Mieszkańcy z Marglowej chcą odkupić mieszkania od norbertanek. "Siostry się do nas do tej pory nie odezwały"

Siostry norbertanki z Krakowa ciągle szukają inwestora, który zechce odkupić od nich całe osiedle razem z mieszkańcami. Jak nieoficjalnie ustaliło TOK FM, zainteresowane są dwie duże firmy z Warszawy. Deweloper i biuro architektów. Ale o swoje walczą też mieszkańcy. To prawie 90 osób. Razem złożyli się na prawnika i szukają sposobu na odkupienie mieszkań, w których żyją od wielu lat.

Ogłoszenie o sprzedaży nieruchomości przy ul. Marglowej w Nowej Hucie zniknęło ze stron jednej z krakowskich agencji po nagłośnieniu sprawy przez TOK FM . Ale dopiero kilka dni temu norbertanki zerwały umowę na pośrednictwo sprzedaży. Od razu w portalach ogłoszeniowych pojawiło się prywatne ogłoszenie z bezpośrednim numerem kontaktowym do pełnomocnika sióstr.

Pełnomocnik jest podejrzliwy

Dzwonimy i przedstawiamy się jako inwestor. - Sprzedaż jest zawieszona na miesiąc - słyszymy w słuchawce. - Siostry chcą przedstawić ofertę mieszkańcom, ale są niewielkie szanse, że ci ludzie wykupią domy. Za miesiąc ogłoszenie będzie wznowione - mówi pełnomocnik sióstr. Kiedy dopytujemy o szczegóły, robi się podejrzliwy i odkłada słuchawkę. Na oficjalną rozmowę się nie zgadza, bo, jak mówi, nie ma upoważnienia.

Oferta? Nie wiemy

- Nic o żadnej ofercie dla nas nie wiemy - dziwi się pan Zbigniew. - Pierwsze słyszę, siostry się do nas do tej pory nie odezwały - podkreśla. Mieszkańcy liczą, że swoje domy będą mogli wykupić z bonifikatą. - Tu na rynkowe ceny nikogo nie stać, a mieszkamy tu od lat. Tu są sami biedni ludzie, ledwo wiążą koniec z końcem i siostry dobrze o tym wiedzą - dodaje.

Ulica Marglowa w Nowej Hucie to 19 domów, mieszka tam blisko 90 osób - byłych pracowników kombinatu. Na początku lat 90. decyzją Komisji Majątkowej teren od huty przejęły siostry norbertanki. O tym, że zakonnice planują działkę sprzedać, lokatorzy nie mieli pojęcia. - Te domy miały sprzedać nam - mówi Helena Synowska, która na Marglowej mieszka od urodzenia, czyli 73 lata. - To nasze mieszkania, całe życie ciężko na nie pracowaliśmy, zdarzało się, że i po 14 godzin w deszczu, na mrozie, a teraz, jak zapłacę siostrom czynsz, to ledwo starcza mi na chleb, ziemniaki i węgiel, a grzać trzeba - żali się. Mimo że pani Helena grzeje, w mieszkaniu jest zimno i aż prosi się o remont. - Do remontów to siostry skore nigdy nie były, wszystko robiliśmy na własną rękę - twierdzi pan Zbigniew, jeden z mieszkańców. - Sam flizowałem łazienkę, wymieniałem okna, bo i grzyb, i pleśń już tu były, ale nie wszystkich na to stać - opowiada.

Co z nami będzie?

Zanim siostry przejęły osiedle wraz z ziemią, bliźniaki na Marglowej były służbowymi mieszkaniami pracowników huty. - Dostawaliśmy mniejsze wypłaty, żadnych premii czy dodatków, wszystko za to, że tu mieszkamy - tłumaczy pan Zbigniew. - Teraz nie wiemy, co z nami będzie.

Dlatego ludzie postanowili walczyć o swoje. Od kilku tygodni mają prawnika. - To sprawa bardzo skomplikowana, materiał jest bardzo obszerny, ale dla mnie to precedens w skali kraju, bo nie słyszałem wcześniej o tym, żeby w podobnej sprawie mieszkańcy tak szybko się zorganizowali i byli tak zdesperowani - mówi TOK FM adwokat Konrad Serafiński, pełnomocnik lokatorów.

Co na to Watykan?

A zdesperowani są, pomocy szukają wszędzie. Obiecał ją także prezydent Krakowa Jacek Majchrowski , ale być może okaże się niepotrzebna, bo nie wiadomo, czy siostry na sprzedaż osiedla mają zgodę Watykanu.

Kilka tygodni temu w TOK FM mówił o tym dr Paweł Borecki z Uniwersytetu Warszawskiego, ekspert prawa wyznaniowego. - Norbertanki wyceniły nieroztropnie nieruchomość na 4,5 mln zł. To wyraźnie więcej niż równowartość miliona euro. A zgodnie z kanonem 1292. Prawa kanonicznego oraz dekretem Konferencji Episkopatu Polski w przypadku alienacji przez instytucję kościelną [m.in. sprzedaży, dzierżawy, najmu - red.] nieruchomości o równowartości przynajmniej miliona euro potrzebna jest zgoda wyższych władz zakonnych i zgoda Stolicy Apostolskiej - tłumaczył.

Siostry milczą

Same siostry mimo wielokrotnych prób kontaktu rozmawiać na ten temat nie chcą. - Matka przełożona nie udziela wywiadów - słyszymy w klasztorze. Ale mieszkańcy się nie poddają. - Tylko gdzie jeszcze możemy szukać pomocy? - zamyśla się Helena Synowska. - Chyba u Pana Boga - uśmiecha się.

DOSTĘP PREMIUM