Ekspert z PISA Polska: Nasze zadanie? Gonić Azjatów. W Europie nie mamy się już z kim ścigać

- Nasze zadanie teraz to gonić Azjatów. W Europie nie mamy już się z kim ścigać. Nie mówię tego dla bufonady, tylko tak jest. Te dane są naprawdę twarde i rzetelne. Jeśli coś nie zostało zmierzone, to lepiej się o tym ostrożnie wypowiadać. Jeśli zostało, to mamy twarde dowody, że tak jest - mówił w TOK FM prof. Zbigniew Marciniak, członek zespołu PISA Polska, komentując wyniki polskich uczniów w ostatniej edycji badania. Opowiadał o tym, na czym dokładnie polega PISA.

Najnowsze wyniki badań PISA, badających umiejętności gimnazjalistów, postawiły Polskę w światowej czołówce szkolnictwa. Zdaniem prof. Zbigniewa Marciniaka z UW, członka zespołu PISA Polska odpowiedzialnego za część matematyczną, mamy powody do zadowolenia. - Jesteśmy niezamożnym krajem, a w edukacji radzimy sobie jak równy z równym, a nawet lepiej niż wiele krajów bogatszych typu Stany Zjednoczone - mówił ekspert.

Zaznaczył też, że PISA pozwala na solidne porównanie efektywności systemów edukacyjnych w badanych krajach: - To najlepsze obecnie badanie edukacyjne ze względu na precyzję jego przeprowadzania.

Podsumował też, jak wygląda metodologia: - Zdecydowano się, że będzie się mierzyć umiejętności 15-latków w trzech obszarach tematycznych: matematyka, czytanie ze zrozumieniem i nauki przyrodnicze. Uznano, że to trzy obszary kluczowe dla dalszej edukacji i kariery zawodowej w tej grupie 15-latków. Robi się to co 3 lata, przygotowując odpowiednie zestawy zadań - niezwykle starannie opracowane. Proces przygotowania zadań trwa ponad trzy lata, a te zestawy nie są, niestety, jawne, bo służą do ponownego wykorzystania, by móc uzyskiwać wiarygodne porównania między badaniami.

Marciniak zaznaczył, że od pierwszego roku badania, czyli 2000, badacze pracują na tych samych zestawach zadań: - Ale są one uzupełniane, bo jedna dyscyplina co roku jest wiodąca - tę uzupełnia się o nowe zestawy zadań, ale pozostawia też starą pulę. W przypadku matematyki, która była dyscypliną wiodącą w tym roku, były to 34 zadania, które zastosowano i w trzech poprzednich badaniach, by zobaczyć postęp uczniów lub jego brak właśnie na tych zadaniach kotwiczących.

Polacy lepsi w trudnych zadaniach z matematyki. "To ta dobra wiadomość"

Badania PISA przeprowadza się co trzy lata od 2000 roku - właśnie poznaliśmy wyniki z edycji zeszłorocznej. Wzięło w niej udział ponad pół miliona uczniów z 64 krajów. A w Polsce? - 5 tysięcy. Próba doskonale losowa - to jeden z warunków uczestnictwa kraju. Jeśli próba budziłaby wątpliwości, kraj wypada z badania. Biorą w nim udział wszystkie kraje wysoko rozwinięte i bardzo dużo krajów aspirujących do tej grupy. To obiektywny test systemu edukacyjnego. Innych takich testów nie ma - powtarzał prof. Marciniak.

Jak podkreślił, w badaniu czytania tekstu sprawdza się przede wszystkim to, jak dalece uczniowie rozumieją różnego typu przekazy. W teście z matematyki chodzi o więcej umiejętności, bo zadań jest dużo i są na bardzo różnych poziomach trudności: od tych wymagających przeprowadzenia prostych obliczeń do tych wymagających głębszego rozumowania. - I tutaj polscy uczniowie okazali się znacznie lepsi niż trzy lata temu. I to jest ta bardzo dobra wiadomość. Zadania wymagające myślenia strategicznego, modelowania - takie zadania też tam są i to im przyglądaliśmy się szczególnie. To jest ta pula zadań, na której można się najbardziej przesunąć w skali międzynarodowej.

W trzecim obszarze tematycznym kładzie się nacisk na rozumowanie przyrodnicze: rozumienia relacji nauki do rzeczywistości, tego, co jest eksperymentem naukowym, a co nie, odróżnianie opinii od wniosków naukowych itp.

Ekspert podkreślił też, że omawiając wyniki testu PISA media niepotrzebnie skupiają się na rankingu państw: - Ranking nie jest nikomu do niczego potrzebny. My nie ścigamy się z innymi krajami, ale staramy się zobaczyć polskich uczniów na tle innych uczniów. To tło daje obiektywną miarę możliwości systemu edukacyjnego. Możemy sobie oczywiście marzyć o tym, że wszyscy uczniowie w wieku 15 lat będą umieli całkować i rozwiązywać równania różniczkowe. Tylko obraz całego świata daje nam wiarygodne tło, w jakim stopniu jest to możliwe. Widzieliśmy też w poprzednich latach, że uczniowie w wielu krajach radzą sobie lepiej z rozumowaniem niż nasi. I to budziło niepokój. Musieliśmy wykonać pewne działania, by temu zaradzić. I udało się.

Skąd ta zmiana? Po pierwsze: nowy program, po drugie: egzaminy

Co zatem stało się w naszych szkołach, że wyniki się poprawiły? Czy obecni 15-latkowie to zupełnie inni uczniowie niż poprzednie roczniki? - Mam hipotezę. Po pierwsze nowa podstawa programowa, której przez cały cykl uczyli się ci gimnazjaliści. Ona precyzyjniej określa, czego się trzeba nauczyć - ocenił prof. Marciniak. Jak podkreślił, to nie Polska tworzyła podstawy programowe pod badania PISA, a odwrotnie: określając w 2010 cele badania na 2012 rok, PISA zawarła w nich zapisy, które w polskiej podstawie programowej występują od 2008 roku. - Po prostu świat idzie w tę stronę, którą przewidzieliśmy - dodał ekspert.

Na czym polega zasadnicza zmiana merytoryczna? - Na wydobyciu umiejętności złożonych jako naczelnych celów kształcenia. Nie tych podstawowych: dodaj, odejmij. Ale tych, by rozumować i analizować sytuację. Sam zapis w podstawie programowej nic by nie zmienił. Oprócz tego mamy potężne koło zamachowe w postaci systemu egzaminacyjnego, który zmienił całkowicie egzaminy. Pojawiły się np. zadania z matematyki typu "Udowodnij, że...". I nauczyciele zaczęli je z uczniami robić. Pojawiła się tu niespodzianka, całkiem przyjemna: przesąd, że to zadania tylko dla najlepszych i na kółka matematyczne, nie sprawdził się. Okazało się, że przeciętni uczniowie też z powodzeniem je rozwiązują - i na egzaminach gimnazjalnych, i w PISA. I teraz nie ma od nich ucieczki: muszą być na lekcjach, bo będą i na egzaminach - przekonywał ekspert.

I dodał: - Ja nie wierzę w powiedzenie, że egzamin to zło. Zły egzamin to jest zło. Ale nie jeśli egzamin popycha w stronę takich umiejętności i każe szkołom te rzeczy robić. Różnica między nimi a standardowymi zadaniami polega na tym, że w tych pierwszych nie ma wzorca, algorytmu rozwiązania. Uczeń musi pomyśleć, jak je zrobić.

Polskie uczelnie w ogonach rankingów. Ekspert: To nic nie znaczy

Skąd zatem narzekanie na studentów i niski poziom polskich uczelni? Skoro na studia idą coraz lepsi uczniowie, kończyć je powinni coraz lepsi absolwenci. Zdaniem prof. Marciniaka niewykluczone, że tak jest. - To narzekanie ma trochę inne źródła. Liczba studentów wzrosła w ostatnich latach w Polsce pięciokrotnie w porównaniu z tym, co mieliśmy przez dziesiątki lat. Ci najlepsi tam dalej są, ale jest też wiele osób mniej zdolnych, ale z ogromnymi aspiracjami edukacyjnymi. Chcą mieć dyplomy - to odpowiedź polskiego społeczeństwa na zmianę systemową. Polacy uznali, że trzeba wykształcić dzieci, by były bezpieczne. I my sobie na uczelniach nieźle z tą zmianą radzimy - ocenił profesor.

Jak dodał, jest zaniepokojony powszechnym narzekaniem na polskie uczelnie. - Bo nie ma żadnej miary porównywalnej z PISA, by ocenić efekty kształcenia szkół wyższych na świecie. Są rankingi szkół wyższych, na które narzekamy, że nasze uczelnie są w nich daleko. Ale o co te rankingi, np. szanghajski, pytają, też warto wiedzieć. Nasze uczelnie nie należą do najzamożniejszych, a budżet Uniwersytetu Harvarda jest większy niż połączone budżety polskich uczelni. Pytanie: "Ilu macie noblistów?" oznaczające "Ilu noblistów jesteście w stanie zatrudnić i utrzymać?" jest nie w porządku. Przy czym nie porównuje się tego, co umieją absolwenci. A okazałoby się, że nasi umieją nie gorzej. Przykład? Uczę na Wydziale Matematyki UW. Gdy wywieszam przykładowe kolokwia z algebry, a studenci pytają: "Co? Takie łatwe?". Łatwe? To z MIT. A my je z łatwością rozwiązujemy - opowiadał matematyk.

Jak dodał, nie należy, oczywiście, spoczywać na laurach, ale oprócz dobrych wyników testu PISA widzi też wiele innych budujących zmian dotyczących polskiej edukacji, np. masowy udział uczniów w konkursach i olimpiadach czy wybieranie trudnych przedmiotów na egzaminach: - Rozszerzoną maturę z matematyki wybrało w tym roku 55 tys. dzieciaków. Nikt im nie kazał tego robić, oni po prostu chcą się nauczyć trudnych rzeczy.

- Nasze zadanie teraz to gonić Azjatów. W Europie nie mamy już się z kim ścigać. Nie mówię tego dla bufonady, tylko tak jest. Te dane są naprawdę twarde i rzetelne. Jeśli coś nie zostało zmierzone, to lepiej się o tym ostrożnie wypowiadać. Jeśli zostało, to mamy twarde dowody, że tak jest - podsumował ekspert.

DOSTĘP PREMIUM