Płatek o wyroku Macieja Z: To surowa kara, ale potrzebna. Szczególnie jemu

- Generalnie jestem zawsze przeciwko karze pozbawienia wolności, bo ona przeważnie jest bez sensu. W tym przypadku moja reakcja była taka: to dobry wyrok. Jemu jest potrzebna świadomość, że otrzymał karę i po odbyciu tej kary on może normalnie żyć - komentowała w TOK FM karnistka, prof. Monika Płatek. Dziennikarz Maciej Z. został dziś skazany na trzy lata więzienia.

Trzy lata więzienia bez zawieszenia i zakaz prowadzenia pojazdów przez osiem lat to kara wymierzona przez stołeczny sąd dziennikarzowi motoryzacyjnemu Maciejowi Z., uznanemu za winnego spowodowania wypadku ferrari w Warszawie w 2008 r. W wypadku tym zginął dziennikarz "Super Expressu" Jarosław Zabiega.Czytaj więcej >>

Prof. Monika Płatek zwracała w TOK FM uwagę, że według przepisów wyrok mógłby wynosić nawet osiem lat. Dla prawniczki jest więc to wyrok przeciętny. - Ale to kara jest surowa - przyznała.

- Generalnie jestem zawsze przeciwko karze pozbawienia wolności, bo ona przeważnie jest bez sensu. W tym przypadku moja reakcja była taka: to dobry wyrok, bo to jest coś, co jest jemu potrzebne. Jemu jest potrzebna świadomość, że otrzymał karę, i po odbyciu tej kary on może normalnie żyć - mówiła karnistka w programie "Post factum".

Prof. Monika Płatek podkreślała, że sprawa nie powinna się zamknąć na haśle "trzy lata więzienia". - Zgodnie z europejskimi regułami od pierwszego dnia powinien być plan, co on będzie robił przez ten czas? Jak będzie pracował nad sobą i dla innych, żeby przeciwdziałać pojawianiu się takich przestępstw? - pytała.

Prewencja? Nie w tej sprawie

Proces Z. jest bardzo głośny. Może powinien posłużyć jako przykład? - Może powinna być surowa kara, żebyśmy przestali zabijać się na drogach? - pytała prowadząca program Agnieszka Lichnerowicz.

- Nie w tej sprawie. Ta sprawa zupełnie do typowych nie należy. Rzadko kto się rozbija ferrari w tym kraju - zwracała uwagę karnistka.

- Ale wiele osób zupełnie nie przestrzega znaków, szarżuje... - upierała się Lichnerowicz. - Rzeczywiście, jesteśmy odpowiedzialni za to, że jeździmy za szybko. Większość wypadków jest w ciągu dnia, ofiarami są zwykle piesi i pasażerowie, najwięcej wypadków jest latem. Większość wypadków jest na prostej drodze. Musimy o tym pamiętać - przyznała prof. Płatek.

Jej zdaniem receptą na problem będzie zwyczajne traktowanie się "na poważnie" przez obie strony - kierowców i drogowców. - Znaki drogowe mają nas przestrzegać i informować. A my jesteśmy przyzwyczajeni, że znaki są stawiane lekceważąco. To musi być współpraca. Musimy mieć przekonanie, że te znaki są dla nas, a nie przeciwko nam - zaznaczyła karnistka.

DOSTĘP PREMIUM