Widzę, jak paparazzo robi zdjęcia Rozenkowi i jego dzieciom. Co na to aktor? "Okropne, ale będzie gorzej"

- Jeden pokiwa głową i odejdzie, a drugi robi to samo. W oczach paparazzi cena mojej prywatności jest niska - tak aktor Jacek Rozenek komentuje to, że przed chwilą paparazzo fotografował go z dziećmi. - Życzę politykom, aby ich kompromitujące zdjęcia wreszcie ktoś wydrukował. Może wtedy ruszą się do roboty i zmienią prawo - dodaje Karolina Korwin-Piotrowska, dziennikarka zajmująca się polskim show-biznesem.

Weekend, popołudnie, w sklepach sporo ludzi. Podjeżdżam pod centrum handlowe w Warszawie. Przed budynkiem mężczyzna w kasku sadza dziecko na siodełku przymocowanym do bagażnika roweru. Obok niego drugi syn. Kilka metrów dalej ubrany na czarno człowiek robiący im zdjęcia. Dopiero po chwili orientuję się, że rowerzystą jest aktor Jacek Rozenek, a zdjęcia robi mu paparazzo. Przesada? Jest niedziela, aktor jest z dziećmi, w sytuacji absolutnie prywatnej.

"Nisko wyceniają moją prywatność"

Jacek Rozenek sprawę komentuje niechętnie. - Paparazzi często za mną jeżdżą. Staram się nie denerwować. Ale ta sytuacja była okropna, nieprzyjemna. Zwłaszcza że byłem z dziećmi. Czy próbowałem perswadować paparazzim, aby nie robili mi zdjęć w sytuacjach prywatnych? Tak, ale to nie przynosi skutku - jeden pokiwa głową i odejdzie, a potem drugi robi to samo. Wielu z tych fotografów pracuje na umowę o dzieło. W ich oczach cena mojej prywatności jest niska. Brutalizacja postępuje. Myślę, że będzie coraz gorzej - mówi w rozmowie z nami.

Stuhr: jakby ktoś wsadził mi rękę do majtek

Osoby publiczne narzekają, że ich prywatne życie staje się pożywką dla serwisów plotkarskich i tabloidów. Dziś "Newsweek" zamieścił obszerny wywiad z innym aktorem, Maciejem Stuhrem. Żali się on w nim, że tabloidy bez żadnych oporów wchodzą w jego życie i upubliczniają najbardziej intymne szczegóły jego prywatnego życia.

- Ja tych ludzi po prostu nienawidzę. Tych, przez których płacze moja córka. Tych, co z plotek zrobili biznes. To wydawcy, właściciele pism oraz portali, którzy jeszcze próbują do tego dorabiać filozofię strażników moralności. Jesteście ludzkimi wszami, a nie strażnikami moralności - uderza aktor. - Czuję się, jakby ktoś wsadził mi rękę do majtek i czegoś tam szukał - dodaje.

Korwin-Piotrowska: Prawo jest złe i pozwala

Karolina Korwin-Piotrowska, autorka książki "Bomba, czyli alfabet polskiego szołbiznesu", komentuje: - Polskie prawo jest dziurawe i na to pozwala. Dopóki polscy politycy będą robić ustawki (sesje zdjęciowe, które mają wyglądać na przypadkowe - red.) z tabloidami, to się nie zmieni. Życzę wielu politykom, aby ich kompromitujące zdjęcia wreszcie ktoś wydrukował. Może wtedy ruszą się do roboty i zmienią prawo, które pozwala na legalną ingerencję w prywatność - mówi w rozmowie z nami.

Jej zdaniem batalie sądowe, które swego czasu prowadziła m.in. Edyta Górniak, przynoszą skutek, choć są czasochłonne i drogie. - Trzeba pamiętać też, że wiele gwiazd w Polsce chce być tylko "trochę w ciąży". Sprzedają informacje w tabloidach, robią ustawki, ale potem jęczą na kanapach w telewizjach śniadaniowych, że sława im uwiera. Tak się nie da - tłumaczy Korwin-Piotrowska.

"Znam osoby, które nie wychodzą po bułki bez makijażu"

Dodaje też, że wiele osób samych (lub za pośrednictwem swojego "pseudoagenta") wychodzi z propozycją współpracy. - Nie rozumieją, że jak raz wpuści się media do swej prywatności, to już koniec. Polskie gwiazdy nałogowo, o czym pisałam w "Bombie", sprzedają swoja prywatność: związki, dzieci, psy... - dodaje dziennikarka.

Czy obecność paparazzi śledzących każdy krok to po prostu cena sławy? Korwin-Piotrowska, prowadząca program "Magiel towarzyski", jest również osobą publiczną i zna sytuację z obu stron "barykady". - Nie jestem taką gwiazdą, żeby mi robili zdjęcia pod śmietnikiem, ale znam osoby, które nie wychodzą po bułki bez makijażu jak na scenę, bo a nuż ktoś im zrobi zdjęcia. Uważam to za objaw ciężkiej choroby psychicznej. Za to zasmuciło mnie, że kiedy spaliło mi się mieszkanie, paparazzi byli tam przede mną. Ciekawe, skąd wiedzieli? - zastanawia się dziennikarka.

Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Masz telefon z Androidem? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE! Powiadomimy cię o najważniejszych wydarzeniach!

DOSTĘP PREMIUM