Borusewicz też przyznał sobie premię. 50 tysięcy. "Moi wicemarszałkowie zarabiają nieraz mniej od dyrektorów"

Prezydium Senatu również przyznało sobie premie. Marszałek Bogdan Borusewicz dostał 50 tys. zł, z czego "znaczną część" przekazał na odbudowę domu zniszczonego trąbą powietrzną. Uważa, że awantura o wysokość premii jest rozdmuchana. Jego zdaniem trwa "nagonka na panią marszałek Kopacz jakby zamordowała swoje dzieci".

Pazerne baby i chłopy z Wiejskiej [BLOG JAKUBA ŚPIEWAKA]

Nie milknie burza po wysokich premiach dla Prezydium Sejmu. Są też pierwsze decyzje personalne - stanowisko straci najpewniej wicemarszałkini z Ruchu Palikota, Wanda Nowicka.

Tymczasem nagrody dla Prezydium Senatu, a więc także samemu sobie, przyznał marszałek Senatu Bogdan Borusewicz. Wicemarszałkowie otrzymali 200 proc. wysokości swojego miesięcznego wynagrodzenia, a on sam - 350 proc. Marszałek podkreślił, że Senat zwrócił do budżetu państwa jedną trzecią funduszu na nagrody (czyli prawie 200 tys. zł). Jeden z tabloidów napisał, że premia Borusewicza wyniosła 50 tys. złotych. - Jestem ciekaw, jak marszałek wyliczył swoje zasługi - mówił w Poranku Radia TOK FM Jacek Żakowski.

Prawda i pół prawdy

- Czy to prawda o tej premii, którą pan sobie przyznał? - pytał Jacek Żakowski. TOK FM skontaktowało się z marszałkiem, który na antenie tłumaczył się w wysokiej nagrody. - Tak, to prawda. Ale można powiedzieć też, że to jest półprawdy. Drugie pół jest takie, że z tych pieniędzy odbudowano dom zniszczony przez trąbę powietrzną na Pomorzu. Nie mówiłem o tym, bo nie widziałem potrzeby - mówił w TOK FM Bogdan Borusewicz. - Dziękuję i pozdrawiam serdecznie - próbował zakończyć rozmowę.

- Całość sumy, panie marszałku? - dopytał Tomasz Lis. - Można powiedzieć, że znaczącą część - odpowiedział Borusewicz. - 51 czy 99 proc? - drążył Lis. - Znaczącą część. Z tego można było odbudować dom - nie precyzował marszałek Senatu.

Nagonka na Kopacz

- W każdym zakładzie pracy jest kilka procent płacy na nagrody i premie. Poziom płac parlamentarzystów, kiedy był wprowadzany kilkanaście lat temu, wynosił sześć średnich [krajowych - red.]. W tej chwili spadł do trzech średnich. Moi wicemarszałkowie zarabiają nieraz mniej od dyrektorów. To jest po prostu kwestia postawiona na głowie. Jak widzę tę nagonkę na panią marszałek Kopacz, to wygląda tak jakby zamordowała swoje dzieci. Jakieś proporcje są potrzebne - komentował Borusewicz.

- Czy pan będzie chciał zmienić ten system? - pytał Żakowski. - Uważam, że ten system jest chory. Staram się go zmienić w tym zakresie, w którym mogę. To jest kwestia najbliższej przyszłości. Kłaniam się, do widzenia - zamknął dyskusję marszałek Senatu. - Kamień z serca - rzucił Żakowski.

Od "mam prawo oceniać pracowników" do utraty stanowiska

O tym, że marszałek Sejmu i wicemarszałkowie Sejmu otrzymali premie za 2012 rok, napisał jeden z tabloidów. Według tego źródła nagrody łącznie wyniosły blisko 250 tys. zł; marszałek Ewa Kopacz (PO) otrzymała 45 tys. zł, wicemarszałkowie: Cezary Grabarczyk (PO), Marek Kuchciński (PiS), Wanda Nowicka (RP), Eugeniusz Grzeszczak (PSL) i Jerzy Wenderlich (SLD) - po 40 tys. zł.

Początkowo Ewa Kopacz broniła decyzji mówiąc: - Mam prawo, a wręcz obowiązek oceniać pracę swoich pracowników , doceniać tych, którzy pracują dobrze i karać tych, którzy pracują gorzej.

Pod naciskiem mediów, członkowie prezydium zaczęli deklarować, że oddadzą premie na cele społeczne . Ewa Kopacz poinformowała, że swoją nagrodę przekaże m.in. do hospicjum w Pucku. Wicemarszałek Cezary Grabarczyk początkowo nie chciał rozmawiać z dziennikarzami, później zadeklarował, że "jest sporo inicjatyw, które zasługują na wsparcie".

Podobną deklarację złożyła Wanda Nowicka, ale nie uchroniło jej to przed utratą stanowiska. Ruch Palikota cofnął dla niej poparcie jako wicemarszałka Sejmu i zapowiedział jej odwołanie<. Jako jej prawdopodobną następczynię wskazuje się Annę Grodzką .

Z kolei wicemarszałek Sejmu z ramienia SLD Jerzy Wenderlich powiedział, że odda część swojej premii... jeśli to samo zrobi wypytujący go dziennikarz .

Przewodniczący klubu PO Rafał Grupiński sprawę premii skomentował jako "brak refleksji ". - Ludzie, którzy sprawują najwyższe funkcje w państwie powinni być bardzo dobrze wynagradzani, ale powinni też mieć tę odrobię autorefleksji: w których okolicznościach po prostu nie wypada przyznawać sobie wysokich nagród - mówił w "Poranku Radia TOK FM"

Szef "Solidarności" Piotr Duda, powiedział dziennikarzom: "Słowo skandal to dla mnie za mało powiedziane".

Sprawdziliśmy, ile zarabiają politycy. Prezydent jak dyrektor w banku, premier jak dyrektor finansowy >>

DOSTĘP PREMIUM

DOSTĘP PREMIUM