyszła pani z chłopakiem, nie sama.

Na pewno ta wspólnota to nie jest rodzaj jedności, która mnie interesuje. To mnie przeraża. Dla mnie bycie we dwoje jest już wystarczającą jednością.

Czyli ateiści nie mogą liczyć, że stworzy pani kościół, wspólnoty ateistycznej?

Żadna grupa nie może na to liczyć. I żadnej partii nie założę, chociaż odbiór tej płyty jest niezwykle silny. Słyszę często, że mam odpowiedzialność za jakąś grupę ludzi, że stałam się jakimś autorytetem, jakąś tubą pokolenia...

Bo tak się trochę stało.

Trudno. Ja z tym nie zamierzam nic dalej robić. Gdybym to zrobiłam, przestałabym być wiarygodną osobą jako artystka.

Żadnej partii nie założę. Żadnego ruchów nie poprowadzę.

Wracamy do świąt...Te emocje świąteczne dla ateisty. One się jakoś uzasadniają? To nie musi być 24 grudnia, to może być 13 lipca albo 17 października. Jednak nas to wszystkich...

...pęta. Ale tak naprawdę nikt nam tego nie każe robić. Jak mnie to zmęczy, to pewnie w ogóle nie będę się tym zajmować. Wiąże się z tym spokój, to jest przyjemny czas, jeśli się go ułoży po swojemu.

Czego wyzwolony ateista życzy na święta Bożego Narodzenia?

Spokoju. Chyba spokoju. To jest taka wartość, która akurat dla mnie ma bardzo duże znaczenie. Spokoju panie Jacku, spokoju Państwu.

DOSTĘP PREMIUM