Migają do monitora. W urzędach, przy innych petentach. "Czują się niekomfortowo"

W urzędach - zgodnie z przepisami, które weszły w życie w kwietniu ubiegłego roku - powinni być tłumacze języka migowego. Chodzi o to, by osoba głuchoniema, która chce wyrobić sobie dowód osobisty czy zapłacić podatek, mogła bez problemu z urzędnikiem się porozumieć. Część urzędów nie zatrudniła jednak tłumaczy, ale podpisała umowy z biurami wirtualnymi. - Musimy rozmawiać z monitorem, a to nie jest komfortowe - przekonują osoby głuche.

Wprowadzenie zapisów "Ustawy o języku migowym i innych środkach komunikowania" było potrzebne. Osoby niesłyszące często wstydziły się pójść do urzędu, by załatwić jakąś sprawę. - Tłumacz języka migowego to bardzo dobre rozwiązanie, które nam ułatwi życie - mówią sami zainteresowani.

Tłumacze często nie urzędują jednak w urzędach fizycznie. Tak jest np. w Urzędzie Miasta w Opolu, który zdecydował się na wirtualnego tłumacza języka migowego. Podobnie - Sąd Okręgowy w Łodzi.

W Jaworznie z kolei jest System Komunikacji Niewerbalnej. Jak to działa? Załóżmy, że Kowalski nie słyszy i przychodzi do urzędu wyrobić dowód. Urzędnik go nie rozumie, ale może się bardzo szybko połączyć przez internet (czy za pośrednictwem wideofonu) z wirtualnym biurem tłumaczeń. I tłumacz po drugiej stronie, często na drugim końcu Polski, widzi u siebie na ekranie naszego petenta. Ten językiem migowym przekazuje mu, jaki ma problem, tłumacz przekazuje te informacje urzędnikowi i tak powinni się dogadać.

"Pajacowanie przed monitorem"

Wirtualny tłumacz jest na pewno dla urzędu wygodny, a dla niesłyszących? Janusz Włodarczyk, tłumacz języka migowego z Polskiego Związku Głuchych w Lublinie, jest z niesłyszącymi na co dzień. Tłumaczy im telewizyjne wiadomości, bywa z nimi np. w sądzie czy na egzaminie na prawo jazdy. Jak mówi, niejednokrotnie słyszał od swoich podopiecznych, że "musieli rozmawiać z monitorem" i że bywa to irytujące, gdy trzeba siedzieć przed komputerem, często przy innych ludziach i próbować się porozumieć. - Mówią, że bywa "ciężko" i "niewygodnie". Dokładnie takich sformułowań używają. Słyszę od nich też, że nie chcą migać do monitora, tylko chcą rozmawiać z osobą żywą - mówi Włodarczyk. - Porównują miganie przed monitorem z pajacowaniem czy robieniem cyrku - dodaje.

Janusz Włodarczyk przyznaje jednak, że wirtualny tłumacz to jest jakieś rozwiązanie problemu w urzędach, choć niesłyszącym - przynajmniej ich części - to nie odpowiada.

Ewa Sobolewska też jest tłumaczką języka migowego. Ma niesłyszących rodziców. Zna wirtualne biura tłumaczeń. Jak mówi "działają" na takiej samej zasadzie jak tłumacz, który fizycznie byłby w urzędzie - tłumaczenie też odbywa się na żywo. Ale... - Nie ma bliskiego kontaktu i to jest problem. Ja będąc osobą niesłyszącą wolałabym mieć obok siebie tłumacza języka migowego, fizycznie. Człowiek czuje się wtedy lepiej, bezpieczniej i łatwiej się porozumieć - mówi nam pani Ewa.

Czy są plusy wirtualnych biur tłumaczeniowych?

Napisał do nas w tej sprawie pan Rafał, pracownik instytucji publicznej, w której jest zainstalowany tłumacz języka migowego. Jego zdaniem, takie rozwiązanie "jest idealną odpowiedzią" na potrzeby związane z zatrudnianiem tłumaczy. Bo urzędów w Polsce jest bardzo dużo, gdyby w każdym fizycznie zatrudnić tłumacza, byłaby to - jak pisze pan Rafał - armia ludzi.

- Oznaczałoby to wzrost zatrudnienia o kilka tysięcy osób, a przecież administrację staramy się ograniczać, a nie zwiększać - pisze słuchacz TOK FM. Zwraca też uwagę, że osób, które chcą skorzystać z pomocy tłumacza, jest stosunkowo niewiele, np. jedna w miesiącu.

To prawda, ale nie zawsze trzeba zatrudniać tłumacza na stałe. Pokazuje to przykład z Lublina. Urząd Miasta zatrudnia tłumaczkę na umowę-zlecenie - jest wzywana wtedy, gdy jest taka potrzeba. Natomiast w urzędzie na stałe, w Biurze do Spraw Niepełnosprawnych, pracuje osoba niedosłysząca, która w razie potrzeby też może pomóc, niemal od ręki (na co dzień zajmuje się jednak innymi obowiązkami).

Urzędnicy z Lublina, przygotowując się przed rokiem do wprowadzania w życie zapisów ustawy, też testowali wirtualnego tłumacza. - Uznaliśmy jednak, że to urządzenie jest mało mobilne, bo może być zainstalowane w jednym miejscu (a wydziały Urzędu Miasta są "rozsiane" na różnych ulicach). Wydało nam się też, że jest to jednak mało osobowy sposób komunikowania się, że jednak mimo wszystko fizyczna obecność takiego tłumacza będzie bardziej sprzyjająca osobom, które przychodzą do urzędu - mówi Joanna Olszewska, dyrektor Biura do Spraw Osób Niepełnosprawnych. Choć nie wyklucza, że wirtualny tłumacz - obok tego "fizycznego" być może za jakiś czas jednak się pojawi.

Język migowy jest specyficzny, trzeba doświadczenia

Jest jeszcze coś. Tłumaczami migowymi zostają osoby po krótkich kursach, które próbują tłumaczyć, ale nie mają doświadczenia i pojawia się problem. - Osoby niesłyszące mówią skrótami, dla nich pierwszy jest język migowy, a dopiero drugi - język polski. Dla nich to, w którym miejscu jest podmiot czy orzeczenie w zdaniu, nie ma znaczenia. Dlatego, jeśli np. tłumacz użyje zdania złożonego, to nie do końca to trafia do osoby niesłyszącej - mówi Janusz Włodarczyk z Polskiego Związku Głuchych.

Ale i związek oferuje usługę tłumacza migowego. Taką ofertę - wideotłumacza - można znaleźć na stronie Polskiego Związku Głuchych w Łodzi.

DOSTĘP PREMIUM