"Jeden nasz równa się dziesięciu obcym". Dlaczego bardziej interesujemy się wybuchami w USA niż w Iraku?

Wybuchy w Bostonie przez ostatnie godziny były najważniejszą informacją mediów w Polsce. Przyćmiły bardziej tragiczne wydarzenia z innych regionów świata. - To dlatego, że z Amerykanami się identyfikujemy - tłumaczy w rozmowie z TOK FM prof. Bogdan Wojciszke z SWPS.

Informacja o zamachu w Bostonie błyskawicznie obiegła czołówki najważniejszych mediów w Polsce. Trzy ofiary śmiertelne i ponad 140 osób rannych - taki jest dotychczasowy bilans tego wydarzenia. Jednak... nie jest ono najbardziej tragicznym z ostatnich 24 godzin. Wczoraj w serii zamachów w Iraku zginęło 55 osób, a ponad 300 zostało rannych. Z kolei dzisiaj w Ghanie w wyniku wypadku w kopalni zginęło 17 osób. Te informacje nie przebiły się jednak na "jedynki".

Piotr Markiewicz: Wybuchy w USA bardziej przyciągają uwagę czytelników i widzów niż zamachy w Iraku. Dlaczego Amerykanów traktujemy inaczej niż np. Irakijczyków?

Prof. Bogdan Wojciszke, Szkoła Wyższa Psychologii Społecznej : Główny powód jest taki, że Amerykanów włączamy do "my", identyfikujemy się z nimi. A tego nie można już powiedzieć o Irakijczykach. Dopiero w takich chwilach widać, jak przemożną dominację kulturową wywierają Stany. Pomyślmy chociażby, ilu ludzi na świecie nosi jeansy? Prawie wszyscy. A to właśnie wytwór amerykański.

Oni są po prostu... "bliżej"?

- Kulturowy dystans między nami a Amerykanami jest mniejszy niż między nami a np. muzułmanami. A jeden "nasz" równa się dziesięciu "obcym". Są dla nas ważniejsi, bo bardziej się z nimi identyfikujemy.

A zawsze osoby nam bliskie - i chodzi tu i o bliskość fizyczną, i psychiczną - są ważniejsze od tych dalej. Np. jak ktoś leży na ulicy po stronie, po której my idziemy, to jesteśmy bardziej skorzy tej osobie pomóc niż wtedy, gdyby leżała po przeciwnej stronie.

To porażka wychowawcza - że mniej interesuje nas śmierć ludzi z innych kręgów kulturowych?

- Tu raczej chodzi o kwestie plemienne - "nasi" są ważniejsi niż obcy. "Swoi" są ludźmi, "obcy" są dehumanizowani i nie uważa się ich wprost za ludzi. Członek własnej grupy plemiennej jest określany jako człowiek, ludzie spoza grupy - nie. Dlatego nie przejmujemy się nieszczęściami "innych" - traktujemy ich mniej jako ludzi.

DOSTĘP PREMIUM