Ks. Lemański: Tylko prawda może stanowić fundament spotkań i dialogu chrześcijańsko-żydowskiego

- Odeszli spośród nas ci nieliczni ocalali z zagłady Żydzi. Na wiele różnych sposobów zacierały się, lub były zacierane, ślady żydowskiego życia i ślady żydowskiej, męczeńskiej śmierci również na terenie naszej warszawsko-praskiej diecezji. Dziś odkrycie tych śladów i pochylenie się nad nimi wymaga wiele trudu, a śmiem twierdzić, że czasami również odwagi - pisze ks. Wojciech Lemański.

"Helena Kowalska (św. siostra Faustyna) w lipcu 1924 roku, przed przyjęciem do nowicjatu, chcąc zarobić na skromną wyprawkę, została skierowana przez księdza proboszcza parafii św. Jakuba w Warszawie do pracy jako służąca w rodzinie Samuela i Aldony Lipszyców mieszkających w Ostrówku". /z listu Abp. Henryka Hosera do diecezjan/

Ten dom w Ostrówku kilka lat temu zakupiła diecezja warszawsko-praska. To skromny, drewniany budynek, który poprzez ludzkie historie z nim związane stał się w naszej diecezji miejscem modlitwy i celem pielgrzymek. Postaci świętej siostry Faustyny przypominać nie trzeba, wszak jak napisał w swym liście ksiądz arcybiskup, to "najbardziej znana święta z Polski".

Czyj to dom?

Ale ten dom miał przecież swoich gospodarzy, Samuela i Aldonę Lipszyców, którzy współtworzyli swym życiem historię tego nowego miejsca pielgrzymkowego naszej diecezji. Samuel, Żyd warszawski, przyjął gościnnie pod dach swojego domu w Ostrówku młodą dziewczynę szukającą pracy, pragnącą zarobić na wyprawkę wymaganą przez siostry zakonne, do których chciała się przyłączyć. Do tego Żyda wysłał przyszłą świętą nie kto inny, ale proboszcz jednej z warszawskich parafii. Wiedział, że ta dziewczyna chce być przyjęta do zakonu.

Czyżby nie znalazł w wielkiej Warszawie nieżydowskiego domu, by ją doń skierować? Czyżby sam nie mógł jej dać zatrudnienia? Czyżby siostry nie mogły bezinteresownie (bez wyprawki) przyjąć biednej dziewczyny do swego nowicjatu? Nie znajdziemy łatwej odpowiedzi na te proste pytania. Jedno wiemy z całą pewnością - to właśnie Żyd Samuel Lipszyc umożliwił Helenie Kowalskiej zebranie środków na ową nieodzowną wyprawkę.

Nikt (?) nie pamięta

Samuel i jego żona Aldona (z domu Jastrzębska), byli już wtedy rodzicami kilkorga dzieci. Być może więc posługa młodej kandydatki do zakonu polegała na pomocy gospodyni domu otoczonej gromadką potomstwa. Biografowie świętej ów kilkunastomiesięczny epizod w Ostrówku traktują bardziej niż zdawkowo. Większość z nich pomija w kalendarium świętej nie tylko nazwisko Lipszyców, ale nawet nazwę miejscowości, w której nasza diecezja odkryła ślady świętości pozostawione przez Helenę-Faustynę.

W 1938 roku umiera nasza święta i w tym samym roku umiera Samuel Lipszyc. Umierając, św. Faustyna prostą drogą zdąża do nieba. Samuel Lipszyc, umierając, podobną drogą wymyka się ze szponów zbliżającej się zagłady Żydów. Aldona Lipszyc pozostaje z siedmiorgiem dzieci skazanych przez ustawy norymberskie na śmierć. Wołomińskie, radzymińskie i tłuszczańskie getta dopominają się o dzieci Samuela. Aldona nie tylko nie oddaje swych dzieci w ręce oprawców, ale jej dom w Ostrówku staje się schronieniem dla uciekinierów z okolicznych gett i z przejeżdżających tuż obok transportów śmierci zmierzających pobliską linią kolejową do Treblinki.

Dzielna wdowa

To dzielenie biedy i głodu panujących w domu w Ostrówku między własne dzieci i dziesiątki żydowskich uciekinierów stało się codziennością Aldony Lipszyc. Czasem stukali do tych drzwi dawni znajomi, często zupełnie nieznani i bezimienni Żydzi. Czasem prosili o schronienie tylko na jedną noc, inni znów pozostawali przez całe miesiące. Niektórych przyjmowała w domu, innych ukrywała w ziemiance na terenie swego gospodarstwa. To w tym domu nachodzili ją miejscowi szmalcownicy, grożąc zadenuncjowaniem, żądając zapłaty za milczenie. Bywało, że przyprowadzali ze sobą żandarmów. To oni zamordowali żydowską rodzinę Lipczyńskich, wrzucając granat do wnętrza ziemianki. Aldona nie załamywała rąk. Wytrwała aż do ostatnich dni okupacji, kiedy to ostrzeżona przez AK, w obawie przed śmiercią ze strony oddziału NSZ, uciekła z dziećmi do Warszawy. Po wojnie ocaleni w domu w Ostrówku uzyskali dla Aldony tytuł Sprawiedliwej Wśród Narodów Świata (zmarła w 1980 roku).

Ślady

Od tamtych wydarzeń minęły dziesiątki lat. Nie tylko czas, ale i ludzkie poczynania sprawiły, że odeszli spośród nas ci nieliczni ocalali z zagłady Żydzi. Na wiele różnych sposobów zacierały się, lub były zacierane, ślady żydowskiego życia i ślady żydowskiej, męczeńskiej śmierci również na terenie naszej warszawsko-praskiej diecezji. Dziś odkrycie tych śladów i pochylenie się nad nimi wymaga wiele trudu, a śmiem twierdzić, że czasami również odwagi. Decyzja o restauracji tego właśnie domu w Ostrówku wraz z jego prawdziwie niezwykłą, a głęboko niejednoznaczną historią, może okazać się milowym krokiem na drodze odkrywania na nowo wspólnych polsko-żydowskich dziejów. Może również stanowić impuls dla ożywienia dialogu chrześcijańsko-żydowskiego w naszej diecezji.

Tylko prawda może stanowić fundament takich spotkań i takiego dialogu. Prawda o Helenie Kowalskiej i o Aldonie Lipszyc, o Żydzie Samuelu i o warszawskim proboszczu od świętego Jakuba, o Żydach ocalonych w domu w Ostrówku i w wielu podobnie gościnnych, a zapomnianych domach na trasie do Treblinki, o zamordowanych w ziemiance gospodarstwa Lipszyców i o zakopanych przy torach kolejowych na trasie pociągów śmierci, o Sprawiedliwej Wśród Narodów Świata Aldonie Lipszyc i o bezimiennych Sprawiedliwych, którzy po dziś dzień boją się przyznać, że dali schronienie Żydom, o szmalcownikach i najzwyczajniejszych bandytach, o pożydowskich domach i o złotych monetach z czasów wojny, które choć wyczyszczone i wypolerowane, nadal ociekają żydowską krwią.

Stanąć twarzą w twarz z taką historią tej ziemi i tych ludzi mogą tylko ludzie wielcy. Zbyt długo dom w Ostrówku czekał na swego kustosza. Zbyt długo tamte tragiczne historie znali nieliczni. Wierzę, że decyzja, by z tego domu uczynić miejsce pielgrzymek, okaże się brzemienna w skutkach. Zapisze się nie tylko w dziejach naszej diecezji. Może niejednemu otworzy oczy. Może u niektórych wzbudzi zawstydzenie. Może sprawi, że ktoś wspominający św. Faustynę wspomni również polskich Żydów.

Tekst ze strony www.ksiadzlemanski.waw.pl>>

DOSTĘP PREMIUM