Szczygieł: Mój tekst nie był wezwaniem do polowania. Chciałem pokazać, jak łatwo wychować potwora

- Mój reportaż ma nadtytuł ?tylko dla dorosłych?. Pomyślałem, że gdy przeczytają to rodzice, którzy mają bardzo surowe metody wychowawcze, zrozumieją, jak łatwo wychować potwora - mówi w TOK FM Mariusz Szczygieł.

Śliczny i posłuszny - reportaż Mariusza Szczygła w "Dużym Formacie"

Jakub Janiszewski: Napisałeś reportaż i stało się bardzo wiele rzeczy. Twoją bohaterkę wyśledzili internauci, jej tożsamość została ujawniona, odeszła z pracy w szkole, MEN rezygnuje ze współpracy z nią. Po części o to ci chodziło...

Mariusz Szczygieł: Po części tak. Ale interwencja to nie był główny cel reportażu. Chciałem napisać historię osoby autorytarnej, chciałem pokazać, jak kształtuje się taka osobowość. Takich tematów nigdy dość. Faszysta może drzemać w każdym z nas. Trzeba ciągle rozmawiać o tym, ja tego faszystę w sobie spacyfikować. Ten tekst ma nadtytuł "tylko dla dorosłych". Pomyślałem, że gdy przeczytają to rodzice, to może zrozumieją coś więcej. Zwłaszcza ci rodzice, którzy są wyłącznie za dyscyplinowaniem, karaniem. Miałem nadzieję, że zrozumieją, że bardzo łatwo wychować potwora. A to, że pani nie powinna pracować dla ministerstwa i uczyć w szkole, to była druga rzecz.

Uważasz ją za potwora?

W pewnym sensie tak. Wtedy, kiedy zajmowała się tym chłopcem, tak. Dziś pewnie jest już trochę inną osobą. Na pewno odpokutowała za tę śmierć, odsiedziała swoją karę w więzieniu. Ale baza, która doprowadziła do tej śmierci, ten fundament chyba nie bardzo się zmienił. Ja nie o wszystkim pisałem. Zbadałem jej metody wychowawcze, podejście do uczniów. I w tym wszystkim jest ten zamordyzm, to ściśnięcie. Myślę, że ta pani jako nauczycielka bardzo źle się czuje z wolnością - dzieci i własną. To spętanie religijne, to jak ona przekształca sobie zasady religii katolickiej, powoduje, że ona sama chyba nie była wolna. To są moje supozycje. Ja chciałbym pozostawić tę sprawę na poziomie dyskusji, która ma doprowadzić do dyskusji o tym, byśmy się lepiej zachowywali.

A czytelnicy i internauci chcą głowy, ścięcia, polowania. Mój tekst nie był żadnym sygnałem do polowania. Bardzo starałem się zakamuflować jej dane. Natomiast, jak się okazało, w dzisiejszym świecie nie da się tego zrobić.

Pisząc to, mówisz: nie tego chciałem. Ale przekaz tej historii jest na tyle rozwalający, że budzi się w człowieku myśl: No nie, ta pani nie powinna się zbliżać do dzieci.

Tak, i za tym jestem. Ale to nie znaczy, że mamy iść pod jej dom i cokolwiek jej robić. Bo niczym nie będziemy różnić się od niej z czasów, gdy katowała chłopca.

Są takie sprawy, kiedy wyroki wydaje ulica. Gdy pisze się taki tekst, to wie się, że tak się stanie, można to przewidzieć.

Pół roku temu poinformowałem ją, że ten tekst powstanie. Prosiłem dwa razy o rozmowę, nie dała mi tej szansy. Może wtedy ten tekst wyglądałby inaczej. Powiedziałem, że uważam, że nie powinna być ekspertem MEN i nauczycielem, że jest to niedopuszczalne. Nic z tym nie zrobiła. Specjalnie czekałem na ostatni dzień szkoły, na rozdanie świadectw. Wiedziałem, że w tym roku może przejść na emeryturę. Wstrzymywaliśmy publikację tego materiału od listopada.

Zastanawiam się nad instytucją zatarcia. To jest instytucja humanitarna, będąca w zgodzie ze współczesnymi kryteriami dotyczącymi praw człowieka.

Tak, ja jak najbardziej jestem za zatarciem. Tylko nie zacieramy kary w przypadku pedofilii. Ale już w przypadku innych przestępstw wobec dzieci, opierających się na przemocy fizycznej - już tak. O tym trzeba dyskutować. Cieszę się, że pani minister Szumilas będzie o tym dyskutować.

Ludzie strasznie odsądzają od czci i wiary dyrektorkę szkoły, piszą, że mogła to sprawdzić. Nie mogła. Tego śladu nie miała. Nie mógł też tego sprawdzić minister, powołując ją na eksperta. Bo tych danych nie ma już w Centralnym Rejestrze Skazanych. Jednak państwo jak chce, to pamięta. Bo poza rejestrem skazanych jest jeszcze rejestr policyjny, z którego nikogo się nie wykreśla. Za te rejestry odpowiada policja, nie może do nich dotrzeć każdy, ale one są.

Czyli państwo ma pamiętać, a obywatele zapomnieć...

W tym przypadku nie zapomnieli i bardzo szybko się okazało, że wynaleźli stare reportaże z lat 80., a wtedy podawano nazwiska sprawców.

Kim jest N.?

N., mój nawigator, na pewno nie jest siostrą chłopca ani jego ojcem, który chce się zemścić na konkubentce, którego zdominowała. Nie jest to też sama Ewa. To zupełnie ktoś inny. Ten reportaż znajdzie się w mojej książce pt. "Nie ma", która wyjdzie w przyszłym roku. Może tam ukaże się dalszy ciąg i tam ujawnimy, kim jest N. Nie chciałem, żeby był to tekst tabloidowy, gdzie wszystko będzie wywalone. Chciałem napisać tekst, który da do myślenia.

Napisałeś reportaż, a nagle migacze: pani zrezygnowała z pracy. Jak się z tym czujesz?

Odczuwam satysfakcję, że zrezygnowała wreszcie. Jeszcze wczoraj mówiła dyrektorce, że nigdy nie miała dziecka, więc nie mogła go zakatować. Bałem się, że ta pani nie kontaktuje się już sama ze sobą. Dziś zrezygnowała z pracy, dzięki Bogu. Ale nie mam pełnej satysfakcji, bo nie wiem, co niektórzy niemądrzy ludzie po przeczytaniu tekstu mogą zrobić. Ja bym nie robił nic, dlatego że ta pani ma prawo do godnego życia. Tę sprawę należy załatwiać inaczej, nie zemstą.

DOSTĘP PREMIUM