"Konflikt pokoleń? Raczej pokoleniowy płodozmian". Prof. Skarżyńska o millenialsach

- Na świecie jest wiele badań, które pokazują płodozmian pokoleniowy - mówi w rozmowie z tokfm.pl prof. Krystyna Skarżyńska. Jedno pokolenie stawia na bezpieczeństwo, drugie chce już poszaleć. - Proszę popatrzeć na młodych ludzi. Rozmawiam z nimi i myślę, że czasami oni są bardziej konformistyczni niż starsi. Wcale nie są tacy wolnościowi - przekonuje psycholog

"Dzieci transformacyjnego chaosu, owoc wyżu demograficznego końcówki XX wieku. Od urodzenia obarczeni poczuciem winy, że jest nas za dużo, że nie starczy dla nas miejsca w szkołach, na studiach, w pracy. Że jesteśmy zbędni" - napisała w opublikowanym w "Gazecie Wyborczej" liście Agata Tomaszewska. Gorzki tekst zatytułowany jest: "Odpieprzcie się od millenialsów! I tak nas nie zrozumiecie". O pokoleniu dzisiejszych dwudziestolatków rozmawiamy z prof. Krystyną Skarżyńską, psychologiem społecznym z SWPS.

X,Y,Z: sztafeta pokoleń na rynku pracy [BLOG] >>>

Krzysztof Lepczyński: To kolejna odsłona odwiecznego konfliktu pokoleń? Pojawiły się głosy, że pokolenie Y nie jest wyjątkowe z jego problemami. Że podobnym czoła stawiali starsi.

Prof. Krystyna Skarżyńska, psycholog społeczny z SWPS: - Ale ludzie, jako jednostki i grupy, także generacje, mają potrzebę wyjątkowości, chcą się czymś wyróżniać, oczywiście zwykle korzystnie dla siebie. Także kiedy mówi się z zewnątrz o jakichś zbiorowościach, próbuje się nadać im jakąś tożsamość, odróżniającą je od innych. Badania, które prowadzę, dotyczące konkretnych grup młodych i starszych Polaków, nie pokazują wyjątkowości pokoleniowych. W każdej generacji są różni ludzie. Optymiści, pesymiści, liberałowie, statyści, agresywni, ufni. Różnica polega na tym, że najmłodsza, ale już dorosła generacja nie odwołuje się do przeszłości. Nie usprawiedliwia błędów teraźniejszości tym, co było kiedyś, ale też nie gloryfikuje tego, co jest dzisiaj, przez pryzmat tego, co było 40 lat temu. Ale to chyba uniwersalna prawidłowość, nie tylko polska specyfika.

Druga różnica to większa rywalizacja, nawet wśród tych, którzy są już trochę przejedzeni sukcesem i chcieliby mniej pracować. Porównują się między sobą w większym stopniu, niż to było w poprzednich pokoleniach. Nie chodzi tylko o wartości materialne, raczej o styl życia. Podobnie jak starsi, także i młodzi Polacy są w swoich wartościach i postawach umiarkowani, wypośrodkowani. Rok temu rozmawiałam z Adamem Leszczyńskim o społecznym darwinizmie młodych wykształconych Polaków, o ich przekonaniu, że życie jest społeczną dżunglą. I młodzi nie byli zdecydowanie bardziej darwinistyczni. Nie uważali, że świat jest parszywy. Nie uważali także, że świat jest słodkim cukierkiem. Byli po środku. Ale badania sprzed roku prowadzone na reprezentatywnej próbie Polaków także pokazują podobne postawy i zbliżony ich rozkład, co w generacji najmłodszych dorosłych.

Jeśli jest konflikt pokoleń, to wśród najbardziej aspirujących i rywalizujących młodych, dobrze wykształconych indywidualistów. Ale między takimi grupami chyba zawsze był. Widać go w nauce. Młodzi muszą rywalizować, także między sobą, o dobre miejsca pracy, o granty, ale mają o wiele większe możliwości pokazania, co potrafią, i osiągnięcia sukcesu niż poprzednie pokolenia. Ale nie ma między nimi więzi pokoleniowej, nie widać wspólnoty interesów ani wspólnoty wartości. Młodzi są różni, podobnie jak zróżnicowani są Polacy starszych generacji.

Przewodnią wartością pokolenia Y jest wolność. A z listu pobrzmiewa nadzieja, że będzie lepiej. Że, jak mówi cytowany Piotr Kuczyński, przeczekamy dwa pokolenia i skończy się neoliberalna chciwość. Mam taką obawę...

- Ja nawet nie mam obawy. Pewnie, że tak nie będzie. I nie widzę w tym niczego niebezpiecznego. Oczywiście, wolność jest pociągająca. Ale bezpieczeństwo i sukces materialny także. Jest wiele badań na świecie, także w Polsce, które pokazują płodozmian pokoleniowy. Jedno pokolenie jest wolnościowe, inne ceni sobie bezpieczeństwo i uporządkowane życie. Często wraca się tu do generacji hipisów, ich dzieci miały przesyt wolności, ceniły sobie konformizm i porządek codziennego życia.

U nas też tak było, że pokolenia, które były nastawione na bezpieczeństwo, stabilność, czyli chleb z masłem, na ósmą do pracy, potem z rodziną na spokojne wakacje, rodziły dzieci, które chciały poszaleć. A dzieci tych szalejących dzieci znów chciały mieć porządek. Nie sądzę, że kolejne nowe pokolenia będą kierowały się w życiu głównie potrzebą wolności. Badania pokazują, że wcale nie jest to najbardziej ceniona wartość wśród młodych Polaków. Proszę także popatrzeć na młodych ludzi. Co tydzień spotykam się z nimi na wykładach. Rozmawiam z nimi i myślę, że czasami oni są bardziej konformistyczni niż ich starsi koledzy. Wcale nie są tacy wolnościowi. Chcą stabilizacji, dobrych relacji z bliskimi.

"Straceni. Najgorsi. Roszczeniowi. Pasożyty. Gniazdownicy. Prekariusze. Darmozjady. Egoiści. Wieczni studenci. Nie chcą zakładać rodzin, brać kredytów, biec w wyścigu szczurów i konsumować na potęgę". To wciąż z listu.

- O rany... nie, skąd! Nie chcą zakładać rodzin, ale razem mieszkają, nie spieszą się z legalizacją związku. W moim pokoleniu też tak było, tylko rzadziej.

Czyli pokolenie Y to publicystyczne uproszczenie?

- Także socjologowie szukają różnych etykietek dla tego, co badają. Klasyczna socjologia mówi, że aby mówić o pokoleniu, musi być tworzące je, integrujące generację wydarzenie. A co może być takim wydarzeniem? Protest przeciwko ACTA?

Trochę za mało.

- Chyba się z panem zgodzę. Ale być może jest takie poczucie skuteczności, które może rodzić obserwacja efektów własnych protestów.

Takim wydarzeniem w naszej świadomości może być kryzys, do którego wszyscy się odnoszą. Może stąd ta roszczeniowa postawa.

- Nie wiem, czy to roszczeniowa postawa. Młodzi nie chcą płacić wysokich podatków, brać udziału w wyborach, ale chcą, żeby państwo edukowało i dawało pracę. To, owszem, akceptują. Ale tak było zawsze. Zawsze w tym, co chcemy od państwa i co mu dajemy, była pewna asymetria.

W wywiadzie z prof. Mirosławą Grabowską, szefową CBOS w "Gazecie Wyborczej", Agnieszka Kublik zauważa, że młode pokolenie nie ma nic wspólnego z PRL. Więc wymagania dotyczące wspierania podstawowych potrzeb przez państwo nie powinny być efektem tamtych doświadczeń. Prof. Grabowska odpowiada, że przecież dziedziczy się je kulturowo. Ja myślę, że młodzi ludzie mają swój rozum i myślą, że jeśli jest struktura państwowa, to po to, żeby się przyjemniej i łatwiej żyło. Dobrze byłoby, żeby ci, którym się łatwiej żyje, także dzięki temu, jak działa państwo, odwzajemniali i wspierali demokratyczne państwo. Z tym nie jest najlepiej. Ale powoli się tego nauczymy.

DOSTĘP PREMIUM