Słowenia następnym Cyprem? "Sytuacja jest kiepska. Jeśli się posypie, fala uderzy w inne kraje bałkańskie"

- To kraj, który na Bałkanach w wymiarze ekonomicznym jest istotny, choć mały. Inwestuje w sąsiednich krajach. Jeśli się posypie, fala uderzyłaby w inne kraje bałkańskie - mówił w TOK FM Adam Balcer z fundacji Demos Europa. Komentował spekulacje nt. tego, czy Słowenia będzie "następnym Cyprem": - Jej sytuacja jest kiepska, ale nieporównywalna z Cyprem.

Akcje słoweńskiego banku Nova KBM straciły w ciągu dwóch tygodni 50 proc. We wtorek agencja Moody's po raz kolejny obniżyła rating banku. Tym razem do poziomu śmieciowego. Wywołało to kolejną falę wyprzedaży. Prasa spekuluje, czy Słowenii grozi los Cypru i czy będzie ona kolejnym krajem Europy Południowej skazanym na pomoc UE i MFW.

W ubiegłym roku gospodarka Słowenii skurczyła się o 2,3 proc., a według prognozy Komisji Europejskiej w tym roku PKB tego kraju spadnie o kolejne 2 proc. KE zakłada, że lekkie ożywienie gospodarcze może nastąpić dopiero w przyszłym roku, o ile rządowi uda się doprowadzić reformę systemu bankowego do końca. Nie jest to jedyny problem Słowenii, która musi w tym roku mocniej zacisnąć pasa, by zredukować deficyt budżetowy do poziomu 3 proc. PKB - w ubiegłym roku wyniósł on 4,2 proc. Wśród pomysłów na zdobycie dodatkowych funduszy jest m.in. podwyżka VAT i prywatyzacja państwowych przedsiębiorstw.

Jednak eksperci uspokajają, a wśród nich gość wtorkowego "Post Factum" Adam Balcer z fundacji Demos Europa. Przyznał, że choć sytuacja pierwszego bałkańskiego członka UE jest trudna, to nie można porównywać jej z kłopotami Cypru.

- Słoweńcy - jak Cypr mają recesję, która utrzyma się w przyszłym roku. PKP w zeszłym roku spadło o 2 proc, w tym - też o dwa. Może w 2014 nastąpi jakiś minimalny wzrost. Także sytuacja makroekonomiczna jest kiepska. Do tego dochodzą problemy z systemem bankowym, których jednak absolutnie nie można porównywać z cypryjskimi. Aktywa cypryjskie to 800 proc. PKB, w przypadku Słowenii to 130 proc. PKB, więc nie przesadzajmy. Ok. 20 proc. tych aktywów to tzw. złe kredyty, banki trzeba więc rekapitalizować. Niedawno wprowadzono specjalny nadzór nad bankami - mówił w TOK FM ekspert.

Balcer: Słowenia to nie raj podatkowy z pieniędzmi z dziwnych źródeł

Przestrzegał, by nie skazywać Słowenii na klęskę: - Sytuacja jest trudna, ale widać światełko w tunelu. Niedawno - po 19 miesiącach - Słowenia mogła sprzedać swoje 10-letnie obligacje. MFW napisał w ostatnim raporcie, że trend jest jednak w górę: są zmiany systemu bankowego. W Słowenii dużą rolę gra eksport - w przypadku Cypru bardzo małą. Dlatego na rachunkach Słowenii deficyt nie istnieje, nawet mają sufity, a Cypr miał w 2011 roku deficyt jak Grecja. Dług publiczny Słowenii jest nieco większy od polskiego, a Cypru - już chyba dochodzi do 90 proc. To są dwie inne sytuacje. Słowenia to nie jest raj podatkowy zalany pieniędzmi z dziwnych źródeł - przekonywał.

Jak zwrócił uwagę, większym wyzwaniem niż opanowanie sytuacji makroekonomicznej mogą być nastroje Słoweńców i sytuacja polityczna. - Od końca marca mamy do czynienia z dużymi demonstracjami wściekłych obywateli. W Lubljanie prawie trzy tygodnie temu demonstrowało chyba 20 tys. ludzi. To kraj, który ma dwa miliony mieszkańców. To tak jakby w Polsce wyszło na ulice 400 tys. ludzi - przyznał Balcer.

Dlaczego demonstrują? - Po pierwsze korupcja. Nie tylko władz samorządowych, ale i liderów największych partii. Wg ostatniego raportu ich działalność finansowa jest wątpliwa. Wcześniej problemy miał burmistrz Lubljany - wymieniał Balcer.

Drugi powód to reformy, które rozpoczął poprzedni centroprawicowy rząd Janeza Janszy, obejmujące m.in. zmiany w emeryturach i cięcia budżetowe. To one wywołały falę demonstracji jeszcze w zeszłym roku . Premier został zdymisjonowany w wyniku afery korupcyjnej, a reformy zamierza kontynuować nowa premier Alenka Bratosek .

"Fala uderzyłaby w inne kraje bałkańskie"

- Ludzie są wściekli na korupcję i na to, że premier Jansza zaczął politykę zaciskania pasa, m.in. reformę emerytalną. Zaczął też uelastyczniać rynek pracy. Mamy więc wkurzenia na elitę polityczną i na nową koalicję, którą łączy niechęć do Janszy. Jak to wszystko połączymy, sytuacja jest wyzwaniem. Zobaczymy, czy ten rząd będzie w stanie wprowadzać reformy, będąc sam bardzo zróżnicowanym i biorąc pod uwagę nastroje społeczne - ocenił Balcer.

Jak przyznał, Słoweńcy muszą liczyć się z koniecznością zaciskania pasa - nawet ci, którym brakuje pieniędzy od pierwszego do pierwszego: - To problem, ale trzeba też znaleźć receptę na inną bolączkę: rozbudowaną opiekę społeczną. Pomoc otrzymuje część ludzi, którzy nie powinni jej otrzymać, np. w postaci dodatków na urlop. Ludzie będę jeszcze bardziej rozdrażnieni, bo tutaj - jak w innych krajach Europy - można spodziewać się jeszcze większego obniżenia warunków życia.

- Słowenia jest jednym z większych graczy ekonomicznych na Bałkanach. Pod względem technologicznym jest bardziej rozwinięta od Polski. Po roku 2007 było tam poczucie: weszliśmy do Unii i jesteśmy prymusem. Obiektywnie jest to kraj, który na Bałkanach w wymiarze ekonomicznym jest istotny, choć mały. Inwestuje w sąsiednich krajach, wykorzystując to, że jego obywatele to imigranci z tych krajów. Jeśli Słowenia się posypie, fala uderzyłaby w inne kraje bałkańskie - przestrzegł na koniec gość TOK FM.

DOSTĘP PREMIUM