Skworz o mediach: Lisowi brakuje 50 cm, żeby chwycić za gardło ministra? Nie lubię

- Czy znacie drugi zawód, który stale spiera się o swoje standardy, analizuje własne wpadki i jeszcze się z nimi obnosi? Permanentnie krytykują sami siebie i to właśnie stanowi o sile tego zawodu, która pozwala się dziennikarstwu odradzać - pisze dla TOK FM Andrzej Skworz, redaktor naczelny "Press". I krytykuje: Lisa, Olejnik, Wojciechowską, Skowrońskiego...

Krytykowanie mediów to zajęcie łatwe i przyjemne. Wiem to dobrze, bo od 17 lat z tego żyję. Dlatego nie zaskakuje mnie, gdy Mariusz Max Kolonko (kiedyś w TVP) i Grzegorz Miecugow (kiedyś w "Big Brother"), którzy niegdyś sami do obniżenia poziomu polskiego dziennikarstwa przyłożyli rękę, dziś szukają winnych tego upadku - a to w samych mediach, a to w ich odbiorcach.

Są sytuacje, których pojąć nie mogę...

Lecz są sytuacje, których nawet ja nie mogę pojąć.

Patrzę, jak Tomasz Lis zsuwa się już prawie z fotela, do chwycenia za gardło ministra transportu brakuje mu tylko 50 centymetrów. Nie daje gościowi dojść do głosu, pokrzykuje, bo ten nie mówi o fotoradarach tego, co dziennikarz chciałby usłyszeć. Usłyszeć? Lis nie po to zapraszał ministra, by go słuchać, tylko by wykładać, co on sam o fotoradarach sądzi. Nie lubię.

Nowa kampania reklamowa z udziałem Martyny Wojciechowskiej. Kolejny dziennikarz zamienia w reklamie wiarygodność na brzęczącą walutę. Nie lubię.

Krzysztof Skowroński jako prezes SDP prowadzi konferencję partii politycznej, bo - jak wyjaśnia - jest gospodarzem budynku, w którym polityczna popisówka się odbywa. Nie lubię.

Pierwsza strona pisma dla kobiet, a na niej Monika Olejnik, w środku zaś fotograficzna sesja modowa z jej udziałem. I nie wiem, czy jest celebrytką, czy dziennikarką, bo tematyka rozmowy odległa od jej zawodu, jak ziemia od słońca. Nie lubię.

Złote czasy dziennikarstwa to mit

Jak podaje CBOS (grudzień 2012 r.), społeczne zaufanie do dziennikarzy wciąż spada. Z trudem pracowaliśmy na swój zły wizerunek. A ponieważ w dodatku przyszedł kryzys finansowy, nie ma tygodnia, bym nie rozmawiał z kimś, kto dziennikarstwo porzuca bądź kogo ono samo wypluło. Idą do PR lub reklamy, zostają tłumaczami, kierowcami, jeden pilotem liniowym, inny trenerem pilates. I wszyscy deklarują, że takiego dziennikarstwa jak teraz to oni już nie mogliby uprawiać. Że dawniej było lepiej.

Kiedy? - pytam. W komunizmie, pod butem cenzury? Czy może we wczesnych latach 90., gdy popełnialiśmy wszystkie możliwe zawodowe błędy? A może przed aferą Rywina, gdy byliśmy szatańsko jednomyślni lub zaraz po niej, gdy tak się podzieliliśmy, że dziś nawet na jednym Balu Dziennikarza wspólnie napić się już nie sposób?

Złote czasy dziennikarstwa to mit. Legendarny Ed "Good Night, and Good Luck" Murrow wcale się nie cieszył, przechodząc w latach 50. minionego wieku z radia do telewizji - bo jego zdaniem najlepsze w mediach już było. Autorzy jego biografii twierdzą z kolei, że gwoździem do trumny dobrego dziennikarstwa stała się w USA telewizja CNN. Ta sama, która dla ludzi mojego pokolenia była przykładem znakomitego dziennikarstwa.

Zresztą dlaczego nie sięgnąć do Rzymian z początku wieków. Podobno jedną z sentencji łacińskich przetłumaczyć można jako: "Dziennikarze nieprzekupni kosztują, lecz kosztują więcej" .

Dziennikarze permanentnie krytykują sami siebie. I to jest siła

Dziennikarze permanentnie krytykują sami siebie, zawsze są z siebie niezadowoleni. I to właśnie stanowi o sile tego zawodu, która pozwala się dziennikarstwu odradzać.

Czy znacie drugi zawód, który stale spiera się o swoje standardy, analizuje własne wpadki i jeszcze się z nimi obnosi? Czy lekarze, prawnicy, prokuratorzy, aktorzy albo naukowcy co dzień publicznie oceniają kolegów? W wielu profesjach poziom jest beznadziejny, lecz znakomita większość profesji o tym milczy. Dziennikarze wywlekają swoje brudy na światło dzienne, stąd publiczne przekonanie, że z ich kondycją jest najgorzej.

Zresztą, nawet jeśli marzenie reżysera Brauna spełniłoby się w dwójnasób i wybito by nie tylko dziennikarzy TVN i "Gazety Wyborczej", ale wszystkich pozostałych, to zaraz ktoś i tak zajmie ich miejsce. Zacznie weryfikować, czy ci, którzy publicznie głoszą cnotę, naprawdę ją pielęgnują.

Dlatego końca dziennikarstwa nie będzie. Najwyżej zmienią się nośniki.

W zawodzie jest wielu dobrych. Nawet jeśli nie ma ich w TV

Nie umiem wskazać idealnej redakcji, ale wiem, że media przyszłości będą robić tacy ludzie jak ci, których autorzy "Rankingu" w "Press" wskazują co miesiąc jako najlepszych.

Pasjonaci, wciąż ciekawi świata - jak Jacek Balkan i Sławek Paruszewski z Tok FM czy Adam Wajrak z "Gazety Wyborczej".

Bezkompromisowi, walczący ze złem wokół siebie - jak Jerzy Jurecki z "Tygodnika Podhalańskiego" czy Janusz Ansion z "Kuriera Słupeckiego". Erudyci, wciąż pogłębiający wiedzę - jak Wawrzyniec Smoczyński z "Polityki" czy Ewa Siedlecka z "Gazety Wyborczej".

Prawdziwi śledczy - jak Tomasz Patora z TVN czy Michał Majewski i Paweł Reszka z "Wprost".

Znawcy świata - jak Grzegorz Dobiecki z Polsatu News czy Maciej Wierzyński z TVN 24.

Prawdziwi słuchacze - jak Grzegorz Chlasta z Tok FM czy Dariusz Bugalski z Trójki.

Kpiarze z dystansem do siebie i ludzi - jak Robert Mazurek z "W Sieci" czy Marek Raczkowski z "Przekroju".

Mógłbym tak jeszcze wymieniać, bo dobrych w naszym zawodzie są setki. Nawet jeśli nie widzicie ich w telewizji.

Z mediów trzeba umieć skorzystać

Bo nie jest prawdą, że media ogłupiają. Ale trzeba umieć z nich korzystać. Jeśli Twoim głównym medium są plotki i pudelki, nie licz, że poznasz tam nazwisko premiera Izraela.

Media są dla wybranych. Dokładniej: dla tych, którzy je wybierają. A każdy wybór przynosi skutki. To, na co patrzysz, czego słuchasz, co czytasz, buduje Ciebie, Twój intelekt i serce. Nie można zażerać się fast foodami i liczyć na dobre zdrowie. Dietę medialną też trzeba sobie skomponować.

Andrzej Skworz jest założycielem i redaktorem naczelnym branżowego miesięcznika "Press".

Tytuł, lid i śródtytuły pochodzą od redakcji

DOSTĘP PREMIUM