Vagan - miasto Arktyki, które... zaginęło. "Na samym dnie wykopu znaleźliśmy..."

900 lat temu na dalekiej północy Europy powstało miasto, które słynęło z handlu suszonymi rybami, masłem i futrami. Ale już w XVI wieku o istnieniu Vagan świadczyły tylko zapiski. - Odnalezienie śladów miasta nie było proste. Na powierzchni nie zachowały się żadne ślady. Zostaliśmy zaproszeni do prowadzenia badań archeologicznych - wspominał w TOK FM prof. Przemysław Urbańczyk.

Lofoty, archipelag na Morzu Norweskim. Na pierwszy rzut oka to miejsce mało przyjazne ludziom - bo położone blisko Arktyki. Ale to tylko pozory. - Mamy do czynienia z anomalią klimatyczną. Ciepły prąd zatokowy od Meksyku płynie przez Atlantyk i ogrzewa zachodnie wybrzeże Skandynawii. Dzięki temu klimat na wyspach jest łagodniejszy niż w Polsce - zimą średnia temperatura to 1-2 stopnie mrozu. Jak na tę szerokość geograficzną, to wyjątkowo korzystne warunki. Dlatego to było i jest atrakcyjny teren do mieszkania - mówił w TOK FM prof. Przemysław Urbańczyk, archeolog z PAN i Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie.

Lofoty:

yy Fot. Fot. Google Maps

Jak podkreślał gość programu "OFF Czarek", ludzie pojawili się w tamtym rejonie szybko po ustąpieniu lodowca. - W średniowieczu umiejętności eksploatacji tych terenów tak się rozwinęły, że warto było umieścić tam coś na kształt miasta.

Vagan

I tak ok. 900 lat temu powstało Vagan. - Wiemy o mieście z kilkudziesięciu źródeł pisanych. Wiadomo więc, że był to ośrodek bardzo ważny politycznie, gospodarczo i religijnie.

Jak podkreślał prof. Urbańczyk, miasto słynęło z handlu. Przede wszystkim suszonymi rybami. Był to najlepszy sposób konserwowania ryb, wykorzystywany zresztą do dziś. A ryb w okolicy nie brakowało i nie brakuje. - To podobno najlepsze łowiska na świecie - zachwalał archeolog. Suszone ryby z Vagan trafiały nawet na południe Europy. Świadczy o tym żywa do dziś tradycja kulinarna. Na przykład Portugalczycy nie wyobrażają sobie posiłków bez bacalhau. W przewodnikach zachwalających wakacje w tym kraju zwykło się nawet pisać, że w Portugalii jest tyle przepisów na bacalhau, ile dni w roku.

Ale z Vagan eksportowano nie tylko suszone ryby, lecz także masło i futra.

Poszukiwanie

Jednak historia tego miasta nie trwała długo. - Są informacje, że już w XVI wieku arcybiskup Trontheim nie wiedział dokładnie, gdzie było położone. Choć z zapisów wynikało, że kiedyś dostawał stamtąd wysokie podatki - mówił prof. Urbańczyk w rozmowie z Cezarym Łasiczką.

Miejsce, gdzie kiedyś kwitło Vagan, postanowił odnaleźć w latach 70. XX wieku norweski archeolog prof. Reidar Bertelsen. - Nie było to proste, bo na powierzchni nie zachowały się żadne ślady. Trzeba było przeprowadzić analizę nazw miejscowych, zapisów z ksiąg. Na tej podstawie prof. Bertelsen w 1975 roku wskazał miejsce, gdzie mogło znajdować się zaginione miasto. Ale przygotowania do prac archeologicznych trwały aż 10 lat - podkreślał archeolog.

I tu zaczyna się polski wątek opowieści o odszukiwaniu Vagan. Bo prof. Bertelsen zaprosił do współpracy naszych archeologów. - Wcześniej zaprosiłem go do Polski, żeby zobaczył nasze badania wykopaliskowe. Tak mu się to podobało, że poprosił nas o pomoc. Wydaje mi się, że Norwegowie nie zawiedli się na nas. Bo potem zapraszali nas wielokrotnie do współpracy. Na przykład do badania tajemniczych domów labiryntowych.

Okruchy przeszłości

Wykopaliska, które pozwoliły odkryć to, co zostało z zaginionego Vagan, zaczęły się blisko 30 lat temu. - Warunki do kopania nie były przyjemne. Nie jest przyjemnie, jak trzeba kopać w błocku podczas silnego wiatru i tzw. poziomego deszczu. Znaleźliśmy około dwóch metrów nawarstwień archeologicznych, których chronologia i zawartość potwierdziły to, co zapisano w księgach - wspominał archeolog.

Wśród znalezisk były też niespodzianki. - Na samym dnie wykopu znaleźliśmy drobniutkie fragmenty białej ceramiki. Zastanawialiśmy się, co to jest. Kiedy zawiozłem to na międzynarodowy kongres, zagadka szybko została rozwiązana. Portugalczycy od razu rozpoznali w tych fragmentach albarello. Ceramika dotarła w rejony dzisiejszej Norwegii jako zapłata za suszoną rybę eksportowaną na Półwysep Iberyjski, którym władali wtedy Maurowie.

Ograniczamy kopanie

Norwesko-polska współpraca zaowocowała odnalezieniem zaginionego miasta Arktyki. Według prof. Urbańczyka takie wykopaliska byłyby znacznie trudniejsze. Nie jest pewne, czy w ogóle wydano by zgodę na prace archeologiczne.

- Dziś uważamy, że prace mogą stanowić zagrożenie dla zasobów. Bo to, co jest raz rozkopane, już nie da się odtworzyć. To tak jakbyśmy czytając jedyny egzemplarz dzieła Galla Anonima... darli każdą przeczytaną stronę. Nie tak łatwo więc wydaje się zgody na prowadzenie wykopalisk. Można jednak wyjść z założenia, że przyszłość może dać inne możliwości i będzie można to, co zakopane głęboko pod ziemią, obejrzeć np. dzięki prześwietlaniu.

DOSTĘP PREMIUM