Narodowcy wybierają się do europarlamentu. "Nie można mieć ciasteczka i zjeść ciasteczko"

Przedstawiają się jako nowa, antyestablishmentowa alternatywa, a nie można mieć ciasteczka i zjeść ciasteczko. Jeżeli jesteśmy antyeuropejscy, to trudno jest być autentycznym dla swoich sympatyków, jeżeli staramy się o dotarcie do tego tortu unijnego - komentował w TOK FM dr Łukasz Jurczyszyn zapowiadane przez narodowców starty w eurowyborach.

Narodowcy - a przynajmniej ich duża część - chcą spróbować prawdziwej polityki. Decyzja, czy tak się stanie, zapadnie na początku grudnia - po zakończeniu wszystkich zjazdów wojewódzkich Ruchu Narodowego. Delegaci mają na nich bowiem zdecydować, czy Ruch wystawi swoich kandydatów w zbliżających się wyborach do europarlamentu - relacjonował reporter TOK FM Wawrzyniec Zakrzewski.

Zaskoczenie? - Kolejna próba zinstytucjonalizowania tego tworu nie dziwi mnie wcale. Ale uważam, że to odważna deklaracja - skomentował w TOK FM dr Łukasz Jurczyszyn. - Przedstawiają się jako nowa, antyestablishmentowa alternatywa, a nie można mieć ciasteczka i zjeść ciasteczko. Jeżeli jesteśmy antyeuropejscy, to trudno jest być autentycznym dla swoich sympatyków, jeżeli staramy się o dotarcie do tego tortu unijnego - zwracał uwagę socjolog w programie "Post Factum".

Zgodził się z nim dr hab. Piotr Laskowski: - Wydaje mi się, że to jest kompletnie sprzeczne z tym, co napędza ten ruch - mówił filozof, ale zaraz dodał: - Czuję się nieswojo, rozmawiając o nich jako o takiej partii, "troszkę" antysystemowej, radykalnej. Wydaje mi się, że ten ruch zasługuje na innego rodzaju analizę. On jest dla mnie przede wszystkim zjawiskiem społecznym, a nie politycznym - stwierdził w programie Agaty Kowalskiej.

- Powiem to jasno: wydaje mi się, że mówimy o ludziach, którzy w ciągu ostatniego roku, przynajmniej w dwóch miejscach próbowali żywcem spalić innych ludzi - mówił Laskowski. - 11 listopada atak na squat warszawski - tam naprawdę byli ludzie i ich naprawdę próbowano ich podpalić. Jaki jest związek ruchu narodowego z podpaleniami w Białymstoku, to możemy tylko domniemywać, ale uważam, że możemy dość zasadnie przypuszczać, że są to środowiska bliskie - wyliczał w TOK FM.

- Fundamentalne pytanie jest zatem takie: dlaczego tak bardzo wielu ludzi nie widzi nic złego w identyfikacji z ruchem, którego częścią formy aktywności jest podpalanie domów innych ludzi - zaznaczył dr hab. Laskowski.

DOSTĘP PREMIUM