Pieniążek: Demonstranci chcą odejścia prezydenta i rządu, hasła dotyczące UE zeszły na dalszy plan

- Tych ludzi na Majdan ściąga złość na to, co dzieje się w kraju - mówił Paweł Pieniążek z "Krytyki Politycznej", który w programie "Post Factum" w TOK FM relacjonował sytuację w Kijowie. - Hasła unijne w ogóle nigdy nie były tutaj w większości, nawet podczas Euromajdanu, chodzi głównie o walkę z rządem - dodał.

W Kijowie trwają demonstracje zwolenników umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską. W sobotę rano protest na Majdanie Niepodległości rozpędziły siły specjalne milicji Berkut. Rannych zostało kilkadziesiąt osób. W niedzielę doszło z kolei do kilku ataków na budynek administracji prezydenta Janukowycza - zdaniem opozycji była to prowokacja urządzona przez wynajętych przez władze młodych dresiarzy.

Poniedziałek w Kijowie - relacja na żywo >>>

Dziś prezydent Ukrainy wypowiadał się w bardziej pojednawczym tonie - zapowiedział ponowne rozmowy z przedstawicielami UE i przyznał, że podczas zamieszek "milicja przesadziła". Rząd i prezydent podzielili się rolami dobrego i złego policjanta? - Wiktor Janukowycz stara się uniknąć konfrontacji z wydarzeniami w Kijowie. Dlatego rozmawia z Barroso, próbuje załagodzić sytuację. Ale o dobrym policjancie nie może być mowy, bo złość i rozczarowanie są tak duże, że o pojednaniu nie może być mowy - mówił w programie "Post Factum" przebywający w Kijowie dziennikarz "Krytyki Politycznej" Paweł Pieniążek.

Jak przyznał, choć bezpośrednią przyczyną zamieszek było fiasko rozmów w UE, hasła unijne zeszły na drugi plan, a Majdan został przejęty przez hasła antyrządowe: - Hasła unijne w ogóle nigdy nie były tutaj w większości, nawet podczas Euromajdanu. A teraz UE jeszcze bardziej cofnęła się na dalszy plan. Chodzi już głownie o walkę z rządem.

Nie UE, nie opozycja. "Tych ludzi ściąga złość na to, co dzieje się w kraju"

- Tych ludzi na Majdan ściąga złość na to, co dzieje się w kraju. Politycy opozycyjni nie są tu bezpośrednią przyczyną i często sytuacja wymyka im się spod kontroli, jak w momencie szturmu pod administracją prezydenta. Podobnie przy zajmowaniu budynków związków czy rady miasta, gdzie demonstranci zrobili swoje sztaby. Nazywają je sztabami rewolucyjnymi. Opozycja uznała je za swoje, ale to nie ona je przejęła - dodał.

Pieniążek był jednym z dziennikarzy poszkodowanych w niedzielnych starciach pod siedzibą administracji prezydenta Ukrainy przy ul. Bankowej. Jak mówił, to nie prowokatorzy starli się z Berkutem. - Nawet jeśli byli tam prowokatorzy, to w większości byli tam ludzie o poglądach nacjonalistycznych, którzy uznali, że po prostu tak trzeba działać. Jedyne, do czego mieli wątpliwości, to czy rozwalać blokadę policyjną. - przekonywał.

Jak ocenił, atak na niego nie był wyjątkiem. - I nie jestem też osobą, która najbardziej ucierpiała. Z tego, co wiem, przez weekend ucierpiało 40 dziennikarzy, najwięcej na Bankowej - dodał i opowiadał, jak wyglądał atak: - W pewnym momencie myślałem, że rozpylono gaz. Odwróciłem się, ukryłem twarz w szaliku, by chronić się przed gazem. Gdy się odwróciłem z powrotem, koło mnie był już Berkut - zostałem zaatakowany.

Jak na polskich polityków obecnych w Kijowie reagują Ukraińcy? - Najcieplej przyjęto Jarosława Kaczyńskiego - przyznał dziennikarz.

DOSTĘP PREMIUM