Aptekarze pozwali NFZ za długotrwałą kontrolę. I niesłusznie naliczoną gigantyczną karę

Jedna z krakowskich aptek żąda zwrotu ok. 200 tys. zł od Narodowego Funduszu Zdrowia. Właścicielka apteki wniosła sprawę do sądu cywilnego. Farmaceutka uważa, że po uciążliwej kontroli fundusz bezpodstawnie zabrał jej 200 tys. zł z refundacji za leki, a na początku żądał wraz z odsetkami rekordowo dużej sumy - prawie pół miliona złotych.

Kontrola w aptece państwa Boguckich na przełomie 2010/2011 roku trwała bardzo długo - osiem miesięcy. - Wbrew wszelkim przepisom, bo powinna trwać 12 dni - przypomina Lucyna Bogucka. - To był napad. Potworny chaos, a nie kontrola - dodaje wzburzona.

Do kontroli wytypowano 64 tys. recept, czyli wszystkie recepty refundowane, które w tym czasie apteka zrealizowała. - W trakcie kontroli nie dochowano podstawowych standardów, np. odbierając recepty hurtem i kwitując "odebrałem 1000 recept". Nie wiadomo jakich, nie wiadomo których - tłumaczy mecenas Krystian Szulc, który reprezentuje Bogucką.

Mecenas opowiada, że następnie zarzucono jego klientce, że nie przedstawiła do kontroli 132 recept o wartości 220 tys. zł. Działo się tak, mimo że te recepty były w aptece, a klientka mecenasa Szulca oferowała je do kontroli. Małopolski NFZ odmówił jednak przyjęcia tych recept i żądał dalej 220 tys. zł. - W sumie kwota do zapłaty wynosiła ponad 380 tys. zł plus odsetki, czyli prawie pół miliona złotych - wylicza, łapiąc się za głowę, mecenas Szulc.

Recepta nieczytelna, NFZ niezadowolony

Dopiero po interwencji Jacka Paszkiewicza, ówczesnego prezesa NFZ, do którego zwrócił się mecenas, przyjęto do kontroli 132 recepty. Okazało się, że przedstawione recepty były prawidłowe i właściwie zrealizowane, a w tym punkcie kontrolnym NFZ chce już do zwrotu nie 220 tys., tylko... 13 tys. - Taka nieistotna różnica - ironizuje mecenas.

Jednak NFZ wciąż upierał się, że 173 tys. z odsetkami apteka musi zwrócić, mimo że zarzuty stawiane receptom były, według aptekarki i mecenasa, kuriozalne. - Recepta była nieczytelna albo fałszywa. Przecież jeżeli recepta jest wizualnie dobra i wchodzi do czytnika, to farmaceuta nie jest w stanie stwierdzić, czy jest fałszywa czy nie. Nie ma narzędzi do tego - tłumaczy Bogucka.

W końcu aptece zabrano kwotę ok. 200 tys. zł z bieżącej refundacji. - Bez konsultacji ze mną NFZ sukcesywnie, co dwa tygodnie zabierał mi refundację - żali się Bogucka. - W normalnym trybie jest to likwidacja apteki. Tylko dzięki zasobom finansowym moich klientów apteka jeszcze istnieje i pracuje - wyjaśnia mecenas Szulc.

"Nie wierzę w organy państwowe"

Lucyna Bogucka, która kontrolę przypłaciła zdrowiem, zdecydowała się wystąpić do sądu cywilnego o zwrot niesłusznie, jej zdaniem, pobranych kwot. - Nie wierzę żadnym organom państwowym. NFZ nauczył mnie, że nie można tego robić - wyjaśnia Bogucka. Pierwsze merytoryczne posiedzenie sądu w tej sprawie odbędzie się 26 marca.

Kto dopisuje leki do recept?

Małopolski oddział NFZ nie chce komentować wydarzeń sprzed trzech lat. - Sprawę apteki przekazaliśmy Prokuraturze Rejonowej Nowa Huta i tam są wszystkie dokumenty - tłumaczy Jolanta Pulchna, rzeczniczka prasowa oddziału. W prokuraturze postępowanie prowadzone jest w sprawie. Śledczy nie stawiają nikomu zarzutów, za to sprawdzają tysiące recept z apteki Boguckich. - Trzeba przesłuchać lekarzy, pacjentów, którzy przyszli z receptami do apteki, zajrzeć w ich historię choroby. Chodzi o fałszowanie recept, dopisywanie do nich leków. Sprawa dotyczy nieprawidłowości związanych z rozliczaniem recept - wyjaśnia prokurator Janusz Hnatko z krakowskiej prokuratury okręgowej.

Są to sprawy powszechne . - Dzwonią do mnie aptekarze, ale zazwyczaj są to mniejsze kwoty, nie przekraczają 50 tys. zł, rzadko ponad 100 tys. - mówi mecenas Szulc, który prowadzi obsługę prawną Śląskiej Izby Aptekarskiej. - Farmaceuci milczą, bo się boją - dodaje Bogucka.

Apteki mogą walczyć o swoje

- Z początkiem 2012 roku, po wejściu w życie ustawy o refundacji leków, sytuacja aptekarzy, u których NFZ przeprowadza kontrolę, uległa zmianie - uważa Eugeniusz Jarosik, rzecznik Naczelnej Izby Aptekarskiej. - Ustawa o refundacji leków dała aptekarzom możliwość odwołania się od decyzji pokontrolnych do dyrektora właściwego oddziału NFZ, a następnie do prezesa NFZ. Ponadto kwota, którą NFZ przelewa na konto apteki z bieżącej refundacji, nie jest automatycznie pomniejszana o wartość wynikającą z zakwestionowanych podczas kontroli recept. Taki mechanizm, obowiązujący przed 2012 rokiem, często prowadził do ruiny finansowej aptek - dodaje rzecznik NIA.

Naczelna Izba Aptekarska zabiegała również, żeby właścicieli aptek nie karać potrąceniem refundacji za błahe uchybienia formalne na receptach wystawianych na leki refundowane. - Udało się uregulować zakres czynności kontrolnych kontrolerów NFZ w aptekach. Kontrola może dotyczyć tylko sposobu realizacji i otaksowania recept, ilości wydawanych leków oraz przestrzegania terminów realizacji recept. W rozporządzeniu z 8 marca 2012 roku w sprawie recept lekarskich przyjęto też, że czytelność nie będzie już stanowić cechy recepty, która może być dowolnie podważana przez kontrolerów NFZ - przekonuje rzecznik NIA.

Jednak mecenasowi Szulcowi takie rozwiązanie wciąż się nie podoba. Zdaniem prawnika, jeśli NFZ chce odzyskać pieniądze za źle zrealizowane recepty z winy aptekarza, powinien występować do sądu. - W państwie prawa taka ustawa ostać się nie może. To jest końcowy punkt mojej skargi konstytucyjnej złożonej w imieniu mojej żony (właścicielki apteki) do Trybunału Konstytucyjnego. Szkoda, że Naczelna Izba Aptekarska nie złożyła takiej skargi - dodaje.

DOSTĘP PREMIUM