Kątna: Żłobki są towarem deficytowym. To rozzuchwala, a przecież przyzwoitość jest zakichanym obowiązkiem

- Żłobki i przedszkola to wciąż towary deficytowe. To rozzuchwala i nie zmusza do należytej staranności o podopiecznych; do bycia usługowym wobec małego klienta i jego rodziców - opisuje w rozmowie z TOK FM psycholog Mirosława Kątna. Przez Polskę przetoczyła się fala oburzenia po ujawnieniu praktyk w żłobku w Żarach. To nie pierwszy taki przypadek.

Opiekunki ze żłobka w Żarach w woj. lubuskim straszyły dzieci psem, wpychały na siłę naleśniki do buzi, groziły, że zbiją. Na maluchy wołały "mendy". Szokujące nagranie ujawnili rodzice, którzy zaszyli mikrofon w ubraniu córki .

- Wyzwiska, straszenie, szykanowanie dzieci, traktowanie ich bez należytej godności wytwarzanie poczucia strachu jest przemocą, w dodatku instytucjonalną - mówi w rozmowie z TOK FM Mirosława Kątna, psycholog, przewodnicząca Komitetu Ochrony Praw Dziecka. - Ze wszystkimi typowymi dla ofiar przemocy fatalnymi skutkami. Słyszymy, że u jednego dziecka wróciło nocne moczenie, inne źle śpi, ma kłopot z jedzeniem, z relacjami rówieśniczymi. To potężny dramat - wylicza.

"Przyzwoitość to zakichany obowiązek"

Dlaczego do pracy z najmłodszymi dopuszczone są osoby, które zachowują się w tak agresywny sposób? Jak mówi nam Kątna, prawdopodobnie w Żarach to nie były opiekunki, a personel pomocniczy, np. pracownice kuchni. - W takich placówkach jest praktyka, że kiedy przychodzi pora karmienia, pomaga kto żyw; w tym panie, które na co dzień sprzątają i gotują - tłumaczy.

- Taka pani może nie umieć przeprowadzić z dziećmi zabaw edukacyjnych, ale odnosić się do dzieci przyzwoicie, to jest jej zakichany obowiązek. A jeżeli ktokolwiek z dorosłych widzi agresywne zachowanie i nie reaguje to znaczy, że jest współodpowiedzialny - mówi zdecydowanie psycholog.

Nie podoba się? To proszę zabierać dziecko

Sprawa żłobka w Żarach odbiła się szerokim echem, ale to nie pierwszy taki przypadek. Podobnie było z sytuacją z Wrocławia, gdzie opiekunki związywały dzieci pieluchami i becikami .

Kątna uważa, że jedną z przyczyn takich sytuacji jest wciąż zbyt mała liczba żłobków i przedszkoli. - To wciąż towary deficytowe, ich praca nie do końca jest uzależniona od jakości - uważa.

- To jest takie myślenie: nie podoba się? to proszę zabierać dziecko, bo na jego miejsce czeka trójka innych. To rozzuchwala i nie zmusza do należytej staranności o podopiecznych; do bycia usługowym wobec małego klienta i jego rodziców - opisuje psycholog.

Dobrze, że się oburzamy. Ale to jeszcze za mało

Może paradoksalnie nie jest tak źle? Powszechne oburzenie praktykami w żłobku w Żarach, a wcześniej we Wrocławiu, pokazuje wzrost świadomości społecznej w sprawie przemocy wobec dzieci. - Świadomość urosła. Dobrze, że reagujemy i dobrze, że się oburzamy - przyznaje Kątna. - Ale wiele pozostawia do życzenia - zaznacza od razu.

Jej zdaniem świat dorosłych nadal w zły sposób traktuje dzieci. - Dziecko jest traktowane z dużym ładunkiem przedmiotowości. Rodzice uważają: jestem właścicielem i dysponentem dziecka. Ja wiem najlepiej, czy bić czy nie bić, czy je straszyć. Wszyscy demagodzy mówią - wara od rodziny, rodzina wie najlepiej. Ale nie zawsze i nie do końca. Np. nie wie, że słowa czasem ranią bardziej albo równie mocno jak uderzenie. Trzeba ingerować w taką rodzinę; trzeba ingerować w placówkę, gdzie się takie rzeczy dzieją. To dziecko jest małym człowiekiem. Jako dorosłe, dochodziłoby swoich praw. Ale teraz jest bezradne i bezbronne - podkreśla psycholog.

Zobacz wideo

DOSTĘP PREMIUM