Młody, zdolny, z pasją. Bez stypendium. Bo w domu dziecka na każdego pieniędzy jest tyle samo...

Krystian ma dziś 15 lat. Jest utalentowany sportowo. Gdy inne dzieci rzucały piłeczką palantową na odległość 30 metrów, on rzucał 60; gdy koledzy skakali w dal niecałe 3,5 metra, on skakał ponad 5. - Wygrywał praktycznie wszystkie zawody w Lublinie - mówi pierwszy trener chłopca. Chłopak jednak szans na rozwój nie ma z powodów finansowych - w domu dziecka na każde dziecko pieniędzy jest tyle samo.

Krystian* trafił do domu dziecka w wieku 4 lat razem z młodszym przyrodnim bratem. - To było małe dziecko, dziś jest to naprawdę wysoki młodzieniec. Zawsze jak się spotykamy, a widujemy się naprawdę często, mówię mu: "znowu urosłeś" - opowiada Lidia Goguł, wicedyrektor domu dziecka, która przyjmowała Krystiana do placówki. Jak podkreśla, początkowo mama utrzymywała kontakt z synami, odwiedzała ich. - Ale nie były to łatwe relacje - mówi pani Lidia. Niedługo potem mama zmarła.

Z domu dziecka chłopcy, a potem także ich młodsza siostra, trafili do rodziny zastępczej, do małej, pełnej pól i lasów miejscowości na Mazowszu. - To tam zacząłem biegać, miałem wtedy 8 lat. Namówił mnie wujek zastępczy, który zobaczył, że mam warunki do biegania. Biegałem m.in. po lasach - opowiada. W 2010 roku Krystian z rodzeństwem musiał jednak wrócić do placówki. Zmarł wujek zastępczy, a jego żona nie dawała sobie rady z sześcioosobową gromadką (miała też własne dzieci), rodzina zastępcza została rozwiązana. - Nasza przyszywana mama sobie nie radziła, bo wujek zmarł. Przykro mi z tego powodu. Tak się mówi czasami, że Bóg zabiera dobrych ludzi, a zostawia złych - mówi nam dzisiaj już 15-letni Krystian.

"Wiedziałem, że mam przed sobą chłopca uzdolnionego"

Po powrocie do placówki Krystian trafia do jednej z lubelskich podstawówek, do piątej klasy. Nauczyciel WF od razu dostrzega, że ma przed sobą niezwykły talent. - Trafił do nas do szkoły chłopak zakochany w lekkiej atletyce, aczkolwiek ze zdolnościami do wielu dyscyplin sportu. Wygrywał praktycznie wszystkie zawody, na jakie z nim jeździłem: i w biegach, i w skokach, i w rzucie piłeczką palantową - mówi Dariusz Bodak, trener. Widział, że ma do czynienia z utalentowanym pasjonatem sportu. - Ale problem jest taki, że w Lublinie nie ma za dużo zajęć, możliwości, jeśli chodzi o czystą lekką atletykę - mówi trener.

To on, prowadząc drużynę piłki nożnej w klubie Sławin, zaproponował Krystianowi właśnie piłkę. - Zaczął robić bardzo duże postępy. Wciągnął się w to i dlatego pozostała ta piłka nożna. W pewnym momencie u nas w klubie wyczerpały się możliwości rozwoju Krystiana i przeniósł się do innego, lepszego klubu, w którym gra do dziś. To jedna z najlepszych drużyn w województwie - mówi pan Darek.

Cała szafka w pucharach i medalach

Krystian to wysoki szczupły chłopak, uśmiechnięty, bardzo otwarty i elokwentny. Ale jednocześnie wrażliwy. Nie obnosi się z tym, że jest z domu dziecka, raczej stara się to ukryć. Również w rozmowie z nami woli pozostać "anonimowy", nie chce, by za bardzo wchodzić w jego życie.

Mieszka w domu jednorodzinnym razem z kilkunastoma innymi wychowankami. To tak zwany system rodzinkowy. Dzieci same dbają o swoje pokoje, próbują gotować, robią zakupy. - Krystian jest bardzo samodzielny, nie ma z nim problemów. Dobrze się uczy. Szkołę podstawową ukończył z czerwonym paskiem. Teraz oceny są nieco niższe, ale też nie ma żadnych problemów z nauką - mówi Jacek Jasiński, wychowawca i opiekun nastolatka. Chłopiec najbardziej lubi geografię i historię, natomiast zdecydowanie najmniej matematykę i fizykę. - No, jeszcze nie przepadam za biologią, ale jakoś sobie z nią radzę - mówi.

Wychowawca podkreśla: Krystian jest bardzo systematyczny, regularnie trenuje. - Praktycznie całymi dniami go nie ma. Ale to ważne dla niego, sport kształtuje charakter, poza tym nie ma czasu na głupoty - mówi pan Jacek. Jak dodaje, chłopak jest opiekuńczy w stosunku do młodszych, w tym swojego rodzeństwa (siostra została adoptowana, ale od czasu do czasu się z nią widuje; brat ma być adoptowany przez rodzinę z USA).

Na szafce obok łóżka Krystiana pełno medali i statuetek za osiągnięcia w zawodach lekkoatletycznych; w szafie teczka z dyplomami. A na ścianach? Plakaty z Messim, Ronaldo i polskimi klubami piłkarskimi. Nastolatek chce iść dalej w kierunku sportu. - W tym roku kończy gimnazjum i chcemy, by poszedł dalej do liceum sportowego, jeszcze nie wiadomo gdzie. W grę wchodzą Puławy, ale może uda się też Warszawa - mówi wychowawca. Krystian dziś widzi się w piłce nożnej, ale w trakcie rozmowy z nami lekkoatletyka cały czas powraca. - Niektórzy mi mówią, że powinienem wybrać lekką atletykę, ale tak na razie zadecydowałem. Zobaczymy - mówi.

Przyznaje, że z biegania zrezygnował z kilku powodów, m.in. dlatego, że w klubie, do którego na krótko trafił, nie mógł się dogadać z trenerem, nie było też dobrej bazy treningowej.

Rozwijać pasję, ale za co?

Krystian, mimo sukcesów, nigdy nie miał stypendium. Raz, jak słyszymy w domu dziecka, była na ten temat rozmowa ze szkołą, ale ostatecznie stanęło na niczym. - Jeśli chodzi o stypendium za szczególne osiągnięcia w dziedzinie sportu, to przyczyny formalne na to nie pozwoliły, bo o stypendium można się starać w zasadzie dopiero w liceum - mówi Sławomir Piotrowski, dyrektor domu dziecka. Potwierdza to szef miejskiego wydziału sportu Jakub Kosowski. Zasady przyznawania stypendiów są określone w uchwale rady miasta. - Premiowany jest konkretny wynik, a stypendia są przyznawane od wieku juniora. I w zależności od dyscypliny sportu jest to przełom gimnazjum i liceum - mówi Kosowski.

O tym, na co może liczyć wychowanek domu dziecka, mówi Rozporządzenie ministra pracy i polityki społecznej w sprawie instytucjonalnej pieczy zastępczej. Jest tam mowa o zapewnieniu m.in.: wyżywienia, dostępu do opieki zdrowotnej czy produktów leczniczych; o wyposażeniu dziecka w odzież, obuwie, bieliznę osobistą, zabawki do odpowiedniego wieku rozwojowego, środki higieny osobistej, podręczniki. Czytamy również o obowiązku zapewnienia dziecku dostępu do edukacji, o pomocy w nauce, w szczególności przy odrabianiu zadań domowych, oraz w miarę potrzeby przez udział w zajęciach wyrównawczych.

O zdolnościach wychowanka nie ma tu mowy. Jest jedynie zapis, że dziecku zapewnia się "uczestnictwo, w miarę możliwości, w zajęciach pozalekcyjnych i rekreacyjno-sportowych". Wychowankowie co miesiąc dostają "kieszonkowe" - ustala je dyrektor placówki, biorąc pod uwagę przyznany mu przez samorząd budżet; zgodnie z przepisami nie może być wyższe niż ok. 80 złotych. W przypadku domu dziecka, w którym jest Krystian, średnio jest to 30 złotych na miesiąc.

Sport kosztuje, a tu brakuje na przykład na buty

Rozwijanie sportowej pasji w przypadku Krystiana jest wyjątkowo trudne. - Barierą na pewno są pieniądze - nie ma wątpliwości Lidia Goguł. Jak sama przyznaje, dom dziecka robi, co może, by znalazły się środki na opłacenie treningów czy inne sportowe wydatki. - Pomaga nam stowarzyszenie, które działa przy placówce. Ale to też są niewielkie pieniądze - mówi dyrektorka.

Krystian w rozmowie z nami nie narzeka, nie żali się, że ma gorzej. Choć przyznaje, że bywa trudno. Gdy inni zawodnicy mieli np. termiczną odzież do ćwiczenia na boisku w chłodne dni, on zakładał dwie warstwy dresów. Z butami też bywa różnie. - Sport kosztuje, trzeba mieć buty, które się przecież niszczą, halówki czy obuwie do gry na innej nawierzchni. A Krystian najczęściej musi sobie radzić z jedną parą obuwia - mówi trener Dariusz Bodak.

W domu dziecka jest tak, że pieniądze dzieli się po równo na wszystkie dzieci; nie ma środków na jakieś ekstra wydatki. - To jest trudny temat. Czasami ciężko jest wytłumaczyć takiemu dorastającemu chłopcu, że na coś nie mamy pieniędzy - mówi pan Jacek, wychowawca. - Byłoby wspaniale, gdyby znalazł się ktoś, kto zrozumiałby potrzeby Krystiana i pomógł mu w tych indywidualnych sytuacjach - uważa Goguł. Jak mówi, zakup sprzętu, ubioru czy pokrycie kosztów udziału w obozach sportowych - to wszystko kosztuje. - A to są koszty, które najczęściej przekraczają możliwości placówki - dodaje.

A sam Krystian? O czym marzy?

Studia na AWF-ie przede wszystkim - o tym marzy Krystian. Ale przyznaje, że brakuje mu też bliskiej osoby. - Każde dziecko tutaj czuje, że potrzebuje bliskości mamy, taty. Ja sobie staram z tym radzić. Nie ma się co poddawać. Trzeba iść dalej, bo na pewno ktoś nam w życiu pomoże. Jeśli na początku byliśmy skrzywdzeni, to może później będzie nam lepiej w życiu - mówi 15-latek z lubelskiego domu dziecka.

*Imię na prośbę bohatera tekstu zostało zmienione

Jeśli ktoś chciałby Krystianowi pomóc, prosimy o kontakt z autorką tekstu: anna.zablocka@tok.fm

DOSTĘP PREMIUM