"W Niemczech skrajna prawica musi łagodnieć, aby dostać się do mediów. W Polsce? Odwrotnie"

- W Niemczech, aby działacze skrajnej prawicy mogli się dostać do mediów, muszą się bardziej starać niż inni politycy. Muszą pokazać, że nie są faszystami, nie są nazistami, tylko normalną prawicą. Wtedy zaczynają łagodniej mówić także do swoich. To jest sposób, w jaki media, opinia publiczna działa moderująco na takie ruchy - mówił w TOK FM prof. Klaus Bachmann, politolog. - W Polsce jest odwrotnie - skomentował naukowiec z SWPS.

W Polsce nie milkną komentarze po wydarzeniach w stolicy z 11 listopada. Jak z ruchami nacjonalistycznymi radzą sobie Niemcy? Rozmawialiśmy o tym z prof. Klausem Bachmannem i Bartoszem Wielińskim z "Gazety Wyborczej".

Bojkot polityczny

- Marzy mi się, żeby w Polsce było tak jak w Belgii albo w Niemczech. Na przykład kiedy przemawia poseł ze skrajnej prawicy, to sala jest pusta. Wszyscy wychodzą i nikt na drugi dzień o tym nie pisze. Po prostu bojkot - mówił w TOK FM prof. Klaus Bachmann, politolog ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej.

- W Belgii, w radach gminy, jeżeli jest jakiś wniosek, który zgłasza skrajna prawica, nawet jeżeli jest identyczny z wcześniejszym wnioskiem chadeków, to chadecy głosują przeciwko razem ze wszystkimi. Do tego stopnia. W Polsce to jest nie do zrobienia z różnych powodów - komentował.

NOP "drugą stroną"?

- W Polsce widziałem drastyczny przykład, kiedy w reportażu TVN na temat Romów we Wrocławiu, gdzie był konflikt z sąsiadami, dopuszczono do głosu przedstawiciela Narodowego Odrodzenia Polski. Kim jest NOP? Znawcami Romów czy co? - pytał politolog. Tymczasem w Niemczech, jak tłumaczył, przedstawiciele takich organizacji nie są zapraszani do mediów.

- To jest właśnie świetne - zgodził się prof. Bachmannem Bartosz Wieliński. - A u nas organizatorów Marszu Niepodległości mieliśmy przez dwa dni w mediach ogólnopolskich. Czyli ludzi tego samego pokroju co działacze niemieckiej skrajnej prawicy - mówił Wieliński. - To jest ta różnica. W Polsce system medialny jest znacznie bardziej spolaryzowany niż w Niemczech - zwrócił uwagę Bachmann.

Bojkot w mediach

- Jeden z organizatorów tego marszu, który kpił po prostu z władzy, jest gościem głównego wydania wiadomości w telewizji. To jest straszne przegięcie. Po prostu musimy wyznaczać standardy. No trudno, będzie mniejsza oglądalność, mniej ludzi kupi gazetę, ktoś nie wejdzie na portal, ale będziemy mieli czyste sumienia - oceniał Wieliński.

- Ale czy bojkot to nie jest ucieczka? Te organizacje istnieją, są legalne. Kompletne odcięcie zamiast zrozumienia, kim są ci ludzie? - zwracała uwagę prowadząca program "Post Factum" Agata Kowalska. - Kiedy działacze skrajnej prawicy są w jakimś podziemiu, mówią radykalnie. Ale żeby w Niemczech mogli dostać się do mediów, muszą łagodnieć. Wtedy następuje coś, co jest określane jako "cywilizująca moc hipokryzji" - tłumaczył prof. Bachmann. - Aby się dostać do mediów, muszą się bardziej starać niż inni politycy. Muszą pokazać, że nie są faszystami, nie są nazistami, tylko normalną prawicą. Wtedy zaczynają łagodniej mówić także do swoich. To jest sposób, w jaki media, opinia publiczna, działa moderująco na takie ruchy - opowiadał politolog.

Ocenił na koniec: - W Polsce to funkcjonuje zupełnie odwrotnie. Zamiast bojkotu najbardziej radykalne zdania są powtarzane przez cały dzień.

DOSTĘP PREMIUM