"Dziś chodzi o honor syna" - mówi matka straconego na Białorusi Władysława Kowaloua

- Wtedy to był strach o życie syna. Teraz chodzi o jego honor - mówi dziś Lubou Kawalou, matka jednego z dwójki mężczyzn uznanych za winnych zamachu w mińskim metrze. Obaj zostali rozstrzelani. W Polsce ostatni wyrok kary śmierci wykonano dokładnie 25 lat temu.

Władysław Kowalou i Dźmitry Kanawałauem zostali uznani za winnych zamachu w mińskim metrze w 2011 roku. Zginęło wtedy 15 osób. O ułaskawienie skazanych apelowali obrońcy praw człowieka oraz społeczność międzynarodowa, m.in. szef Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy Jean-Claude Mignon, według którego istnieją "oczywiste oznaki świadczące o tym, że przyznanie się do winy, na podstawie którego skazano Kanawałaua i Kawalioua, wymuszono torturami".

Wyrok - kara śmierci przez rozstrzelanie - wykonano w marcu 2012 roku.

Na Białorusi nie informuje się rodzin o dacie wykonania wyroku ani miejscu pochówku bliskich. Nie wydaje się również ich ciał. O wykonaniu wyroku Lubou Kawaloua została poinformowana zwykłym listem.

Anna Wacławik-Orpik, TOK FM: Czy pani się dzisiaj czegoś boi?

Lubou Kawalou: Czego ja się mogę bać? Wszystko już się stało.

Pamięta pani o czym rozmawialiście podczas ostatniego spotkania z synem?

- Wład w zasadzie milczał. Rozmawialiśmy o domu, o kolegach. Jak zapytałam, co mu następnym razem przynieść - paczkę można przynieść raz na trzy miesiące - to on milczał. Chociaż u nas nie mówią, kiedy będzie wykonany wyrok, wydaje mi się, że on czuł i wiedział.

Czy jest coś, co przynosi ukojenie, choć na chwilę?

- Kontakt z córką, obcowanie z nią. Ona się trzyma się i stara się podtrzymywać mnie. Jej jest dwa razy trudniej, bo straciła brata i bardzo się mną przejmuje. Staram się przy niej już nie płakać, ją to też bardzo boli. Oni z Władem byli nie tylko rodzeństwem, byli też przyjaciółmi. Między nimi była mała różnica wieku - dwa lata, mieli wspólnych przyjaciół, znajomych.

Skąd pani bierze siłę na swoje świadectwo?

- Wtedy to był strach o życie syna. Teraz chodzi o jego honor.

Pani syn nie stracił honoru.

- Tak. Mój syn był silnym człowiekiem. Nikomu nie życzę tego, z czym zetknęły się nasze dzieci.

Pokazał siłę podczas procesu. Mówił, jak wymuszano jego zeznania.

- Tak, on się trzymał i nas też podtrzymywał w swoich listach.

Ludzie nie uwierzyli w winę Włada.

- Nie uwierzyli też w winę Dimy, bo sąd nie miał żadnych dowodów. Śledztwo były szyte grubymi nićmi, nie trzeba było się temu bardzo przyglądać, żeby zauważyć, że to wszystko ze sobą nie gra. Oni z pewnością myśleli, że ludzie nie będą wnikać, nie będą tego analizować. Pomylili się.

Cały wywiad Anny Wacławik-Orpik z Lubou Kawalou dziś po godz. 20 w Radiu TOK FM i po godz. 21 w portalu tokfm.pl

DOSTĘP PREMIUM