"Przymusowo przebadali kobiety. Te, które miały HIV, uznano za prostytutki i upubliczniono ich dane" [POLSKA PREMIERA FILMU NA Tokfm.pl]

Wielka "antyhifowa" nagonka miała miejsce w Atenach tuż przed wyborami w 2012 roku. Kobiety - głównie narkomanki i bezdomne - poddawane były przymusowym testom na HIV. To wywołało panikę. - To był polityczny atak na nas wszystkich, przynajmniej tych z nas, którzy mają sumienia - opowiada dzisiaj Zoe Mavroudi, aktorka i reżyserka. Jej film o tamtych wydarzeniach będzie miał swoją polską premierę w niedzielę o godz. 19, tylko na Tokfm.pl.

Na kilka dni przed wyborami parlamentarnymi w maju 2012 roku policja rozpoczęła w centrum Aten wielką "antyhifową" nagonkę, której ofiarą padły setki kobiet - głównie narkomanki i bezdomne. Na komisariacie poddawano je przymusowym testom w kierunku HIV - bez ich zgody czy poszanowania prywatności.

U 29 kobiet stwierdzono obecność wirusa. Aresztowano je i z automatu uznano za prostytutki. Miały odpowiadać za to, że celowo zakażały swoich klientów - porządnych, greckich mężczyzn. Policja - w porozumieniu z prokuraturą i rządową agencją do spraw chorób zakaźnych - upubliczniła dane zatrzymanych kobiet: ich zdjęcia, imiona, nazwiska, daty i miejsca urodzenia.

Temat stał się "jedynką" w najważniejszych stacjach telewizyjnych, gazetach, portalach internetowych. W kilka godzin cała Grecja usłyszała o sprawie i zobaczyła twarze kobiet, gdy policjanci - w rękawiczkach i maseczkach - eskortowali je do aresztu. Wybuchła panika, którą politycy chętnie i umiejętnie podkręcali. Najbardziej aktywni byli minister zdrowia Andreas Loverdos i minister porządku publicznego Michalis Chryssochoidis - którzy fabrykowali dane na temat całej sprawy i bronili "legalności" policyjnej operacji. Dzięki podsycaniu strachu i budowaniu atmosfery zagrożenia obaj zostali ponownie wybrani do parlamentu. Dopiero po wyborach okazało się, że spośród aresztowanych kobiet tylko jedna jest prostytutką.

''Byłam przerażona i wściekła''

"Ruiny" to kronika tamtych wydarzeń i akt oskarżenia przeciwko cynizmowi greckiej klasy politycznej, a także słabości upolitycznionych mediów, które chętnie dołączyły do "polowania na czarownice". Twórczyni filmu - aktorka i reżyserka Zoe Mavroudi robi coś, czego nie zrobili greccy dziennikarze - daje głos zatrzymanym kobietom, pyta o ich ocenę wydarzeń z kampanii wyborczej, rozmawia z ich matkami.

- Byłam przerażona i wściekła. Liczyłam, że ktoś zareaguje - greckie elity, klasa polityczna. Nie było żadnej reakcji, a media bez przerwy pokazywały zdjęcia kobiet. W środku potężnego kryzysu gospodarczo władza celowała w ludzi najsłabszych i najbardziej bezbronnych, robiła z nich kozłów ofiarnych, skupiając na nich gniew społeczeństwa i odwracając uwagę od realnych problemów. Podkręcano panikę, by przekonać wyborców, że tylko rządy silnej ręki uchronią ich przed niebezpieczeństwem. Nie umiem sobie wyobrazić, przez co przechodzili ludzie zakażeni HIV w całej Grecji, co czuły aresztowane kobiety. To był polityczny atak na nas wszystkich, przynajmniej tych z nas, którzy mają sumienia - mówi Mavroudi w rozmowie z dziennikiem Elefterotypia. - Brutalne pogwałcenie praw człowieka i kryminalizacja HIV, przeprowadzone dzięki policji i służbom medycznym, na zlecenie polityków.

Kampania cynicznie wykorzystana

Film jest opowieścią o współczesnej epidemii HIV/AIDS, która choć opisywana od trzech dekad - wciąż nie została zrozumiana. Jej cyniczne użycie przez greckich polityków dowodziło czegoś więcej niż powszechnego lęku przed chorobą. Pokazywało przede wszystkim, że pod słowa "prostytucja" i "zakażenie HIV" można podkleić dowolne znaczenia, by sprowokować pożądane odruchy emocjonalne. Z drugiej strony jednak, co właściwie ludzie mieliby z tych haseł zrozumieć, skoro w imię prywatności i ochrony przed stygmatem zarówno prostytuujące się kobiety, jak i sami zakażeni zniknęli z debaty publicznej, zastąpieni przez rozmaitej maści rzeczników, działaczy i reprezentantów?

DOSTĘP PREMIUM