"Gdy poznałem go w celi, był młodym człowiekiem, żartowaliśmy, gadaliśmy o literaturze. Dziś jest dyktatorem" [WYWIAD]

Dorastał w reżimie szacha wspieranego przez Amerykanów. Chciał wolności, ale okazało się, że poświęcił życie tylko po to, by na miejsce jednego dyktatora przyszedł następny. Islamski. Spędził lata w więzieniu. A jego kat dziś jest ważnym biznesmenem w handlu między Iranem i Chinami. Prezentujemy rozmowę Agnieszki Lichnerowicz z Huszangiem Asadim, irańskim dziennikarzem i pisarzem, autorem "Listów do mojego oprawcy?, do człowieka, który torturował go w więzieniu w imieniu islamskiej rewolucji.

Asadi był działaczem partii Tude, spadkobierczyni Komunistycznej Partii Iranu. Pierwszy raz do więzienia trafił za rządów szacha Mohammada Rezy Pahlawiego. Za kratami spotkał wówczas Alego Chameneiego (dziś najważniejszą osobę w islamskim Iranie). W 1979 r. rewolucja obaliła dyktaturę szacha, władzę przejęli islamscy duchowni. W 1983 r. Asadi został znów aresztowany i osadzony w niesławnym więzieniu Mosztarak. Oskarżony o szpiegostwo został skazany na śmierć. Ostatecznie więzienie opuścił po 6 latach. Za "Listy" utrzymał Międzynarodową Nagrodę Obrońców Praw Człowieka.

Książkę "Listy do mojego oprawcy" w wersji elektronicznej możesz kupić tutaj >>

Agnieszka Lichnerowicz: Kim jest dla pana Hamid?

Huszang Asad: To okropne pytanie. To pseudonim mojego oprawcy. 30 lat temu byłem przez niego torturowany. Potem został ambasadorem Iranu w Tadżykistanie. Po latach odnalazłem go i opublikowałem jego dane w mediach. Nic to nie dało, zmienił nazwisko.

Książka składa się z listów, które napisał pan do niego wiele lat po wyjściu z więzienia. Wybaczył mu pan. Czy dziś rozumie pan, co powodowało lub pozwalało mu wyrządzać tak straszną krzywdę?

- Mogę się tylko domyślać, co się działo w jego głowie. Ale mówił mi, że tacy jak ja są wrogami kraju. Uważał, że to Bóg namaścił nasz rząd, a jego - Hamida - wybrał, by uratował kraj przed takimi jak ja. Był głęboko wierzący. Jeżeli ktoś myślał inaczej niż on, znaczy, że był szpiegiem albo homoseksualistą, a jego kobieta - dziwką. Byli przeciwko Iranowi i islamowi. Było więc jego obowiązkiem zmienić nasze poglądy.

Czy przed lub po publikacji "Listów" próbował się pan z nim kontaktować, już na wolności?

- Nie, po pierwsze on jest bardzo ważną postacią w rządzie i służbach bezpieczeństwa. Po drugie, serce mi na to nie pozwala.

Dlaczego?

- Jeśli pewnego dnia go spotkam, powiem mu, że mu wybaczyłem i będę apelował, by nigdy więcej nie wyrządził nikomu takiej krzywdy. Ale trudno jest ruszyć w podróż i szukać kogoś, kto torturował cię przez miesiące i zniszczył ci życie. Poza tym on jest tylko jednym z wielu oprawców. On wierzy w irański rząd, a to właśnie islamistyczny rząd Iranu jest moim wrogiem.

Ile razy siedział pan w więzieniu?

- Przed rewolucją, za rządów szacha Mohammada Rezy Pahlawiego - 4 razy, po rewolucji - tylko raz, ale przez 6 lat i 2 tygodnie.

Gdy siedział pan w więzieniu, jeszcze za dyktatury szacha trafił pan do jednej celi z Alim Chameneim, dziś najważniejszą osobą w Iranie, duchowym i politycznym przywódcą.

- Jak o nim myślę, ogarnia mnie wielki smutek. Gdy poznałem go w celi, był młodym i dobrym człowiekiem, żartowaliśmy razem, rozmawialiśmy o literaturze. Opowiadał mi nawet o swojej pierwszej miłości. Chodziliśmy razem pod prysznic. A dziś jest dyktatorem.

I teraz to on wsadza innych do więzień.

- Tak, wydaje rozkazy, decyduje o zabójstwach.

Rozumie pan zmiany, jakie w nim zaszły?

- Wiele razy o tym myślałem. Ali Chamenei, jeszcze w więzieniu, miał dwa oblicza. Z jednej strony był tym dobrym człowiekiem, z którym tak dużo rozmawiałem. Ale był też radykalnym duchownym. Gdy rozmawialiśmy o klasycznej irańskiej literaturze, zorientowałem się, że wiele czytał, ale nienawidził współczesnych poetów irańskich. Słynną poetkę nazwał dziwką. Tylko dlatego, że nie nosiła czadoru. Nie wiedział też nic o kulturze zachodniej, nie znał poetów czy pisarzy, nie kojarzył nawet, kim był Wiktor Hugo! Nienawidził Zachodu. I ten opętany ideologią człowiek dostał władzę w swoje ręce. Rezultatem jest dyktatura.

W więzieniu uważał go pan za przyjaciela?

- Tak. I to bardzo bliskiego.

Potem on i jego ludzie przejęli władzę, a pan skazano na śmierć.

- Nie zrobił nic, by mi pomóc.

Wówczas wierzył pan w komunizm. A dziś?

- Komunizm to ideologia. Gdy ideologia kieruje władzą, prowadzi do tragedii. Jej miejsce jest w książkach i klubach dyskusyjnych. W rządach to ludzie powinni podejmować decyzje, po zastanowieniu i negocjacjach. Trzymanie się ślepo ideologii kończy się dyktaturą.

A gdyby po obaleniu szacha w 1979 roku to komuniści, a nie islamiści, przejęli władzę?

- Nie byłoby wielkiej różnicy. Powiedziałem kiedyś mojemu przyjacielowi, że mieliśmy szczęście, że to nie komuniści przejęli władzę. Tak trafiliśmy do więzienia, a mogliśmy stać się katami. Na tym polega tragedia zaślepienia ideologią.

Pan mógł stać się oprawcą?

- Każdy człowiek zaślepiony ideologią może się w niego zmienić.

Wówczas krzyczał pan "Śmierć Ameryce" (która wspierała despotyczną władzę szacha). A jak dziś myśli pan o Stanach Zjednoczonych?

- Ameryka wielokrotnie miała wpływ na współczesną historię Iranu. Pierwszy raz zanim jeszcze się urodziłem, pomogli obalić liberalny rząd Mohammada Mossadegha* - tak zaczęła się dyktatura szacha. Pod koniec jego rządów USA i inne zachodnie siły przekonywały, by pozwolił wrócić liderowi islamskiej rewolucji Ajatolahowi Chomeiniemu. Dziś USA rozmawiają z nowym prezydentem Hassanem Rouhanim i próbują nas przekonać, że to on jest liberałem. Po raz trzeci popełniają błąd.

Większość młodych Irańczyków jest dziś proamerykańska. 6 milionów Irańczyków żyje w USA, 2 miliony w Europie. Większość z nich, nawet islamistów, mówi po angielsku. Lubią zachodnią muzykę i kino, kibicują zachodnim piłkarzom.

A co jest dla pana najgorsze w obecnym systemie irańskim?

- Przede wszystkim to, że islamski rząd próbuje zniszczyć tradycyjną kulturę irańską. Islam przybył do Iranu kilkaset lat temu. A od 1979 roku islamskie władze próbują zniszczyć kulturę i historię Iranu. Problemem mogą być nawet imiona czy nazwy. Ja mam na imię Huszang, po pierwszym królu Iranu. Mój oprawca kazał mi zmienić je na Muhamed lub Ali. To tylko jeden przykład, ale jaki symboliczny.

Pisał pan "Listy" przez aż trzy dekady.

- Gdy zacząłem pracę nad książką, jeszcze w Iranie, wciąż bałem się, że wpadną do mojego domu, zabiorą komputer, oskarżą o szpiegostwo. Ciągle wzywali mnie i moją żonę na przesłuchania, grozili, że wyrządzą mi krzywdę, jeśli nie wyjadę. Dlatego opuściłem Iran. Zamieszkaliśmy w Paryżu, w niewielkim mieszkaniu. Ale nie miałem pracy, traciłem zmysły. Postanowiłem wrócić do pracy nad książką.

Siadałem do pisania z samego rana, a już po kilku wersach zaczynałem płakać. Żona przychodziła mnie uspokoić. Wtedy też trafiłem na zdjęcia mojego oprawcy. Miałem zawał. Po powrocie ze szpitala znów zacząłem pisać. Moja żona prosiła mnie, bym przestał. Bała się, że się zabiję. Trafiłem do psychiatry, Irańczyka, który powiedział mojej żonie, że być może ta książka jest mi potrzeba, że być może właśnie bez niej się zabije. Ale doradził, bym mierzył się z przeszłością krok po kroku. Dlatego pisałem ją przez kolejne 2 lata.

Musiałem to spisać. To opowieści tysięcy więzionych, torturowanych i zabitych. Nie mogę zamilknąć. Po publikacji książka uniezależniła się ode mnie. Wywiady, nagroda, kolejne tłumaczenia. To jest wciąż dla mnie trudne. Ale to mój obowiązek, by opowiedzieć, co się wówczas działo. Bo to się jeszcze nie skończyło.

Pisze pan, że więzienia za czasu islamistów były straszniejsze niż za szacha. Jak jest dziś?

- Niewiele się zmieniło. Gdy rozmawiamy, w więzieniach irańskich cierpi wielu ludzi. Dziś, jednak w dobie internetu, przynajmniej słychać ich głosy.

Ale metody są te same?

- Tak.

Muszę zapytać. Czy naprawdę wybaczył pan oprawcy? Czy to w ogóle możliwe?

- Wiem, że przebaczenie jest bardzo trudne. Niektórzy moi irańscy przyjaciele żartowali, że po obaleniu obecnego rządu będą potrzebowali zaledwie pół godziny, by się zemścić, a potem będą mogli zapomnieć. To naprawdę trudne. Oni zniszczyli wielu ludzi, rodziny zabitych i torturowanych wciąż żyją, pamiętają i cierpią. Rzeczywiście, w krótkim okresie, zemsta może przynieść ulgę. Ale doświadczenie uczy, że nie powinniśmy zapominać, ale musimy wybaczyć.

Książkę "Listy do mojego oprawcy" w wersji elektronicznej możesz kupić tutaj >>

"Listy do mojego oprawcy. Miłość, rewolucja i irańskie więzienie" ukazały się w Polsce nakładem Wydawnictwa Czarne

DOSTĘP PREMIUM