Astrofizyk: Coraz częściej będziemy słyszeć o deszczach meteorów. Ale nie ma się czego bać

Prawdopodobieństwo spadnięcia meteoru na człowieka czy nawet budynek jest tak małe, że aż śmieszne. Najbardziej niebezpieczna jest właśnie fala uderzeniowa - tłumaczy TOK FM prof. Włodzimierz Bednarek, astrofizyk z Uniwersytetu Łódzkiego,

Deszcz meteorytów, któremu towarzyszyły głośne eksplozje, spadł nad obwodem czelabińskim na Uralu . Rannych jest ponad 900 osób. Z kolei wieczorem w niewielkiej odległości obok Ziemi przeleci planetoida .

Konrad Borusiewicz: Czy mamy się czego bać?

Prof. Włodzimierz Bednarek, astrofizyk z Uniwersytetu Łódzkiego: Mamy do czynienia ze zjawiskiem, które zachodzi relatywnie rzadko, ale coraz częściej możemy słyszeć o takich przypadkach z prostego powodu - gęstość zaludnienia na powierzchni Ziemi jest coraz większa. Ostatnie tego typu wydarzenie miało miejsce sto lat temu, wtedy na ziemię spadł tzw. meteoryt tunguski, który miał bardzo podobne rozmiary do planetoidy, która właśnie zbliża się do nas.

Jaki związek z tą planetoidą mają zniszczenia na Uralu?

- Tego typu ciała niebieskie są często otoczone rojem obiektów o znacznie mniejszej masie. Prawdopodobnie jeden z towarzyszy tego dużego meteorytu, który zbliża się do ziemi, spadł właśnie na Ural.

Zniszczenia w okolicach Czelabińska były spowodowane falą uderzeniową.

- Obiekt, który wszedł do atmosfery miał niewielką masę, jednak wpadł do nas z prędkością o wiele większą od prędkości dźwięku. Przekroczenie tej prędkości wywołało falę uderzeniową, która spowodowała zniszczenia. Prawdopodobieństwo spadnięcia meteorytu na człowieka czy nawet budynek jest tak małe, że aż śmieszne. Najbardziej niebezpieczna jest właśnie fala uderzeniowa.

Co wiemy o planetoidzie, która będzie przelatywać obok nas wieczorem?

- To jest typowy obiekt, których tysiące obserwujemy w tzw. pasie planetoid. Czasami niektóre z nich zmieniają parametry swoich orbit i zbliżają się w kierunku naszej planety. Ten konkretny porusza się po orbicie bardzo zbliżonej do naszej, dlatego jego prędkość jest relatywnie niska. O wiele niższa niż na przykład komet, które poruszają się z prędkością o rząd wielkości większą i dopiero zderzenie z takim obiektem, mimo podobnej masy, może być bardzo poważnym problemem.

Możemy mieć pewność, że nic nam nie grozi?

- Nie ma bezpośredniego zagrożenia, ponieważ ten obiekt przeleci obok nas w odległości ok. 34 tysięcy kilometrów, to jest około sześć promieni Ziemi. Jest pewne niebezpieczeństwo od odłamków, które otaczają ten obiekt. My, na terenie Polski także jesteśmy narażeni, ponieważ znajdujemy się na tej półkuli, od której planetoida nalatuje. Jesteśmy narażeni na malutkie fragmenty tego obiektu i scenariusz z okolic Czelabińska może powtórzyć się i u nas. To zagrożenie może trwać jeszcze przez kilka dni, jednak proszę się nie obawiać, to prawdopodobieństwo jest bardzo małe i nie ma w tej chwili dla nas realnego zagrożenia.

Ekspert zaskoczony: To najlepiej udokumentowany deszcz meteorów w historii

DOSTĘP PREMIUM